grudnia 06, 2019

Pierwsza paleta po ponad pół roku "detoksu"


 Jeśli mnie regularnie obserwujecie, wiecie że mam słabość do cieni. A że staram się walczyć z własnymi słabościami to gdzieś w okolicach maja postanowiłam nie kupować nowych palet. Jest grudzień, minęło pół roku i nie kupiłam nawet jednego cienia :D, co więcej zużyłam jedną paletę, a kilka puściłam w świat. 

Paletkę, którą dzisiaj chcę Wam zaprezentować pożyczyłam do testów od mojej przyjaciółki. Już dłuższy czas nie miałam styczności z marką Makeup Revolution (wypuszczają tyle kosmetyków, że moja różowa czekoladka jest już mocno nie na czasie :D) i byłam bardzo ciekawa jak zmieniła się jej jakość. Ciekawi? Zapraszam :).

Makeup Revolution, Life on the dancefloor VIP

Opakowanie: Paleta cieni zamknięta jest w plastikowym, trwałym opakowaniu z błyszczącym, złotym wierzchem. Trochę zawodzi zamykanie. Mam wrażenie jakby w ogóle nie działało, nie ma kliknięcia.

Wykończenie: W środku znajdujemy 24 cienie - maty i błyski.

Kolorystyka: Paletka ma bardzo dużo jasnych, podobnych do siebie kolorów. Urzekła mnie trzema rzędami z prawej strony. 

Jakość: Na swatche'ach paleta nie powala. Wiadomo, że sucha ręka, bez bazy, inny nacisk palcem niż pędzlem niekoniecznie oddają prawdę dotyczącą jakości. Dlatego nie zraziłam się do nich, po pierwszym zetknięciu. Na oku maty wyszły całkiem nieźle. Miały dobrą pigmentację i do trzech kolorów się nieźle łączyły. Trochę sie osypały. Zrezygnowałabym z tylu podobnych, jasnych kolorów. Na powiece już w ogóle wyglądają identycznie. Ku mojemu zaskoczeniu to błyski nie dały rady w tej palecie, tylko pojedyncze odcienie jakkolwiek się błyszczały. Reszta była płaska i mało ciekawa. Biorąc pod uwagę cenę, bodajże 40 zł to dokładając kolejne 40 zł można upolować na promocji dużo lepsze palety marek typu Affect czy Zoeva. Wiem, że to jest jednorazowo spora kwota jak na malowidło, ale warto dla komfortu psychicznego. Z lepszą paletą (oczywiście nie każdą, zdarzają się i buble) nie trzeba się denerwować z zanikania cieni czy blendowania w jedną szarą plamę. Dla mnie warto. 


Na początku Makeup Revolution podbijało nasze serca porządną jakością i niskimi cenami. Obecnie poszło w produkcję masową, niedopracowując już tak jakości produktów. Oczywiście zmieniły się też moje preferencje i umiejętności, ale nie zmieniła się chęć poszukiwania tanich perełek. To zdecydowanie nie jest perełka. 

Czy będę dalej testować kosmetyki MUR? Produkty do twarzy pewnie tak, bo to one zbierają najlepsze opinie, możliwe też że odkupię sobie korektor, który lubiłam. Cieni na pewno nie. Trzymam się nadal postanowienia że póki co mam ich wystarczająco. 

Lubicie takie szybkie recenzje? Jestem ciekawa co sądzicie o MUR i co uważacie za warte przetestowania.

33 komentarze:

  1. Osobiście nie testowałam zaprezentowanej paletki. Choć moja kolekcja palet jest na prawdę sporo, nie wiedzieć czemu, na próżno w niej szukać marki Makeup Revolution :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie masz czego żałować :D. A jakie marki posiadasz? Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Paletek MUR mam w swojej kolekcji aż 5. Najstarsza paleta Beyond Flawless, kiedyś była dla mnie super potem kupiłam dwie czekoladowe palety różową i białą, które bardzo lubię ale co do jakości akurat w tym momencie wygrywają dwie, a konkretnie paleta Maxineczki, którą katuję od czasu premiery oraz mój super świeży nabytek Flawless Decadent 😊 I tu widać, że jednak jakość jest o wiele przyjemniejsza niż w pierwszych paletach. Przynajmniej takie są moje odczucia 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam beyond flawless, ale oddałam ją mamie. W ogóle z niej nie korzystałam. Zachwyt nad różową czekoladką też mi już przeszedł. Paleta Maxineczki od razu mnie nie kusiła, nie moje kolory. Wygooglowałam flawless decadent i bardzo podoboda mi się kolorystyka ;)

      Usuń
    2. Dla mnie paleta Maxi jest akurat takim zestawieniem, które bardzo mi się podoba. Flawless Decadent jest naprawdę ładna :)

      Usuń
  3. Mam w zasadzie tylko serie Chocolate (chyba ze cztery), New Trals vs Neutrals, która jest bardzo dobra (i kolorystycznie bardzo podobna do tej) i Mermaids Forever, która jest raczej kiepska w mojej ocenie i właściwie, to nie wiem po co ją mam, bo w ogóle nie korzystam z tego typu kolorów. A, i jeszcze One Milion, która też jest fajna i ma dobre błyski. Obecnie przestałam kupować palety, bo też trochę ich mam i chciałabym zużyć, a od jakiegoś czasu wolę wydać więcej na coś lepszego. Czekam właśnie na wiśniową paletę od Agi Janoszki, liczę na to, ze jeszcze przed świętami dotrze do mnie.
    I jak tak patrzę na tą Twoją paletę, to mam wrażenie, że identyczny zestaw kolorów już widziałam w Makeup Revolution, ale była to jeszcze stara wersja palet, tych bez lusterka, tylko z przezroczystym wieczkiem - jakoś na samym początku jak MUR wchodziło do Polski i można było ją tylko dostać w drogeriach internetowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie mnie też kusiła wiśnia z glam shopu... uwielbiam róże na powiece. Dalej nad nią myślę, ale wątpie czy się złamię i kupię nową paletę :D. Wiem o której paletce mówisz, ale jakościowo tamta stara była gorsza ;)

      Usuń
  4. Normalnie jestem z Ciebie dumna, że trwasz przy swoim postanowieniu :DDDD

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak się osypywały to nie dla mnie jeszcze jak średnie te błyszczące to już w ogóle podziękuje :(

    OdpowiedzUsuń
  6. A już chciałam zainwestować w paletę :(

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja lubię ich cienie bo na oku wyglądają naprawdę dobrze, trochę lipa z trwałością (zazwyczaj trzeba dodać ciut więcej cienia) ale tak na szybki, dzienny makijaż sprawdzają się dobrze ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dzienny tak, ale jednak wolę palety którymi da się wykonać i dzienny i wieczorowy makijaż :)

      Usuń
  8. Oj ja też paletomaniaczka :D Z MUR lubię większość, ale fakt, czasem i w jednej palecie są cienie lepsze i gorsze...Ale ciągle mam do nich słabość mimo że ideału nie znalazłam (ideał to dużo ciemnych chłodnych kolorów). W Twojej palecie jest zdecydowanie za dużo jasnych odcieni, mogli pokombinować coś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak sądze, możnaby urozmaicić kolorystykę. Chyba wiem jaka paleta mogłaby Ci się spodobać. Jak przypomnę sobie jej numer to na pewno do Ciebie napiszę :)

      Usuń
  9. Lubię wszystko co się świeci ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba tylko opakowanie, cienie słabo błyszczą ;)

      Usuń
  10. Bardzo ładne opakowanie ma :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie jakoś palety cieni z MUR nie przekonują :) Zdecydowanie wolę Kobo czy My Secret :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam okazji testować ani kobo ani my secret - jeszcze ;)

      Usuń
  12. Jeśli chodzi o palety tej marki to mam kilka i lubię. Aczkolwiek pozbyłam się już tych z początkowych serii, bo o ile kiedyś mnie satysfakcjonowały tak widzę, że nowsze są znacznie lepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z takich starszych mam tylko różową czekoladkę i już mało jej używam, trzymam raczej na pamiątkę, bo to była moja pierwsza "poważna" paleta :D

      Usuń
  13. Mam paletkę MUR jedną ale mam też lepsze z niższej półki. I każda z nich jest bardzo dobra. Mam też Zoevy i pigmentacją nie różni się od tych tańszych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam zoevę i ja widzę różnice między nią a tańszymi paletami. Zdradź co to za cuda o tak mocnej pigmentacji ;)

      Usuń
  14. Ja na szczęście wyleczyłam się z kupowania paletek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już chyba też. Czasem mnie coś jeszcze kusi, ale już bezskutecznie ;)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz :). Staram się na wszystkie odpowiadać i odwiedzać blogi komentujących ;)
Zgodnie z rozporządzeniem RODO zostawiając komentarz zgadzasz się na przetwarzanie swoich danych osobowych.