Healthy cream #recenzja

Healthy cream #recenzja
 Po ogromnym sukcesie podkładu healthy mix, marka bourjois zdecydowała się wypuścić krem BB z tej samej serii. Osobiście, uwielbiam podkład, do kremu podeszłam z dużymi nadziejami i zapałem. Jak się sprawdził? Zapraszam na recenzję.

 Pojemność: 30 ml 
Cena: 29,90 zł (cocolita.pl)
Kolorystyka: 01 light, 02 medium, 03 dark
Konsystencja: lejąca
Krycie: średnie

Opinia: Gama kolorystyczna jest bardzo uboga. Każdy kolor znajduje odpowiednik w gamie healthy mix (light to nr 51, medium 52/53, dark 54). Tubka jest miękka i wygodna w podróży. Aplikator mi się nie podoba. Produkt się wylewa z niego, przez co dużo go marnujemy. Bez problemu się rozprowadza po twarzy, najlepiej aplikowało mi się go gąbeczką. Mam wrażenie, że daje dużo mniej rozświetlający efekt niż podkład. Krem w przeciwieństwie do podkładu nie ma drobinek. Wykończenie określiłabym jako satynowe. Utrzymuje się słabiej niż podkład, tak samo ma mniejsze krycie. Rozumiem zachwyty nad nim, bo na prawdę ładnie wygląda na skórze. Szczerze polecam go, ale tylko dla tych którzy nie noszą okularów, przeciwsłonecznych też lepiej nie zakładać. Wiadomo, każdy podkład się ściera w miejscach złączenia z oprawkami, ale większość można doklepać palcem i wygląda to dobrze. W przypadku tego kremu, nie da się go rozetrzeć, ponieważ robią się dziury. Niestety lubi też emigrować po całych oprawkach. Kilka razy zważył mi się na nosie lub policzkach, gdzie skóra stykała się z oprawkami. Okulary noszę codziennie, dlatego plamy jakie pozostawały po oprawkami były nieakceptowalne. Z tego względu dla mnie to bubel.


W tym miesiącu coś nie mam szczęścia do produktów. Kolejny bubel. No niestety tak to czasami bywa. Na szczęście podkład wykończony i używam czegoś innego. A jakie są Wasze wrażenia z tym kremem? Jaki jest Wasz ulubiony podkład bądź krem bb?

Ulubieńcy - grudzień 2018

Ulubieńcy - grudzień 2018
 Mimo, że co raz bliżej koniec świąt, pocieszmy się jeszcze chwilę ich klimatem. Jak najdłużej celebrujmy chwile z bliskimi, a pomiędzy jednym kawałkiem ciasta, a drugim zapraszam Was na moich ulubieńców grudnia.

 Dzięki kochanej Snukraina i jej konkursowi miałam okazję przetestować kilka kosmetyków Balea. Bardzo do gustu przypadła mi pianka do depilacji o malinowym zapachu. Ma bardzo gęstą i treściwą konsystencję, a także bardzo mocny, wcale nie sztuczny zapach. Pianka świetnie sprawdza się przy depilacji i pozostawia skórę miękką i nawilżoną, a nie uszkodzoną, co zdarzało mi się przy niektórych produktach. Świetny produkt!

 L'biotica ma świetny marketing. Często organizują na swoim instagramie rozdania, które wcale nie mają trudnych zadań. Wystarczy udostępnić zdjęcie i rozwiązać ankietę. W taki sposób otrzymałam tę maskę. Nigdy wcześniej nie używałam kosmetyków tej marki. Teraz żałuję, że tak późno je odkryłam. Maska zapakowana jest w śmieszne opakowanie, jak po lekach. Najbardziej, po efektach, podoba mi się zapach. Jest mocno owocowy i bardzo intensywny, świeży. Aż chciałoby się zjeść tą maskę łyżeczką. Jeśli chodzi o efekty, to włosy są miękkie, gładkie i łatwe do rozczesania. Ulubieniec nad ulubieńcami ;).

 Przed świętami szybko biegłam po ten puder do rossmanna, bo mi się skończył. Daje cudowny efekt wygładzenia i satynowego matu. Jednocześnie dobrze trzyma w ryzach podkład. Słodki smak to tylko aspekt dodatni :).

 Tatuaż dla ust! Nazwa, idealnie oddaje moje myśli o tych pomadkach. Tak Kamila BlondeKitsune, ich opinie są kontrowersyjne, ale mi się bardzo dobrze sprawdzają :D. Trzymają się od rana do wieczora bez poprawek przy jedzeniu rosołu, mięs itd.Czekam na rozszerzenie gamy kolorystycznej by wyszło więcej życiowych kolorów.

 Carmex to bardzo znany i lubiany balsam, także jego obecność w tym zestawieniu nie powinna dziwić. O ile nie lubię smaku tego produktu, to muszę mu przyznać, że bardzo skutecznie nawilża. Jak dla mnie to obok blistexa to najlepiej nawilżający, drogeryjny kosmetyk.

 W grudniu chciałam wyróżnić próbki innisfree i lancome. O innisfree rozpiszę się w osobnym poście. Zastanawiałam się czy zamieścić tu lancome, ponieważ sprawdził mi się dobrze, ale uważam że nie jest to jakość adekwatna do aż tak wysokiej ceny. Ostatecznie serum znalazło się w zestawieniu, bo chętnie po niego sięgałam.

Na koniec maseczki. Zdecydowałam się wyróżnić jedną koreańską z wygranej z konkursu asianbeautyworld i jedną od wspomnianej już wcześniej Julii. Obie bardzo mnie zachwyciły i obie są dla mnie ciężko dostępne :D. Także jakbyście miały okazję którąś z nich kupić, nie wahajcie się. Są świetne :).


To już tyle na dziś. Dziękuję za poświęcony mi świąteczny czas. Dajcie znać których ulubieńców kojarzycie :)

Testowanie z wizażem #2 - pomadki mark

Testowanie z wizażem #2 - pomadki mark
 Jeszcze w wakacje dostałam się do testów wizażu produktów avon. Marka ta jakiś rok temu ruszyła z serią mark, która w zamyśle miała zawierać dobrej jakości kosmetyki kolorowe. W swojej paczce testerskiej znalazłam 4 kolory matowych pomadek z owej serii. Jak mi się sprawdziły?

 Cena: 32 zł
Pojemność: 7 ml
Opis producenta:
Wielogodzinna trwałość bez wysuszania
Intensywny kryjący kolor
Precyzja bez rozmazywania

Pierwsza od firmy Avon matowa pomadka w płynie. Rewolucyjna płynna formuła z żelową bazą trzyma się na ustach przez wiele godzin i daje uczucie komfortu. Mocno napigmentowany kolor perfekcyjnie pokrywa usta. Ultraprecyzyjny aplikator w kształcie diamentu podkreśla usta bez rozmazywania poza kontur.

Skład:


 Podręczne i małe opakowanie o matowej końcówce to bardzo fajne rozwiązanie. Równie warte uwagi są ciekawe aplikatory, którymi łatwo się pracuje i ładny, arbuzowy zapach. Podoba mi się też ich konsystencja, jest lekka, musowata, a nawet trochę piankowata.

 

Oto kolory jakie posiadam:
  • Naked crush - ciemny róż z ciepłymi, rudymi tonami. O ile nie wysusza ust, o tyle mocno ją czuć. Na pewno nie jest to komfortowe wykończenie. Pierwszy raz noszenie pomadki nawilżającej było takie uciążliwe. Nie wchodzi w załamania, ale bardzo słabo się utrzymuje.
  • Nude vibes - koralowy róż. W tym przypadku nie sugerujcie się opakowaniem, bo możecie się mocno zaskoczyć. W jej przypadku również jest odczuwalna na ustach, a dodatkowo brzydko wchodzi w każde, nawet najmniejsze załamanie. Lubi się przemieszczać.
  • Rosy flush - nudziak, kolorem podobny do golden rose longstay 03. Ta już trochę mniej wchodzi w załamania, ale i tak wciąż ją czuć i jest bardzo nie trwała.
  • Downtown edge - pomadka barbie i to dosłownie, wygląda tragicznie. Konsystencja wydaje się być inna niż w pozostałych, bo ciężko ją równomiernie rozłożyć. Wchodzi w załamania i rozlewa się poza kontur.
Jak widzicie żadna z pomadek nie spełniła nawet jednej obietnicy producenta. Jestem bardzo zawiedziona, ponieważ konsystencja i zapach dały mi nadzieję na nowy hit. Skończyło się kolejnymi bublami. Jeszcze nie trafiłam na kosmetyk avonu, który by mi się sprawdził. Polecacie coś? No i koniecznie dajcie znać czy miałyście te pomadki i w jakich kolorach. Jestem ciekawa czy się komuś sprawdziły :).

Projekt pan - aktualizacja po 5 miesiącach

Projekt pan - aktualizacja po 5 miesiącach
Czym jest projekt pan wyjaśniałam Wam tutaj, także odsyłam Was do tego posta jeśli nie wiecie o co chodzi ;). W dzisiejszym poście chciałabym się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami, po tak długim czasie.

Rachunek sumienia ;)

Cofnęłam się do pierwszego posta, by przypomnieć sobie postanowienia, jakie sobie postawiłam i chcę się z Wami rozliczyć czy się z nich wywiązałam ;)
  1. Od lipca bardzo ograniczyłam zakupy kosmetyczne. Uzupełniałam wykończone produkty z pielęgnacji, o ile nie miałam jakiś w zapasach. Z nieplanowanych zakupów przygarnęłam trzy pomadki i paletkę do konturowania. Jak na prawie pół roku to całkiem nieźle co? ;)
  2. Regularnie sprawdzam daty ważności kosmetyków i się ich pozbywam. Tych mniej używanych wciąż szkoda mi oddać komuś innemu. Niestety łudzę się, że jeszcze kiedyś się przydadzą.
  3. Dostałam sporo wiadomości czy aby nie znudzi mnie używanie codziennie tych samych kosmetyków. Otóż nie było aż tak źle. Od poniedziałku do piątku malując się o 6 rano nie mam czasu na zabawy z makijażem i z chęcią używam tych samych produktów, bo wiedziałam, że mnie nie zaskoczą i nic nie zepsują. Soboty były dniami bez makijażu, a niedziele traktowałam jako okazję do szaleństwa z testowaniem nowości i wtedy odpuszczałam zużywanie.
  4.  Z wyznaczonej przeze mnie czwórki wykończyłam puder, a reszta przechodzi do używania na kolejne miesiące. W różu i palecie dotknęłam dna, ale staram się je wykorzystać do końca, by zwolnić miejsce w toaletce. Dodatkowo wyznaczyłam sobie 5 innych produktów by zużyć je do wiosny.
Recenzji tego produktu spodziewajcie się w najbliższych tygodniach, wtedy przekonacie się dlaczego znalazł się w tym zestawieniu ;).
Połowa zużyta :)
Jedna czwarta zużyta. Mam ten produkt już dość długo, dlatego postaram się go zużyć przed przeterminowaniem.

Ten produkt bardzo lubię. Stwierdziłam, że skoro i tak go codziennie używam, to czemu by go nie spanować ;).

Ten bronzer jest dużo za jasny, z chęcią się go pozbędę. 

Jak na róż dla mnie to spore denko, a w chwili obecnej jest jeszcze większe. Przyznam Wam, że teraz mi przykro że się kończy bo go bardzo, bardzo polubiłam :D.
Z stopnia zużycia paletki jestem autentycznie dumna. Średni brąz wykończyłam do zera, w ciemnym brązie i beżu dotknełam dna. Jak na kilka miesięcy uważam to za sukces. Muszę przyznać że w trakcie jej używania przestała mi się podobać. Widzę jaką transformację przeszło revolution, oczywiście w dobrą stronę.
I tak to wszystko wygląda :D. Mam ogromną frajdę z denkowania i odkrywania nowych właściwości kosmetyków, które mniej doceniałam. W codziennym makijażu uzupełniam je moimi ulubieńcami. W dalszym ciągu chcę podkreślić, że to nie jest wyzwanie dla wszystkich. Dajcie znać jakie Wy macie podejście do tego projektu ;).

Jak ważna jest tonizacja? - moje ulubione toniki

Jak ważna jest tonizacja? - moje ulubione toniki

Tonizacja

Mój pierwszy, po czasie przyznam, że dość nieudolny, wpis dotyczył toników i pH skóry. Przeczytałam ten wpis jeszcze raz i wiem, że za dużo ważnych rzeczy w nim pominęłam. Czas nadrobić zaległości ;)!

Po dwuetapowym oczyszczaniu czas na tonik - moją ulubioną część pielęgnacji. Używamy go by przywrócić skórze równowagę kwasowo - zasadową, którą naruszył zasadowy kosmetyk myjący, ale też by nawilżyć i wzmocnić barierę ochronną. Kosmetyk ten świetnie przygotowuje skórę do przyjęcia kolejnych produktów. Warto zwrócić uwagę, co mają zawarte w składzie na pierwszym miejscu. Radzę unikać tych z alkoholem - przesuszają skórę (nie sprawdzą się również osobom z tłustą skórą, bo co prawda odtłuszcza, ale hamuje jej samodzielną regenerację).


Obecnie najpopularniejszą formą aplikacji toniku jest spray, bądź taki do wylewania. Ten drugi radzę aplikować palcami o ile ma gęstą konsystencję, a nie wacikiem, bo ten zabiera wszystko co najlepsze. Do moich ulubionych toników należą Sylveco hibiskusowy tonik bądź Evree różany, hamamelisowy, czy pure neroli. Wszystkie są tanie, a równocześnie bardzo skuteczne.

Moi ulubieńcy i tonik innsifree, który jest jeszcze w fazie testów ;)
A u Was jak z tonizacją? Czego używacie? Miał ktoś tonik Pixi? Warto zainwestować?

Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger