Przerwa na blogu

Hej Kochane, przepraszam, że zostawiłam Was z ciszą na tydzień. Nie wyrabiam się z przygotowaniami do matury i pisaniem postów. Postanowiłam sobie zrobić krótką przerwę, zamiast na siłę kleić posty. Planuję powrócić z regularnym blogowaniem 6 marca, także stay tunned! Buziaki, GG.

Próbkomania - Vianek, Celia, Lirene, Dermiss

Próbkomania - Vianek, Celia, Lirene, Dermiss
Dzisiaj zapraszam Was, na zbiorową recenzję kilku kremów. Wątpię żebym miała okazję przetestować je wszystkie, a próbki mi to umożliwiły. Oczywiście nie da się mieć stuprocentowej pewności w naszej opinii, ale można się przekonać czy chcemy go dalej testować.

Celia, Olejki Polskie, krem nawilżająco kojący do skóry wrażliwej

Pełnowymiarowy produkt ma pojemność 50 ml i kosztuje 10,99 zł. Bardzo podoba mi się szata graficzna zarówno próbki jak i  kremu. Jest bardzo urocza i dziewczęca. Zapach jest bardzo ciekawy, kojarzy mi się z polnymi kwiatami, głównie rumiankiem. Po rozsmarowaniu po twarzy zapach jest jeszcze bardziej intensywny i trochę wyczuwam w nim świeżo ściętą trawę. Bardzo mi się podoba! Co do koloru jest biały, a konsystencja stała, choć nieco spływająca po ręce. Fajnie, gładko się rozprowadza. Przy wchłanianiu czuć efekt delikatnie chłodzący. Jak już siedzi troszkę na twarzy, to rozwiązuje się zagadka z tytułowymi olejami polskimi. Wyglądałam jakbym się wysmarowała zwykłym, kuchennym olejem. Skóra niemiłosiernie się błyszczała, ale o dziwo krem wchłonął się do matowej skóry, bez jakiegokolwiek filmu. Efekt nawilżenia jaki daje jest dość dobry. Przyznam, że jestem go ciekawa i z chęcią bym go jeszcze potestowała ;).


Vianek przeciwzmarszczkowy krem do twarzy do cery suchej

Pełnowymiarowy produkt ma pojemność 50 ml i kosztuje 31,99 zł. Muszę tu wspomnieć o zapachu, bo jest okropny. Krem ma żółtawy kolor i dość treściwą konsystencję, tj. dość tępo rozprowadza się po twarzy i zostawia smugi. Dość dobrze nawilża. Po około godzinie częściowo się wchłonął i mam wrażenie, że więcej już by nie dał rady. Pozostała tłusta warstwa zrolowała się. Nie podoba mi się ten krem.


Lirene, bio nawilżenie, ultra nawilżający krem z witaminą C, cera sucha i wrażliwa

Pełnowymiarowy produkt ma pojemność 50 ml i kosztuje 20 zł. Produkt ten ma rzadką i gładką konsystencję. Zaliczyłabym go do letnich, bądź porannych kremów, ponieważ jest bardzo lekki, a jego stopień nawilżenia zaliczyłabym do średnich. Ani mnie do siebie nie zachęcił, ani zniechęcił.


Dermiss, 06 clever renewal, detoksykujący krem naprawczy

Pełnowymiarowy produkt ma pojemność 50 ml i kosztuje 32 zł. Konsystencja jest tępa, ciężko się ją rozprowadzało. Krem bardzo mocno nawilża, widać że jest przeznaczony do suchej skóry. Dla mnie to było za dużo. Rano obudziłam się z tłustą warstwą na twarzy. Ciekawa jestem jak się sprawdza skórze dla której jest przeznaczony.


Dermiss, 04 neuro lifting, aktywny krem liftingujący

Pełnowymiarowy produkt ma pojemność 50 ml i kosztuje 32 zł. Ma gęstą konsystencję i biały kolor. Przy minimalnej ilości dobrze się rozprowadza, przy większej smuży. Poziom nawilżenia był idealny (skóra mieszana), ponieważ rano obudziłam się z promienną, miękką skórą, bez tłustej warstwy w przeciwieństwie do numeru 06.Na zimę może to być hit. Jestem ciekawa i rozważam zakup dużego opakowania.


Jak widzicie dwie próbki zaintrygowała mnie do tego stopnia by mieć ochotę na zakup pełnowymiarowych opakowań. Jestem ciekawa opinii osób, które miały dłuższy kontakt z tymi kremami. Dajcie znać, czy miałyście podobne, czy też inne wrażenia ;).

Podsumowanie miesiąca - ulubieńcy, denko, kultura - styczeń 2019

Podsumowanie miesiąca - ulubieńcy, denko, kultura - styczeń 2019
Przyznam Wam szczerze, że znudziła mi się formuła co miesięcznych denek i ulubieńców. W denkach czytałyście wciąż o tych samych produktach. O tych które pojawiały się regularnie, albo o tych które recenzowałam w trakcie miesiąca. Trochę lipa ;). Co do ulubieńców, na początku narzuciłam sobie, żeby pokazywać dziesięć produktów, programów, książek itd., które zachwyciły mnie danego miesiąca. Życie zweryfikowało moje plany i okazało się, że czasami było to za mało, a czasami za dużo. Brakowało mi miejsca na polecenia fajnych książek, czy filmów, a nie chciałam tworzyć z tego nowej serii,a przynajmniej dotąd, aż nie znajdę więcej czasu na pochłanianie większej ilości książek i filmów. Wszystko to wpłynęło na powstanie nowej formuły, wypierającej denko i top 10 - podsumowanie miesiąca. W luźny sposób postaram się pokazać Wam kosmetyczne odkrycia,  zużycia, będę też polecać książki, filmy, piosenki, może pojawią się też haul'e... Mam nadzieję, że ten pomysł przypadnie Wam do gustu tak jak mi :). A teraz po tym długim wstępie, podsumujmy już styczeń.

Denko - styczeń 2019 

W tym miesiącu moje denko jest bardzo skromne. Trochę zaniedbałam pielęgnacje, ale kilka rzeczy udało się zużyć. Recenzje wszystkich kosmetyków znajdziecie na blogu ;). 

Ulubieńcy - styczeń 2019

Największym odkryciem stycznia są dla mnie perfumy Versace versense. Mocne, kobiece i trwałe - uwielbiam! Jestem w trakcie testowania paletki freedom, do której dołączony był pędzel. Bronzery wciąż testuję, ale pędzel już wiem że bardzo mi się podoba. Świetnie sprawdza się do mocniejszego konturowania, nie trzeba odcinać linii przy pomocy pudru. Ten skośno ścięty, drugi od lewej pochodzi z lidla. Bajecznie aplikuje się nim róż, ponieważ nie nabiera zbyt dużo produktu. Pozostałe dwa pędzle są z najtańszego, chińskiego zestawu z ezebry. Może nie są genialne jakościowo, za długo nie pociągną, ale można dzięki nim poznać jakie kształty się lubi. Nigdy nie pomyślałabym, że spodoba mi się pędzel o ołówkowym kształcie, jak ten pierwszy od lewej. Czasami, gdy nie chce mi się myć gąbeczki (ja myję ją rano, przed użyciem), jadę właśnie z tym pędzlem. Trochę mi się odbarwiło włosie od podkładu, ale kształt się nie zmienił. Ostatni kształt to kuleczka - wielofunkcyjna kuleczka. Świetnie się sprawdza z pudrowaniem okolicy pod oczami, ale i bronzera. Daje taki miękki efekt, idealny na co dzień. 

Przegląd kulturalny

Ocean's 8 
Debbie Ocean wraz z ekipą organizuje skok stulecia na biżuterię podczas dorocznej gali w nowojorskim muzeum sztuki.
Film opowiada o 8 kobietach planujących kradzież biżuterii na gali met. Wiedziałam, że spodoba mi się ten film, ale nie wiedziałam, że spodoba mi się aż tak bardzo. Interesuję się modą, dlatego znam Met i ich sławne wystawy.  Marzy mi się wizyta w tym muzeum. Nic dziwnego, że musiałam obejrzeć ten film ;). Na 8 głównych bohaterek znałam 4 - Sandrę Bullock, Cate Blanchett, Rihannę i Anne Hathaway. Kiedyś bardzo lubiłam filmy z Bullock, ciekawiła mnie RiRi jako aktorka, ale najbardziej zaskoczyła mnie Hathaway. Do tej pory widziałam ją w filmach, gdzie grała miłą dziewczynę z sąsiedztwa, a w tym dziele, wreszcie wyszła z tego schematu i pokazała pazur. W filmie można zobaczyć wielu celebrytów (obsada aktorska zawiera 273 osoby) takich jak Kardashianki, Anna Wintour, Adriana Lima, James Corden i tak można wymieniać i wymieniać. Fabuła jest bardzo ciekawa, znajdziemy też zaskakujący element, także nie zanudzicie się. Must see dla miłośniczek mody!

Cinder i Ella
Niespełna rok temu osiemnastoletnia Ella uległa tragicznemu wypadkowi, w którym zginęła jej mama, a ona sama odniosła bardzo poważne obrażenia. Powrót do zdrowia jest trudny, dlatego dziewczyna trafia pod opiekę dawno niewidzianego ojca i jego nowej rodziny… na drugim końcu kraju! [za którą szczerze nie przepada!] Teraz Ella musi musi przekonać innych, że potrafi żyć samodzielnie…. i po dłuższej przerwie ponownie nawiązuje kontakt z kimś, kto jako jedyny jest gotów jej pomóc… I bardzo wiele dla niej znaczy… Anonimowy przyjaciel poznany na blogu. Cinder.
Ciężko mi było przebrnąć przez początek. Szkoda było mi Elli, tego co ją spotkało. Mocno przeżywałam razem z nią każdą ciężką chwilę - żałobę po śmierci mamy, ciężką rehabilitację i kompleksy ze względu na zmieniony wygląd po wypadku. Cieszyłam się, że miała przy sobie kogoś takiego jak Cinder. Ich rozmowy były przezabawne :).  Nie chcę wchodzić całkiem w fabułę, bo uważam, że każda kobieta powinna ją przeczytać. Zarówno córka jak i mama. Kelly Oram porusza różne ważne tematy - chorobę, żałobę, trudne relacje z ojcem, strach przed miłością, kompleksy. Przeczytajcie proszę i to obie części, bo na prawdę warto!

The arrangement 
Aktorka telewizyjna otrzymuje propozycję wartego dziesięć milinów dolarów kontraktu małżeńskiego ze znanym hollywoodzkim gwiazdorem.
Lubię seriale i filmy umiejscowione w Hollywood, opowiadające o sławie, itd. Dlatego zdecydowałam się na rozpoczęcie nowego dla mnie serialu - the arrangement. Po przeczytaniu opisu czułam się bardzo zaciekawiona jaka będzie decyzja aktorki, w jaki sposób gwiazdor jej to zaproponuje. Dowiedziałam się obu rzeczy w ciągu jednego, no może dwóch odcinków. Przebrnęłam przez 3 odcinki i dalej nie dam rady.  Aktorzy są dla mnie sztywni, a sam serial mało ciekawy. Nie polecam.

I to już koniec podsumowania minionego miesiąca. Mam nadzieję, że spodoba Wam się nowa formuła. Piszcie co u Was się działo w tym miesiącu, też macie taki spadek energii? Jestem bardzo ciekawa co oglądaliście i czytaliście w tamtym miesiącu? Co polecacie?

Test koreańskiej pielęgnacji - moja nowa miłość - Innisfree

Test koreańskiej pielęgnacji - moja nowa miłość - Innisfree

Nowy rok, nowa miłość...

Przyznaję długo, zajęło mi przetestowanie nagrody z konkursu kochanej Asianbeautyworld, a to dlatego, że stopniowo wprowadzałam poszczególne produkty, by w razie uczulenia wiedzieć skąd się wzięło. Ale już wszystko dokładnie przetestowałam i chcę Was zaprosić na recenzję.

Główną nagrodą konkursu był zestaw miniatur innisfree z serii Jeju Lava Seawater. Tak opisuje tę serię producent:
Seria Jeju Lava Seawater powstała na bazie wody morskiej zawierającej w sobie wyjątkowe składniki powstałe 400 000 lat temu podczas formowania się wyspy Jeju. Dzisiaj po wielu latach prac badawczych stała się cenionym składnikiem produktów pielęgnacyjnych. Dzięki niej możliwe było opracowanie systemu zapewniającego dogłębne nawilżenie cery i chroniącego przed przedwczesnym starzeniem się skóry.
 W skład mojego zestawu weszły: krem, lotion, serum i tonik. Cała seria przepięknie pachnie pomarańczami i innymi cytrusowymi aromatami. Dodatkowo otrzymałam piankę do mycia twarzy, płyn dwufazowy i maseczkę.

Tonik

Jeju Lava Seawater Skin to nawilżający tonik rewitalizujący ochronną barierę skóry. Szybko się wchłania, nawilża i łagodnie poprawia teksturę skóry. Nałóż odpowiednią ilość produktu na płatek kosmetyczny lub dłonie i delikatnie wklep dla lepszego wchłonięcia.Pojemność: 200 ml 
Skład: SEA WATER, BUTYLENE GLYCOL, GLYCERETH-26, BETAINE, CITRUS UNSHIU PEEL EXTRACT, ORCHID EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT, CAMELLIA JAPONICA LEAF EXTRACT, OPUNTIA COCCINELLIFERA FRUIT EXTRACT, ADENOSINE, PEG-60 HYDROGENATED CASTOR OIL, PHENOXYETHANOL, FRAGRANCE
 Tonik ma wodnistą, nietłustą konsystencję. Nanoszę go na twarz wacikiem bądź palcami. Po jego zastosowaniu czuję odświeżenie, bez uczucia ściągnięcia. Bardzo podoba mi się ten efekt. Nie mogłam znaleźć jaki jest atomizer w pełnowymiarowym produkcie, mam nadzieję, że spray, ponieważ jest to dużo wygodniejsze dla mnie.

Lotion

Lotion o działaniu nawilżającym oparty na wodzie morskiej zapewnia niesamowite ujędrnienie oraz wygładzenie skóry. Pojemność: 160 ml
Skład: SEA WATER, GLYCERIN, BUTYLENE GLYCOL, HYDROGENATED POLY(C6-14 OLEFIN), PROPANEDIOL, DIMETHICONE, CETYL ETHYLHEXANOATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, SEA WATER, GLYCERIN, BUTYLENE GLYCOL, HYDROGENATED POLY(C6-14 OLEFIN), PROPANEDIOL, DIMETHICONE, CETYL ETHYLHEXANOATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, SUCROSE STEARATE, CITRUS UNSHIU PEEL EXTRACT, ORCHID EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT, CAMELLIA JAPONICA LEAF EXTRACT, OPUNTIA COCCINELLIFERA FRUIT EXTRACT, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA) BUTTER, GLYCERYL STEARATE, GLYCERYL STEARATE CITRATE, GLYCERYL CAPRYLATE, DIMETHICONOL, CYCLOPENTASILOXANE, CETEARYL ALCOHOL, STEARIC ACID, ADENOSINE, ETHYLHEXYLGLYCERIN, CARBOMER, TROMETHAMINE, PALMITIC ACID, HYDROGENATED VEGETABLE OIL, DISODIUM EDTA, PHENOXYETHANOL, FRAGRANCE
Ma dość lejącą konsystencję i biały kolor. Gładko się rozprowadza i szybciutko wchłania. Jako bazę wolę tonik, albo cokolwiek w płynie, ale o dziwo produkt ten bardzo dobrze zgrał się z makijażem i nie czułam przeciążenia skóry, czy szybszego przetłuszczenia. 

Esencja

Niestety nie znalazłam polskiego opisu producenta, ani składu.
Esencja to nic innego jak płyn, którym nasączone są maseczki. W tym przypadku zamknięto ten płyn w plastikowej buteleczce. Stosuję ją po toniku, a przed kremem, jako pierwszy etap nawilżania, wspomagając cięższy krem. Dzięki tej małej buteleczce uzależniłam się od esencji i nie wyobrażam sobie jej nie stosować ;). Już szukam lepiej dostępnego zamiennika :).

Krem

Krem po nałożeniu miesza się z kapsułkami ceramidowymi, aby maksymalnie nawilżyć skórę wewnątrz i na zewnątrz, podczas gdy transparentna żelowa formuła zapewnia odświeżające nawilżenie, tworząc jednocześnie barierę ochronną przed jego utratą.Sposób użycia: Nałóż odpowiednią ilość kremu na twarz i szyje, a następnie delikatnie wklep dla lepszego wchłonięcia. Pojemność: 50 ml
Skład: SEA WATER, PROPANEDIOL, BUTYLENE GLYCOL, SQUALANE, PEG/PPG-17/6 COPOLYMER, CYCLOPENTASILOXANE, DIMETHICONE, GLYCERYL POLYMETHACRYLATE, CITRUS UNSHIU PEEL EXTRACT, ORCHID EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT, OPUNTIA COCCINELLIFERA FRUIT EXTRACT, CAMELLIA JAPONICA LEAF EXTRACT, MANNITOL, BIOSACCHARIDE GUM-1, HYDROXYPROPYL BISPALMITAMIDE MEA, CETEARYL ALCOHOL, SUCROSE, CYCLOHEXASILOXANE, STEARIC ACID, ADENOSINE, MICROCRYSTALLINE CELLULOSE, CHOLESTERYL NONANOATE, ZEA MAYS (CORN) STARCH, WATER, POLYGLYCERYL-3 METHYLGLUCOSE DISTEARATE, GLYCERYL STEARATE, AMMONIUM ACRYLOYLDIMETHYLTAURATE/VP COPOLYMER, POLYSILICONE-11, PEG-100, HYDROGENATED LECITHIN, HYDROXYETHYL ACRYLATE/SODIUM ACRYLOYLDIMETHYL TAURATE COPOLYMER, POLYSORBATE 20, DISODIUM EDTA, PHENOXYETHANOL, FRAGRANCE
Określenie konsystencji jako żelową formułę jest w punkt. Krem nie jest ani gęsty, ani rzadki. Szybko i sprawnie rozprowadza się po buzi, nie zostawiając smug. Zaskakujące są drobinki, które po roztarciu przez jakiś czas pozostają na twarzy, dopiero później, w trakcie wchłaniania się rozpuszczają. Produkt ten szybko się wchłania, a jednocześnie porządnie nawilża. Cudowna formuła!

Pianka do mycia twarzy

Ta oczyszczająca pianka i jej delikatna konsystencja usuwają pozostałości makijażu i zanieczyszczenia z powierzchni skóry oraz porów pozostawiając efekt świeżej i zdrowej cery.Formuła oparta na ekstrakcie z jabłka i oleju z jego ziaren wygładza łuszczące się martwe komórki skóry sprawiając, że twarz wygłąda zdrowo, zyskuję na świetlistości i gładkości.Sposób użycia: Nanieś odpowiednią ilość produktu na dłonie i rozmasuj a następnie wmasuj w skórę twarzy. Spłucz ciepłą wodą. Pojemność: 150ml
Skład: WATER, GLYCERIN, MYRISTIC ACID, STEARIC ACID, POTASSIUM HYDROXIDE, PEG-32, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, PYRUS MALUS (APPLE ) SEED OIL, PYRUS MALUS (APPLE) FRUIT EXTRACT, CITRUS UNSHIU PEEL EXTRACT, ORCHID EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT, CAMELLIA JAPONICA LEAF EXTRACT, OPUNTIA COCCINELLIFERA FRUIT EXTRACT, BUTYLENE GLYCOL, SODIUM METHYL COCOYL TAURATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, POLYQUATERNIUM-7, PEG-90M, DISODIUM EDTA, SODIUM BENZOATE, FRAGRANCE
Jabłkowa pianka ma dziwną konsystencje, nigdy wcześniej takiej nie widziałam. Nie jest to taka typowa pianka, a raczej żel o metalicznym kolorze, który dopiero po roztarciu zmienia się w piankę. Już w trakcie mycia czuć, że skóra staje się tak czysta, że aż skrzypi. Warto wspomnieć też o świeżym, jabłkowym zapachu, jest świetny. Ten produkt również bardzo przypadł mi do gustu.


Płyn dwufazowy

Niestety nie znalazłam opisu producenta, ani składu po polsku.
Niedawno wykończyłam płyn dwufazowy Clinique, także mam dobre porównanie. Ten z innisfree jest dużo mniej lepiący się, ale równie dobrze zmywa makijaż. Spokojnie poradzi sobie z produktami do brwi, eyelinerem, tuszem do rzęs czy tatuażem do ust Maybelline. Trochę piekły mnie po nim oczy, ale dużo mniej niż po Clinque. Nie mam wodoodpornych kosmetyków, więc nie wiem jak sobie z nimi radzi. Kolejny świetny produkt :).

Maseczka

Maseczka w płachcie o działaniu nawilżającym i oczyszczającym. Dzięki wysokiej zawartości witaminy C, rozświetla i rozjaśnia zmęczoną, szarą cerę. Dodatkowo zapewnia nawilżenie i wygładzenie skóry.
W ostatnich ulubieńcach 2018 roku mogliście zobaczyć ją jako jeden z produktów który zawładnął moim sercem. Rzadko wyróżniam maski, ale ta jest genialna. Płachta jest średniej grubości, dobrze przylega do twarzy i jest mocno nasączona esencją. Bardzo mocno chłodzi twarz. Znowu muszę napisać że skóra po masce była miękka, gładka i świeża, ale to był efekt jaki nigdy wcześniej nie dała mi żadna maska. Uwielbiam!

Jestem w szoku, bo dosłownie każdy produkt mi się spodobał. Jeszcze nigdy nie miałam tak, żeby calutka seria przypadła mi do gustu w 100%. Pozwólcie, że teraz pobuszuję w internecie w poszukiwaniu ich dostępności w Polsce :). Koniecznie dajcie znać czy znacie markę Innisfree i jakie macie doświadczenia z koreańską pielęgnacją ;).
Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger