września 09, 2019

Wielki test maseczek z hipermarketów - bebeauty, cien


Jeśli któraś z Was potrafi wyjść z Biedronki bez chociaż jednej niepotrzebnej rzeczy to chylę czoła. Ja nie potrafię i przy wizycie w tym hipermarkecie, koniecznie muszę odwiedzić alejki z rzeczami do domu, jak i strefę beauty. Pewnie każda z Was mijała nie raz maseczki z pierwszego zdjęcia, ale pewnie już nie każda wie jak działają na skórę, a zdradzę Wam, że efekty są obiecujące. Zapraszam na dół po szczegóły ;). 

Bebeauty, care, naturalna moc zielonej glinki, oczyszczająca maseczka do twarzy

Formuła maseczki została oparta na połączeniu 100% naturalnej glinki zielonej z organicznym ekstraktem z bławatka - pochodzącym z upraw ekologicznych, potwierdzonych certyfikatem COSMOS.
Bogactwo składników:
- bogata w makro i mikro elementy zielona glinka
- otrzymywany drogą destylacji na plantacjach organiczny destylat z bławatka. Bogate źródło flawonoidów, soli mineralnych, kwasów organicznych i witaminy C.
- alantoina o działaniu łagodzącym.
Receptura na pięknie wyglądającą, gładką i zdrową skórę. Maseczka polecana szczególnie dla cery zmęczonej o obniżonej elastyczności, wymagającej gruntowanego oczyszczenia.
Oprócz węgla, glinki to wybawienie dla mieszanej skóry, dlatego z wielką chęcią zmieniłam się w Fionę na kilkanaście minut. Podczas noszenia maseczki męczył mnie specyficzny zapach produktu. Oprócz pieczenia w miejscach gdzie budowały mi się pryszcze, nie czułam jakiegokolwiek dyskomfortu podczas noszenia. Co kilka minut obficie spryskiwałam twarz mgiełką, a to dlatego, że jak wiemy zaschnięte glinki nie mają tak dobroczynnego działania. Dzięki temu że nie dałam maseczce zaschnąć, bardzo łatwo się zmyła. Bardzo, bardzo, bardzo podobał mi się efekt jaki uzyskałam. Skóra była miękka i gładka, ale nie jak w przypadku masek w płachcie, tylko dziesięć razy lepiej, jakbyście dotykały satyny. Dodatkowo maseczka pięknie oczyściła mi całą twarz, przy czym nic nie podrażniła. Mniejsze i płytsze pory zostały oczyszczone. Biorąc to wszystko pod uwagę plus fakt, że kosztuje kilka złotych, sądzę, że warto przetestować ten produkt bebeauty.

Bebeauty, care, japoński rytuał piękna, ekspresowa maseczka do twarzy

Ekspresowa maseczka o konsystencji masełka. Błyskawicznie odżywia i nawilża skórę twarzy. Otula zapachem kwitnącej wiśni.
Bogactwo składników:
- japońska alga Wakame o silnym działaniu regenerującym i odmładzającym
- różowa glinka nadaje skórze blask i absorbuje zanieczyszczenia
- odżywczo-detoksykujący kwiat wiśni
- odżywcze masło shea.
Wersja nawilżająca  charakteryzuje się gęstą konsystencją masła i różowym kolorem. Bardzo ładnie pachnie kwiatami. Podczas noszenia, przy obu aplikacjach czułam intensywne pieczenie. Na szczęście nie była to reakcja alergiczna i skóra nie była zaczerwieniona, za to niesamowicie nawilżona. Na zimę to będzie hit do ratowania skóry po przesuszeniu mrozami.


Bebeauty, care, aktywny detox węglowy, maseczka do twarzy peel off

Czarna maska peel off to innowacyjny sposób na szybkie pozbycie się zanieczyszczeń ze skóry. Detoksykująca formuła bazuje na aktywnym węglu, który absorbuje toksyny, oczyszcza zablokowane pory. Zapewnia skórze świeżość i wygładzenie.
Bogactwo składników:
wyciąg lukrecji gładkiej reguluje proces wydzielania sebum, łagodzi stany zapalne skóry
aktywny węgiel ma działanie głęboko oczyszczające.
Szczególnie polecana do skóry mieszanej, tłustej i problematycznej ze skłonnością do trądziku.
Wersja z aktywnym węglem, jak przystało na maseczki z tym składnikiem, ma iście smolisty kolor. Dodatkowo jest bardzo gęsta i ciężko rozprowadza się po twarzy. W saszetce jest trochę za mało produktu, ponieważ brakło mi maski by pokryć czoło. Drugą częścią podzieliłam się z mamą i jej też zabrakło, więc raczej nie był to mój błąd w za grubo zaaplikowanej warstwie. Bardzo podoba mi się jej zapach, jest dość intensywny i przypomina mi kwiatowe aromaty. Maska szybciutko zaschła, ale mimo to bardzo ciężko się ściągała. W jednym płacie odszedł mały kawałek, resztę zmuszona byłam zmywać wodą. Problematyczne aplikację i zmywanie rekompensują efekty jakie daje nam maseczka. Może nie oczyszcza porów, ale rozświetla skórę, daje jej taki zdrowy blask. Oczywiście skóra była też mięciutka i gładka, ale to robi większość maseczek. Nawet moja mama, która nie interesuje się kosmetykami, zauważyła i zachwycała się jak zmieniła się jej skóra. Także jeśli nie przeszkadza Wam bawienie się z aplikacją maseczki, długie ściąganie i jeszcze dłuższe sprzątanie umywalki to polecam dla efektów ;).

Bebeauty, Care, Dermonight, Rewitalizująca maska do twarzy na noc z wit. C

Be Beauty Dermonight to nowoczesna kuracja do nocnej pielęgnacji skóry twarzy, szyi i dekoltu. Przez noc składniki aktywne wnikają w skórę, intensywnie ją regenerując i upiększając.
Wyselekcjonowane składniki aktywne:2% Witaminy C - działa antyoksydacyjnie, poprawia koloryt skóry, nadaje świetlisty, świeży, młody wygląd1,5 % Neuro Oligosacharydu - wpływa na elastyczność i jędrność skóryEsencja ze Złotej Algi - nawilża i wzmacnia skórę
Szybki efekt poprawy wyglądu: rozświetlenie, nawilżenie i poprawa kolorytu
Uwielbiam maseczki na noc. Głównie dlatego że pozwalają ominąć co najmniej dwa kroki (serum i krem), więc są idealne na leniwe pod względem pielęgnacji wieczory. 
Produkt bebeauty zawiera jakże modną ostatnio witaminę C. Jest to mój pierwszy kosmetyk z tym składnikiem. 
Na pierwszy rzut zapach maseczki mi się bardzo podoba, po dłuższej chwili wychodzą na wierzch nuty, które nie do końca mi pasują, ale da się wytrzymać. Maseczka ma biały kolor i gęstą konsystencję, trochę żelową. Zgodnie z zaleceniami producenta nakładam ją grubszą warstwą, odczekuję kilka minut i dopiero kładę się spać. Przez te kilka minut maseczka wchłania się w 90%, a na twarzy zostaje delikatna warstwa, której do rana już nie ma. Skóra pozostaje przyjemnie nawilżona. Maseczka spokojnie jest w stanie zastąpić krem na noc. Będzie to genialny produkt na jesień. 

Cien, food for skin, maska - peeling do twarzy, oczyszczanie z białą glinką i rozmarynem, blask z papają 

Dwa różne zabiegi do stosowania jednocześnie na twarz.
Vegan friendly. Min. 90% składników pochodzenia naturalnego.
Oczyszczenie z białą glinką i rozmarynem. Maska-peeling do twarzy - głęboko oczyszcza i peelinguje skórę. Redukuje niedoskonałości i zaskórniki. Matuje i reguluje wydzielanie sebum Poprawia wygląd i koloryt skóry.
Sposób użycia: Nanieś grubą warstwę maski-peelingu na oczyszczoną strefę T (czoło, nos, broda), omijając okolice oczu. Pozostaw na 15 minut. Zmyj.
Blask z papają. Maska-peeling enzymatyczny do twarzy - złuszcza i oczyszcza skórę. Wygładza jej nierówną powierzchnię i szorstkość. Wspiera regenerację skóry i poprawia jej elastyczność. Pozostawia skórę promienną i rozświetloną.
Jako posiadaczka mieszanej skóry muszę radzić sobie z dwoma rodzajami skóry - suchą na policzkach i tłustą w strefie T. Logiczne jest więc, że każda ze stref wymaga różnego traktowania i produktów o różnych  właściwościach zwłaszcza w maseczkowaniu. Rzadko która marka bierze to pod uwagę, a cien poszedł jeszcze o krok dalej dodając różne peelingi do maseczek. Brawa dla marki, za tak fajny pomysł. Jak im wyszła realizacja?
Nakładanie zaczęłam od wersji z papają. Jako, że w środku zawarto peeling enzymatyczny to kosmetyk ma gładką, żelową konsystencję. Ładnie pachnie papają, choć nie jest to czysto owocowy zapach, ale zawiera nutę chemiczności. Wersja z glinką i rozmarynem zaś to biały peeling z małymi, niezbyt ostrymi drobinkami peelingującymi. W tym przypadku konsystencja jest rzadka i jogurtowata. Bardzo podobał mi się jej zapach przypominający męskie perfumy.
Podczas noszenia, obie maski zachowywały się inaczej - tam gdzie nałożyłam papaję odczuwałam chłód, a tam gdzie glinkę - pieczenie. Mimo tego drobnego dyskomfortu maseczka mnie nie uczuliła, ani nie spowodowała zaczerwienienia się skóry. 
Efekt na całej twarzy był jeden - mocno oczyszczona skóra, ale niestety też trochę przesuszona. Czułam palącą potrzebę nałożenia grubej warstwy kremu nawilżającego.
Nie wiem czy powrócę do tego duetu. Raczej nie.

Najlepszym podsumowaniem tego posta będzie ranking maseczek. Tak się przedstawia:
1. BB, Wersja glinkowa
2. BB, maseczka z wit. C
3.BB, Wersja nawilżająca
4. BB, Wersja węglowa 
5. Peelingi Lidl

Wersję glinkową, z wit. C i nawilżającą polecam. Węglową też o ile nie przeszkadza Wam zabawa z aplikacją i ściąganiem. Peelingi lidla, mimo że mają wielu fanów, na mnie nie zrobiły wielkiego wrażenia. Do trzech pierwszych maseczek z rankingu wrócę, do dwóch pozostałych raczej nie.

A jak tam Wasze wrażenia o maseczkach Biedronki i Lidla? Jakie kosmetyki z hipermarketów polecacie przetestować?

32 komentarze:

  1. Sporo ich tutaj przedstawiłaś, ale żadnej nie miałam. Zdecydowanie zbyt rzadko robię sobie maseczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo. Blog mnie zdecydowanie do tego motywuje :)

      Usuń
  2. Ja przyznaję, że zawsze obok nich przechodzę po prostu ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale fajny post! Lubię takie zestawienia i sama też chętnie je robię, zwłaszcza jeśli chodzi o maski, których jestem wielką fanką :D Z Twoich miałam.. większość. Zacznę od tych z biedronki, aktualnie wróciłam do wersji różowej, bo ją najlepiej zapamiętałam z 3 jaka była dostępna na samym początku. Miałam nawet wtedy w planach zrobić zbiorczy post, ale coś mnie powstrzymało. Teraz są dostępne 5 lub 6 wersji i zastanawiałam się znowu nad podobnym zestawieniem z większą ilością, ale jakoś.. chyba nie mam ochoty do nich wracać, bo moim zdaniem nie ma szału jeśli chodzi o działanie. Różowa ma przyjemną konsystencję i zostawia skórę gładką, ale moim zdaniem nie da rady z mocnymi przesuszeniami. Zielona była całkiem, całkiem, ale znowu bez wow. Za to węglowa to dramat. Strasznie mnie irytowała sama aplikacja, czekanie i potem usuwanie maski :D Moim zdaniem maski z Lidla są dużo, dużo lepsze od tych z biedronki - do obu bym chętnie wróciła. To prawda są mocno oczyszczające, ale ja akurat lubię jak skóra aż skrzypi z czystości. Nie przeszkadza mi to, że muszę nakładać krem, bo i tak zazwyczaj to robię jeśli chodzi o maski oczyszczające ;) Drugi wariant z tej serii podobał mi się jeszcze bardziej niż ten różowo - żółty. Jeśli chodzi o maskę całonocną to ja akurat nie przepadam za takim rodzajem ogólnie, ale ta z wit c mnie kusiła. Kilka razy zatrzymywałam się przy niej, ale zawsze odkładałam, teraz żałuję nieco :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Lidl jest aż za mocny. Skoro teraz czułam dyskomfort to nie wiem co by było dalej jak skóra zacznie mi się przesuszać pod wpływem wiatru i mrozu ;)

      Usuń
    2. Tak lidl nie każdemu podpasuje, jak wspominałam nawet u mnie w poście. Zresztą nawet po opinii bebeauty naszych widać - tej zielonej, że u Cb takie działanie jest wystarczające, a dla mnie.. nie koniecznie :D

      Usuń
  4. Te maseczki BeBeauty ostatnio bardzo mnie kuszą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przetestować, portfel na nich nie ucierpi ;)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Ja mam lepsze i gorsze momenty z maseczkowaniem :D

      Usuń
  6. Taaaak... alejkę kosmetyczną w biedronce mijam nie rozglądając się na boki, bo zawsze ale to zawsze coś wpadnie. Przyznam, że lubię tą maseczkę węglowy detox- jak na moje potrzeby jest wystarczająca- robi co ma robić i nie ma po nich przykrych niespodzianek w postaci zaczerwienienia czy wyprysków. A co do aplikacji i ściągania, faktycznie trochę trzeba się namęczyć...
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam za silną wolę :). Cieszę się że mamy podobną opinię. Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Chyba mamy podobną skórę, bo moje odczucia są całkiem podobne. Ostatecznie jednak stwierdziłam, że szkoda mi czasu i nerwów na maseczki z be beauty, ta z Cien też mnie nie zachwyciła :D I tak pozbyłam się choroby kupowania w tych sklepach maseczek ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta nawilżająca i glinkowa jeszcze nie są takie złe, pewnie się jeszcze na nie zdecyduję :)

      Usuń
  8. Ech, lubię maski, ale jestem leniem i nawet nie moge zużyć mojego zapasu masek w płachcie więc jakoś mnie nie ciągnie do kupowania nowych. A biedronkę omijam szerokim łukiem, bo drażni mnie to, co się tam dzieje, przynajmniej w tej "mojej". Wieczne przeciskanie się przez zastawione alejki i między tysiącami matek z wózkami i/lub biegającymi i rozrabiającymi dziećmi jest nie dla mnie (swoją drogą to fenomen, który zauważam tylko w sieci Biedronka :D). Jedyne, po co tam chodzę zawsze, to puder HD z Bell, którego nie wiedzieć czemu nigdy nie mogę znaleźć w szafie w Rossmanie a w Biedrze jest zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedronki są dość popularne. U mnie też mimo że są trzy to wszędzie kolejki. Dzieciaki z mamuśkami mi nie przeszkadzają ;)

      Usuń
  9. Czy z Biedronki da się w ogóle wyjść z pustym koszykiem? Albo tylko z tymi produktami po które się przyszło? Nie sądzę!

    OdpowiedzUsuń
  10. No i tak węglową to tragicznie się ściągało i raczej powrotu do niej nie planuję :D Zieloną i różową mam, ale jeszcze nie używałam :) Nad tą maską peelingiem się zastanawiałam, ale raczej się nie skuszę skoro taki bubel a tej z witaminą C niestety u siebie nie widziałam :) Ja przez dwa miesiące wakacji wychodziłam tylko z produktami spożywczymi bez jakichkolwiek kosmetyków, więc jak widać się da :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj da się, dzisiaj też mi się udało :P

      Usuń
    2. No widzisz wszystko kwestia wprawy albo faktu, że zbytnio nic Cię nie kusiło :)

      Usuń
    3. Nie było nic ciekawego ;)

      Usuń
  11. W Biedronce często dorzucam jakieś kosmetyki do koszyka :D Muszę wypróbować tę maskę całonocną ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. A to cię zaskoczę bo często wychodzę z biedry bez zakupów kosmetycznych :D Ale nie bez niepotrzebnej rzeczy tylko tu mowa o słodkościach :D Z Biedronki ostatnio kuszą mnie te peelingi enzymatyczne, których nigdzie nie mogę dostać :( Po wersję glinkową chętnie sięgnę, bo uwielbiam maseczki na bazie glinek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj też mi się udało przejść przez strefę beauty z pustym koszykiem :D. Peelingi widziałam kilka tygodni temu, nawet wzięłam ten enzymatyczny dla siostry. Teraz ich już nie widuję ;)

      Usuń
  13. hahhaa ja w Biedronce mam to samo :D tam jest tyle rzeczy często porozrzucanych po różnych miejscach i ja lubię szperać w poszukiwaniu czegoś fajnego :) baardzo mnie zachęciłaś do kupna maseczki z tą zieloną glinką, już czaiłam sie na nią jakiś czas no i w końcu pójdę i ją kupię, tym bardziej że nie jest ona w płachcie <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jak są rzeczy do szkoły to już w ogóle nie można przejść spokojnie :D. Same pięknoty :). Cieszę się :)

      Usuń
  14. Często przechodzę obok tych masek i nigdy mnie nie ruszają. Za to moja siostra stale używa tych z BeBeauty i sobie chwali.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :). Staram się na wszystkie odpowiadać i odwiedzać blogi komentujących ;)
Zgodnie z rozporządzeniem RODO zostawiając komentarz zgadzasz się na przetwarzanie swoich danych osobowych.