Moje ulubione paletki #toptopów

Moje ulubione paletki #toptopów


Po moim blogu łatwo zauważyć jak bardzo lubię cienie. Na chwilę obecną posiadam 11 palet, a miałam ich więcej. Nikt, kto profesjonalnie nie zajmuje się makijażem, nie jest w stanie aktywnie używać aż takiej ilości na raz, dlatego podjęłam decyzję o rozstaniu z kilkoma. W dzisiejszym poście chciałabym Wam polecić najlepsze z najlepszych. W moim zestawieniu postanowiłam umieścić dwie droższe i wyróżnić jedną tańszą. Sama nie przepadam za jednorazowym wydawaniem dużej ilości pieniędzy, dlatego szukam perełek w drogeriach. Jednak po przetestowaniu kilku droższych paletek wiem, że mam większą radość z używania ich i więcej jestem w stanie się nauczyć, niż denerwując się ze znikającego pigmentu w trakcie rozcierania co zdarza się tańszym cieniom. Drogerie mają mnóstwo genialnych produktów, ale jeśli chodzi o kategorię cieni, mocno ustępują perfumeriom.


Najlepsza drogeryjna paletka

Lovely choco bons eyeshadow palette (29 zł)

Nie podoba mi się fakt, że ceny tych paletek wciąż idą w górę. Z tego co pamiętam na początku kosztowały 23 zł. Opakowanie jest bardzo kiepskie. Plastik jest tani i bardzo podatny na uszkodzenia. Wszystko wynagradza nam środek. Cienie są miękkie, bardzo przyjemne pod palcami. Pylą się, ale to świadczy o ich genialnej pigmentacji. Dobrze się rozcierają i łączą. Lovely mogłoby wypuścić paletki o tylko takiej formulacji cieni, a najlepiej stworzyć system kasetkowy. To byłby hit. Dla mnie to najlepsza rossmannowska paletka, muszę zabrać się teraz za testowanie cieni z natury. Może znajdę coś jeszcze fajniejszego ;).

Tak dobre jak dużo się o nich mówi

Zoeva matte (90 zł)

Od kilku lat wyszukując najlepsze paletki cieni niezmiennie króluje zoeva i ja się z tym w 100% zgadzam. Cienie są bardzo przyjemne w konsystencji. Mają genialną pigmentację, a mimo to nie pylą się tak bardzo i nie osypują. Uważam, że to bardzo dobrze zbalansowana kolorystycznie paleta. Jesteśmy w stanie wykonać wiele ciekawych makijaży tych dziennych, jak i bardziej wieczorowych. To mój pierwszy produkt tej marki, ale na pewno nie ostatni. 

Niedocenione, a jak dobre

Morphe 35R

W polskiej sferze beauty bardzo mało mówi się o marce morphe, tak uwielbianej przez Amerykanki. A szkoda bo przekładając ilość cieni, a ich jakość wcale nie są takie drogie. Bardzo mocno napigmentowane, trwałe, świetnie się blendujące i łączące. Czasami się osypują, ale dla mnie to nie jest problemem. Numer 35R to nudziakowa wersja. Z pewnością kupię jakąś bardziej szaloną.


Znacie te palety? Co o nich sądzicie? Jacy są Wasi ulubieńcy w tej sferze?

3 dni - 3 podkłady #clinique #mincer #rimmel

3 dni - 3 podkłady #clinique #mincer #rimmel


Na początku mojej makijażowej drogi, przeglądając magazyny czy instagram zwracałam uwagę tylko na makijaż oczu albo ust. Miałam wrażenie, że to najciekawsze aspekty. Z biegiem czasu, im dokładałam więcej elementów do makijażu twarzy - bronzer, róż, rozświetlacz, zauważyłam, że dużo bardziej odpowiada mi świeży, delikatny makijaż z dopracowaną bazą, i odpuszczenie cieni czy mocnych pomadek. Obecnie najbardziej cieszę się na możliwość przetestowania nowego podkładu, dlatego kiedy dostałam te próbki, od razu je przetestowałam.

Mincer pharma anti allergic, kojący krem cc do twarzy

Cena: 40 zł
Pojemność: 50 ml

Kremy cc rzadko mają ładne kolory, najczęściej są za ciemne, za pomarańczowe, albo za różowe. Ten ma piękny żółty kolor. Dobrze się rozprowadza po twarzy. Radzi sobie z przykryciem zaczerwienień i drobnych niedoskonałości. Daje efekt świeżej, zdrowej skóry. Bardzo podoba mi się to wykończenie. Z chęcią dzielę się jego próbkami z innymi, bo to serio świetny produkt. Obecnie mam dwa podkłady, ale jak mi się skończą, na pewno sięgnę po ten.

Rimmel match perfection

Cena: 37 zł
Pojemność: 30 ml

Podoba mi się sama forma testera. To spora pojemność, szkoda, że nie sprzedaje się takich próbek. Podkład bardzo ładnie wygląda na twarzy. Nawet moja mama chwaliła go jak wygląda na mojej skórze. Ma średnie krycie i satynowe wykończenie. Taka trwalsza wersja Mincera. Niestety kolorystyka tego podkładu jest okropna. Poszłam do drogerii i nie mogłam dobrać sobie ładnego koloru. Wszystkie są ciemne i różowe, a zwłaszcza nr 300 jaki mam w miniaturowej wersji. Jeśli go używałyście dajcie znać, które kolory według Was są najbardziej życiowe ;). 


Clinique superbalanced silk makeup 

Cena: 120 zł
Pojemność: 30 ml

Już od dłuższego czasu miałam ochotę przetestować jakiś droższy, trwalszy podkład. Jak wiemy próbka to najlepszy sposób na wypróbowanie droższych rzeczy i przekonanie się czy warto zainwestować. Kolor 08 silk canvas przypomina mi 53 healthy mix, ale ma więcej ziemistych tonów. Krycie określiłabym jako mocne, na pewno mocniejsze od wszystkich podkładów drogeryjnych jakie znam. Daje satynowe wykończenie i pięknie współpracuje z innymi kosmetykami. Miał ciężkie warunki do testów - przesuszona skóra i choróbsko, ale nieźle sobie poradził. Nawet się nie starł na nosie mimo ciągłego wycierania go. Na wielkie wyjścia sprawdzi się super :). 

Dzisiejsza recenzja zbiorcza wypadła super. Wszystkie trzy produkty bardzo fajnie mi się sprawdziły. Clinique spełnił moje oczekiwania, a najbardziej zaskoczył mnie mincer. Obecnie poszukuję czegoś trwałego, a jednocześnie bez efektu maski. Rozważam clinique, a może macie jakieś propozycje? Słyszałyście o kremie mincer?

Węgiel, komórki macierzyste czy kolagen? Co wybierasz?

Węgiel, komórki macierzyste czy kolagen? Co wybierasz?
Mam spore zaległości maseczkowe tutaj na blogu. Dużo ich testuję a jakoś nie mam weny ich opisywać. W najbliższym czasie powinno pojawić się kilka takich wpisów, bo wiem, że jest tu kilka maniaczek takiej formy dbania o skórę ;).

Perfecta, express mask, aktywny węgiel, węglowa maska - detox, matowienie, oczyszczenie

Węgiel i mieszana skóra to genialne połączenie. Tutaj do węgla dodano glinkę. Maseczka ma stalowy kolor i gęstą konsystencję. Jest gęsta i bardzo dobrze kryje. Psikałam ją tonikiem by nie zastygła, ale i tak zagapiłam się i się zaschła na czole. Dość ciężko się ją ściągało, ale to jak każdą glinkę. Mi przy tym pomagają waciki, dzięki nim wszystko idzie bardzo sprawnie. Po jej użyciu skóra jest gładka, miękka i porządnie oczyszczona. Uwielbiam taki efekt!


Body club, maska do twarzy w płachcie, komórki macierzyste, energetyzujący zastrzyk, wilec

Rzadko która maska w płachcie mnie zachwyca i ta też jest średnia. Płachta ma fajną grubość, dobrze przylega do twarzy i jest bardzo mocno nasączona płynem. Bardzo mocno chłodziła twarz. Latem to było super, teraz już trochę mniej ;). Jak w większości masek skóra jest świeża, gładka, miękka w dotyku. Efekt w porządku, ale bez szału. 




Pilaten, kolagenowa maseczka do ust

Skusiłam się na nią tylko ze względu na wygląd. Nie liczyłam na coś specjalnego i było dokładnie tak jak myślałam. W opakowaniu mamy żelka, który się przesuwa. Nie czułam nic w trakcie noszenia. Po zdjęciu maseczki miałam wrażenie, jakbym obudziła się a poprzedniego wieczoru nałożyła średni balsam na usta. Kosztowała 4 zł i nawet tyle nie była warta ;).

W ty zestawieniu u mnie zdecydowanie wygrywa węgiel. Inne jak dla mnie nie są warte uwagi. Dajcie znać czy którąś testowałyście i czy takie gadżety jak ta ostatnia zachęcają Was do testów czy nie wierzycie w ich działanie.

#Przegląd kosmetyczki - rozświetlacze / The balm / MUR / Wibo / Lovely

#Przegląd kosmetyczki - rozświetlacze / The balm / MUR / Wibo / Lovely



 Insta glow czy naturalny błysk

Rozświetlacze to chyba najmodniejsze i najbardziej pożądane kosmetyki. Kiedyś nie za bardzo za nimi przepadałam. W miarę prób różnych tekstur, kolorów i stopnia rozświetlenia, przechodzenia od tych subtelniejszych do mokrej skóry pokochałam je. W dzisiejszym poście chciałabym Wam pokazać egzemplarze jakie posiadam.



Wibo, i choose what i want, sun ray

Post o recenzji mojej paletki i choose what i want jest najpopularniejszy ze wszystkich i wcale się nie dziwię, że interesują Was te wkłady. Ich jakość jest genialna, a rozświetlacz sun ray towarzyszył mi od maja do października. Mimo, że stosowałam go tak długo bez przerwy nie doszłam jeszcze do dna ;). Przepięknie wygląda na opalonej skórze dzięki złotemu kolorowi i sporym drobinkom.Odbija światło mocniej niż nie jedna tafla ;). Warto dodać, że ma dość ciemną bazę i na bardzo bladej skórze może się odznaczać.

Lovely gold highlighter

Chyba nie ma osoby, która by o nim nie słyszała. Ten rozświetlacz jest jaśniejszy i daje dużo delikatniejszy, subtelniejszy efekt. Drobinki są mniej widoczne niż w przypadku wibo. Fajnie sprawdza się na co dzień, daje takie naturalne glow.

Makeup Revolution mono eyeshadow w odcieniu Base!

Warto czasami poszaleć z zastosowaniami kosmetyków. Okazało się, że ten cień pięknie wygląda na policzkach. Ma bardzo jasny kolor, dlatego używam go głównie zimą w połączeniu z jakimś innym, ciemniejszym. Efekt rozświetlenia jaki daje, to coś pomiędzy lovely a wibo. 

The manizer sisters

Siostry Lou, a dokładnie Mary Lou to chyba najpopularniejsze rozświetlacze. Betty i Cindy lądują na oczach, a Mary na policzkach. Wszystkie dają mocne rozświetlenie i taflę, nie ma w nich grama drobinek. Na wielkie wyjścia, przy mocniejszym makijażu nie wyobrażam sobie innego rozświetlacza. 

od lewej MUR, Lovely, Wibo, Mary Lou, Cindy Lou, Betty Lou

Powyżej wrzucam swatche wszystkich, by mogłybyście porównać kolory i stopień rozświetlenia. Nie potrafię wskazać, który jest moim najulubieńszym, bo każdy stosuję w innych sytuacjach. A Ty masz swój ulubiony rozświetlacz?

Denko - październik 2018

Denko - październik 2018
Denko to chyba mój ulubiony rodzaj postów. Lubię robić podsumowania miesiąca jeśli chodzi o zużycia, ale także lubię je czytać, ponieważ to duża dawka zbiorczych recenzji. Co miesiąc udaje mi się zebrać spore ilości zużyć i tak było i tym razem.


Joanna ultra color system shampoo (6.50 zł) - recenzja tutaj

Garnier Fructis siła i blask, szampon wzmacniający (12.99 zł) - szampon o dość gęstej konsystencji, ładnym zapachu i niskiej cenie. Troszeczkę za bardzo nabłyszcza włosy. Ja nie lubię takiego efektu, więc nie jestem zbytnio zachwycona.

 Kallos maska do włosów multivitamina (10 zł) - recenzja tutaj

Ziaja odżywka codzienna pielęgnacja, spray do każdego rodzaju włosów (10 zł) - recenzja tutaj

L'Oreal elseve, eliksir w sprayu, dwufazowy magiczna moc olejków (15.99 zł) - o ile olejki do twarzy uwielbiam, tak do włosów już nie koniecznie. Plusem jest ładny zapach i ułatwianie rozczesywania. Mi nie pasuje, bo nie lubię tej konsystencji. Moja siostra była zadowolona :).

Babydream żel do kąpieli i szampon (12.99 zł) - teoretycznie jest dla dzieci. Ja go używałam do mycia pędzli, do czego fajnie się sprawdził :).

Palmolive naturals, żel pod prysznic, almond & milk (9 zł)  - w bodajże poprzednim denku pokazywałam inną wersję zapachową tego żelu. Moje zdanie jest wciąż takie samo. Ładny zapach, sporo piany, dobre mycie. Jest dobry, ale nie najlepszy :).

Biały jeleń, żel pod prysznic kozie mleko (5 zł) - w czasie gdy coś mnie uczuli zawsze ratuję się tymi żelami. Bardzo delikatny dla skóry, ma wodnistą konsystencję, ale dobrze się pieni, fajnie oczyszcza.

Eveline Slim Extreme, 4D Scalpel, Turbo reduktor cellulitu (15.99 zł) - o ile uwielbiam gorącą kąpiel i wszystko co ciepłe, tak tu efekt rozgrzewający był za mocny. Ciężko mi było wytrzymać kilka minut masażu. Eliminuje to niestety ten produkt w mojej pielęgnacji. Na plus żelowa konsystencja, która przyjemnie rozprowadza się po ciele.

Mamas Babydream oliwka pielęgnacyjna (10 zł) - powoli to już klasyk w moich denkach. Wciąż uwielbiam je wsmarowywać w ciało po kąpieli. Na wersje nie zwracam uwagi, jak dla mnie wszystkie są takie same.

Perfecta błoto termalne, glinkowy scrub do ciała (25.99 zł) - przyjemny peeling, o fajnym zapachu. Nie mam zarzutów do jego działania, ale nie zrobił aż takiego wow, jak mój ulubieniec z organic shop.

Nivea invisible clear, black & white, antyperspirant w kulce (11.99 zł) - kulki nivea uwielbiam, miałam jednego faila, ale wybaczyłam im to. Wersja black & white jest moją ulubioną. Ładnie pachnie, daje uczucie świeżości i nie brudzi ubrań. Ulubieniec!

Evree odświeżający hamamelisowy tonik do twarzy (11.99 zł) - recenzja tutaj

UnderTwenty pianka do mycia twarzy (17.99 zł) - recenzja tutaj

Sarah Chapman skinesis overnight facial (300 zł) - dostałam to serum w prezencie. Ma super opakowanie i formę aplikacji. Konsystencja jest lekka, ale bardzo treściwa, świetnie nawilża. Sama na pewno nie dałabym tylu pieniędzy, nawet na tak fajny produkt.

Skin79 mild sun lotion spf 50+ (45 zł) - biały kolor filtra szybko znika, co jest dużym plusem tego kremu. Skóra jest dobrze chroniona przed słońcem. Ani nie trzyma mocno makijażu, ani go nie rozpuszcza. Uwaga na kontakt z oczami bo bardzo szczypie :).

Clinique take the day off cleansing balm (30 zł) - recenzja tutaj

Lynia olejek rozjaśniający (35 zł) - stosowałam go przed kremem na noc. Widocznie rozjaśnił przebarwienia po niedoskonałościach. Fajny produkt.

Lancome miniatura serum genifique - dostałam ją z wizażu. Serum ma dość żelową konsystencje. Bardzo przyjemnie pachnie. Szybko się wchłania w skórę. Zostawia ją nawilżoną i lepką. Fajnie trzyma makijaż. Mimo wszystko uważam że nie jest warte 325 zł za 30 ml. Cena jak z kosmosu....

Innisfree pianka do mycia twarzy - recenzja wszystkich produktów innisfree jakie posiadam pojawi się w najbliższym czasie, więc póki co nie zdradzę mojej opinii ;).

Tołpa, green oils, nawilżanie,  nawilżający krem wygładzający (22.99 zł) - w okresie jesienno - zimowym chętnie do niego wracam. Jest treściwy, dobrze się rozprowadza, bez białych smug (o ile nałożymy go w małej ilości). Bardzo dobrze nawilża. Pod makijaż jak dla mnie się nie nadaje, bo jest aż za treściwy.

Bebeauty, płatki kosmetyczne (5 zł) - są w każdym denku. Jak dla mnie najlepsze spośród supermarketowych.

W październiku zużyłam trochę maseczek i próbek. M.in świetnie nawilżającą maseczkę bebeauty i jak dla mnie przereklamowaną maseczkę marion. Co prawda jej konsystencja i zapach są ciekawe i bardzo przyjemne, o tyle że galaretka spada z twarzy i nie ma szans, żeby swobodnie chodzić po domu, trzeba leżeć. Efekty też nie są za spektakularne. 

Zużywanie kolorówki w związku z projektem pan idzie mi wyśmienicie jak widać na załączonym obrazku ;).

Uporządkowałam swoje klasyczne lakiery i wyrzuciłam te starsze i zaschnięte, razem 23 sztuki :).

I to już wszystko w dzisiejszym denku.  Dajcie znać co sądzicie o produktach, które zużyłam :).

Skuteczne pozbywanie się martwego naskórka + recenzja peelingu tołpa

Skuteczne pozbywanie się martwego naskórka + recenzja peelingu tołpa

Złuszczanie

Pisząc złuszczanie, mam na myśli zarówno twarz, jak i ciało. Uwielbiam świadomość i uczucie, gdy właśnie starłam cały martwy naskórek, a skóra jest gładka i miękka. Bez regularnego peelingowania staje się sucha, szara, z pozatykanymi porami, wypryskami i zaskórnikami. Nie wiem czy zauważyłyście, ale po porządnym złuszczaniu balsamy i kremy lepiej się wchłaniają.

Większość peelingów w drogeriach to mechaniczne sposoby złuszczania skóry, które czasami mogą ją podrażnić. Wyróżniamy też mechaniczne pozbywanie się naskórka przy pomocy kwasów i enzymów. Rozpuszczają one lipidy, które łączą martwe komórki naskórka. Kwasy docierają głęboko do porów i usuwają z nich sebum. Chemiczne peelingi należy używać po oczyszczeniu i tonizacji. Wszystkie scruby osłabiają naturalną barierę skóry, a pozbycie się martwego naskórka upodatnia nas na promieniowanie UV.

Jeśli chodzi o mój sposób na złuszczanie martwego naskórka na ciele używam sprawdzonego duetu - peelingu Organic Shop rękawice The body shop. Jego recenzję mogliście przeczytać tutaj. Do twarzy obecnie używam scrubu od tołpy, który był dla mnie nowością, a teraz chciałabym się z Wami podzielić moimi wrażeniami odnośnie jego działania.

Tołpa, green oils, matowienie, orzeźwiający żel peelingujący do mycia twarzy

Pojemność: 150 ml
Cena: 17 zł
Skład: Acqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Polysorbate 20, Perlite, Disodium Cocoamphodiacetate, Polyglyceryl-3 Caprate, Acrylates/ C10-C30 Alkyl Acrylate, Crosspolymer, Parfum,Peat Extract, Buddleja Davidii Meristem Cell Culture, Citrus Limon Peel Extract, Junglans Regia Shell Powder, Ribes Nigrum Fruit, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, BHT< Xanthan Gum, Sodium Citrate, Sodium Hydroxide, Tetrasodium EDTA, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.

Kupiłam go przy okazji zakupów spożywczych w Biedronce (jak większość kosmetyków tołpa). Zwróciłam na niego uwagę przez krzyczące do mnie hasła z etykiety - orzeźwiający żel peelingujący z olejem z cytryny. W przeciwieństwie do wielu osób kocham jeść cytryny, a tym razem byłam ciekawa czym zaskoczą mnie w kosmetykach.  Peeling ten zamknięty jest w tubce. Jak dla mnie to najlepsza forma dla tego typu produktów. Nie ma problemu z wydobyciem końcówki. W środku znajdziemy żel ze sporymi drobinkami z perlitu i łupinek orzecha włoskiego. Trochę się ich bałam, gdyż jak wiadomo naturalne drobinki łatwiej podrażniają skórę niż te chemiczne. Moje obawy trochę się potwierdziły. Jak dla mnie zalicza się do mocniejszych peelingów. Dobrze radzi sobie z suchymi skórkami, cera jest bardzo dobrze oczyszczona, choć pozostają na niej mikro drobinki, które ciężko domyć wodą. Czuję orzeźwienie, dlatego najchętniej stosuję go rano. W opakowaniu delikatnie czuć cytrynę, dopiero po roztarciu uwalnia się jej mocny aromat.




Podsumowując uważam, że to dobry peeling. Świetnie sprawdzi się rano dla pobudzenia skóry. Dla bardzo wrażliwej skóry może być za mocny ;).

Często zapominamy o regularnym złuszczaniu ciała i twarzy. Mi też się to zdarza, dlatego raz w tygodniu, zazwyczaj w soboty, robię sobie dzień spa. Każdej kobiecie polecam zaplanować kilka minut w tygodniu na porządne zadbanie o stan skóry. A Wy używacie peelingów? Jak często? Jakie marki najchętniej wybieracie? Co sądzicie o tym, który zrecenzowałam?

#recenzja - Ziaja codzienna odżywka pielęgnacyjna, Kallos maska multivitamina

#recenzja - Ziaja codzienna odżywka pielęgnacyjna, Kallos maska multivitamina
We wcześniejszych włosowych postach opisywałam już szampony i produkty utrzymujące zimny kolor, dzisiaj czas na maski i odżywki.

Ziaja odżywka codzienna pielęgnacja

Pojemność: 125 ml
Cena: 10 zł

Chyba każda z nas uwielbia zapach włosów tuż po wyjściu do fryzjera. Ta odżywka oddaje dokładnie taki aromat i dlatego się na nią skusiłam. Producent wypisuje bogatą listę zapewnień o działaniu tego spray'u, m.in.: odbudowanie struktury włosa, regenerację, zwiększenie wytrzymałości włosów na uszkodzenia, wygładzenie, ułatwienie w modelowaniu. No niestety trochę to gruszki na wierzbie... Zacznijmy od plusów. Spray wydobywa odpowiednią ilość produktu i nie zacina się. Tu się kończą zalety tej odżywki. Po pierwszym tygodniu używania odczułam, że moje włosy po wyschnięciu wyglądają jakby były nie umyte i dla mnie to niewybaczalny minus. Produkt niesamowicie obciąża włosy, w dotyku są lepkie i nie miłe. Długo zwalałam winę na szampon, ale po wypróbowaniu wszystkich kombinacji szamponów jakie mam, miałam z tą odżywką to musi być jej wina. Nie ułatwia rozczesywania, ani nie nawilża. Zapach, który tak mnie zachwycił nie utrzymuje się wcale. Pierwszy mój bubel od Ziai :(.


Kallos, maska do włosów multivitamina

Pojemność: 1l
Cena: 10 zł

Maski Kallos są charakterystyczne przez wielkie, litrowe opakowania i niskie ceny. Testowałam już wiele wersji (bananową, blueberry, proteinową...). Jak dla mnie wszystkie mają podobną gęstą konsystencję, biały kolor i identyczne działanie. Świetnie nawilżają włosy, nie obciążają ich, wygładzają. Stosunek ceny do jakości jest super. Różnią się zapachami. Ta pachnie genialnie. Bardzo owocowo. Przez dużą pojemność mogą się znudzić, wtedy wymieniam się za wersje z siostrą ;). Obecnie testuję nową dla mnie maskę i nie wiem czy nie znalazłam lepszego produktu od Kallosów ;).


Długo zalegałam z tą zbiorczą recenzją, ale chciałam by się pojawiła ze względu na przestrzeganie przed bublem i poleceniem dobrej maski w fajnej, niskiej cenie. Jestem ciekawa co sądzicie o odżywce Ziai i którą wersję Kallosa najbardziej lubicie?

Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger