Przegląd tuszów do rzęs vol.3 - Essence, Bell, Sensique, Lovely

Niezbędnik w damskiej kosmetyczce

Chyba każda z nas swoją makijażową przygodę zaczynała od tuszu do rzęs. Przynajmniej tak jest z większością kobiet z mojego otoczenia. Nie ma wątpliwości, że podkreślenie rzęs to jedna z tych rzeczy, które najbardziej robią robotę. Rzadko kto ma tak ciemne, gęste i długie rzęsy by móc zrezygnować z używania tuszu (nie mówię o sztucznych). Także wciąż szukamy ideału i testujemy coraz to nowe produkty. W ostatnim czasie przetestowałam kilka kosmetyków i chciałam się z Wami podzielić opiniami.

Essence, get big! lashes volume boost

Najbardziej charakterystyczną cechą tego tuszu jest ogromna szczota. Składa się ona z wielu równo ułożonych i miękkich włosków, dość mocno oblepionych tuszem. Mimo to nie skleja rzęs, może ich nie rozdziela spektakularnie, ale w końcu jej głównym zadaniem jest zagęszczenie i to robi bardzo dobrze. Do idealnego efektu potrzebowałam dołożyć drugą warstwę wydłużającego tuszu. Same musicie sobie odpowiedzieć na pytanie czy chce Wam się bawić z dwoma tuszami. Mi nie, dlatego  nie trafił do ulubieńców.

Bell, Mega lashes mascara

W przypadku tej mascary szczoteczka jest zupełnie inna niż w poprzedniej, ale równie specyficzna. Włoski są nieco twardsze, ale wciąż przyjemne w użytku. Ułożone są spiralnie, przez co szczoteczka bardzo dobrze wyczesuje rzęsy. Tutaj kończą się plusy. Producent deklaruje, że mascara jest wydłużająca, ale absolutnie tego nie robi. W sumie to nie robi nic ;). Efekt jest tak naturalny, że wątpię by ktokolwiek takiego oczekiwał. Na pewno nie kupię ponownie.

Lovely, lash extension mascara

I znowu chciałoby się napisać, że szczoteczka jest dziwaczna. Szczerze nie wiem co mnie ciągnie do takich dziwadeł. Ta ma włoski ułożone z trzech stron, a pomiędzy jest pusta przestrzeń. Nie wierzyłam zbytnio, że mi spasuje taka forma aplikacji (w drogeriach rzadko są testery tuszów dlatego jestem zmuszona kupować w ciemno). O ile średnio się z nią pracowało, o tyle efekt tuż po malowaniu był bardzo spoko. Niestety już po kilku godzinach niesamowicie się osypywał i rozmazywał, niezależnie od dnia. Dla mnie totalny bubel, ale wiem, że i ona ma swoich zwolenników.

Sensique, show off your lashes

Rzadko testuję rzeczy z natury i mało czytam ich recenzji, także jak już zdarza mi się coś tam kupować, biorę w ciemno. To już chyba tradycja, że szczoteczka jest dla mnie niespodzianką. U sensique okazała się prosta z krótkimi włoskami, wygodna w użytkowaniu, nie skleja rzęs i dość ładnie je wydłuża. Czy jest to must have? Nie powiedziałabym, ale na pewno jest to okej produkt na co dzień. Może ulubieńcem nie będzie, ale bublem też nie.

Eveline, volumix fiberlast mascara

Pokładałam bardzo duże nadzieje w tym tuszu. Głównie przez szczoteczkę, o moim ulubionym kształcie - klepsydry. Mascara ładnie rozdziela, wydłuża i zagęszcza. Prawie ideał. Jedyny minusik, to że za słabo utrwala rzęsy. Po jakimś czasie 'opadają' i nie wyglądają już tak idealnie. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi. 


Jak widzicie wciąż nie mogę znaleźć ideału. Może wspomożecie i coś polecicie? Jacy są wasi ulubieńcy w tej dziedzinie? Jestem bardzo ciekawa czy macie podobne odczucia do dzisiejszych bohaterów posta co ja, czy odmienne ;).

35 komentarzy:

  1. Z tych tuszów miałam tylko ten z Lovely. U mnie się nie osypywał, ani nie rozmazywał, może trafiłaś na opakowanie, które jakaś nadgorliwa klientka otworzyła w sklepie i jego formuła zdążyła już przeschnąć? :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe. W tym przypadku nie ufam rossmannowi 🤣

      Usuń
    2. Noooo, to jest masakra, te produkty powinny być wszystkie pod folią :/

      Usuń
  2. Podoba mi się szczoteczka w Lovely, a ten z Eveline miałam, ale u mnie się on kruszył, osypywał.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim ulubieńcem jest Burlesque Wibo- żaden inny tusz nie robi takich cudów, jak ten. Opinie o nim są podzielone, najlepiej jest wypróbować na sobie 😉

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ten żółty z Lovely - i jest po prostu cudny- szkoda że jego różowa wersja się nie spisała...
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kusi mnie ten tusz z lovely, chociaż nie sądziłam, że ma taką dziwną szczoteczkę :D Żółty mi się znudził, więc chętnie wypróbowałabym coś innego. Z eveline miałam kilka tuszy, w tym ten z podobną szczoteczką do tego twojego i był całkiem spoko, chociaż nie na tyle bym do niego wracała. Reszta jakoś mnie nie kusi. Od siebie bardzo polecam 2000 calorie, to mój ulubieniec! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się lovely nie sprawdza w przypadków tuszów. Słyszałam dużo dobrego o 2000 calorie. Kiedyś na pewno do mnie trafi 😁

      Usuń
  6. A ja z kolei ten tusz różowy z Lovely uwielbiam :D Nie osypuje mi się i w sumie wolę go bardziej niż ten żółty :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam żadnego z tych tuszy - zaciekawił mnie za to ten różowy z Lovely - ma taką szczoteczkę jak lubię najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie ta szczoteczka jest hardcorowa ciężko się z nią pracowało. Także podziwiam 🙂

      Usuń
  8. Tej ostatniej nie polubiłam, ale Lash Extension się u mnie nie osypywała :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie miałam żadnego z nich :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Słyszałam same dobre opinie nt. Lovely, ale przyznam, że od lat jestem wierna jednej marce i stawiam przede wszystkim na jedno - nietestowanie na zwierzętach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie orientuję się czy lovely testuje czy nie 🙂

      Usuń
  11. Oj tak to prawda wiele z nas zaczynała właśnie od tuszu do rzęs :) Ja nadal szukam swojego ideału ;p show off your lashes właśnie dostałam do testów i świetnie wydłuża, ale nie pogrubia ;p mój zbliżony ideał to benefit they real, kurcze gdyby tylko był trochę tańszy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im więcej ich testuję tym ciężej mnie zadowolić ;). Może byłoby lepiej jakbym zainwestowała w coś droższego, ale szkoda mi wydać 100 zł na coś co posłuży mi 2 miesiące ;)

      Usuń
  12. Żadnego z tych tuszy nie miałam, ale to pewnie dlatego, że nie potrafię się malować tymi wszystkimi sylikonowymi szsczxoteczkami :P hhehe
    od lat wierna jestem tym tradycyjnym i czarnemu tuszu z misssporty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie zwracam uwagi na rodzaj szczoteczki i taką i taką dobrze mi się maluje ;)

      Usuń
  13. Nie miałam żadnego z tych tuszy, bo już posiadam swój ulubiony :D
    Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Z nieba mi spadłaś, bo właśnie zdecydowałam się zmienić swój dotychczasowy tusz - nie tylko na super dobry, ale i taki, który nie jest testowany na zwierzętach :) Przejrzę te, które zaproponowałaś, może któryś poskromi moje rzęsiska :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Znam jedynie ten z Eveline i mam podobne zdanie bardziej wolę wersję złotą albo różową :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja już nie pamiętam od czego zaczęłam swoją makijażowa przygodę. Tuszy do rzęs mam tylko dwa z Gosha :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie testowałam ani jednego . Jak narazie używam swojego ulubieńca z Maybelline ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :). Staram się na wszystkie odpowiadać i odwiedzać blogi komentujących ;)
Zgodnie z rozporządzeniem RODO zostawiając komentarz zgadzasz się na przetwarzanie swoich danych osobowych.

Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger