Clinique - czy cena zawsze stoi za jakością?

Clinique - czy cena zawsze stoi za jakością?
Jak możecie zauważyć, na moim blogu rzadko pojawiają się drogie kosmetyki. Od dłuższego czasu miałam ochotę na masło do demakijażu clinique. Gdy tylko pojawiła się miniaturka zamówiłam do przetestowania. W gratisie dostałam dwie, całkiem spore miniatury.


Clinique, Take the day off, cleansing balm 

Pojemność/cena: 125ml/149zł; 15ml/29zł

Produkt znajduje się w szklanym opakowaniu z lustrzaną zakrętką. Jest bardzo porządne. Podoba mi się, że mimo, że to miniatura opakowanie jest identyczne co w klasycznej wersji. W środku znajdziemy zbite masło. Pierwsza warstwa jest trudna do wydobycia, później idzie coraz lepiej. Pod wpływem masażu produkt rozpuszcza się w olejek. Bardzo dobrze radzi sobie z makijażem, świetnie radzi sobie z pomadą do brwi, czy pomadką maybelline matte ink, którą ciężko usunąć. W moim przypadku szczypał mnie w oczy, dlatego po kilku próbach zaprzestałam używania go do tej części twarzy. Oprócz zmywania makijażu zmiękcza skórę, jest to efekt dokładnie taki jak po użyciu olejku do demakijażu bielendy. Ogólnie oceniam masło dobrze, ale nie jest ono warte tej ceny. Nie widzę w nim żadnych właściwości, które byłyby warte 150 zł. Tych 30 nie żałuję, bo zaspokoiłam ciekawość wobec tego kosmetyku. Jeśli chodzi o wydajność starczyło na niecałe 2 tygodnie używania. Więc myślę, że akurat tutaj zaplusował. Z pewnością przetestuję też rumiankowe masło do demakijażu the body shop, by porównać właściwości ;).



Clinique, take the day off, makeup remover

Pojemność/cena: 125ml/79zł
Jako, że ten płyn dwufazowy jest z tej serii co masło, ma identyczne opakowanie. Podoba mi się, że zakrętka działa jak w przypadku leków. Mamy pewność, że nic się przypadkiem nie otworzy. Z makijażem twarzy, brwi i ust radzi sobie bez zarzutu. Na oczach nie próbowałam, bo jest tłusty w konsystencji. Zostawia film, więc z pewnością zostawiłby mi na oczach uczucie mgły. Jak dla mnie to taka płynna wersja balsamu i zdecydowanie szybsza w użyciu. Już dawno nie miałam płynu dwufazowego i wiem czemu ich unikałam. Mimo, że świetnie radzą sobie z makijażem wodoodpornym są tłuste i to jest dla mnie nie do przejścia. Kolejna rzecz, która mnie zawiodła.



Clinique, pop matte lip colour + primer

Pojemność/cena: 2,3g/29zł, 3,9g/99zł
Bardzo mnie zadziwiła możliwość wyboru szminki jako gratisu do zamówienia. Bardzo się ucieszyłam. Pomadka opakowaniem wpisuje się w estetykę marki przez lustrzany element. Konsystencja jest kremowa, nawilżająca. Mój kolor to barepop - nudziak z drobinkami. Jest to dokładnie kolor moich ust. Pigmentacja jest fajna. Słabo się utrzymuje, ale zachowuje się jak każda inna szminka. Zdarzało jej się wysuszyć mi usta. Na co dzień to fajna opcja, by uzupełnić naturalny makijaż. Trzeba jednak pamiętać o codziennym nawilżaniu, by uniknąć przesuszenia.


Bardzo chciałabym przeprosić Was, za brak postów w minionym tygodniu. Nawał obowiązków nie pozwolił mi na przygotowanie nowych tekstów. Przepraszam i mam nadzieję że to się nie powtórzy. Jeśli chodzi o produkty clinique jakie posiadam są okej, ale nie dałabym tyle ile kosztują w pełnowymiarowych wersjach. Podobne kosmetyki działaniem znalazłam w drogeriach i szczerze wątpię by te clinique miały lepszy skład. To nie jest tak, że źle się nastawiłam na tę markę. Wręcz przeciwnie, jest tak reklamowana w internetach, że wiązałam z nią duże oczekiwania. Niestety się przejechałam. Może Wy macie lepsze zdanie o tych produktach? Macie jakiś ulubieńców wśród kosmetyków clinique? Jaki macie stosunek do drogich marek?

#Markowo - Bell, puder matujący, wydłużająca maskara, matowa pomadka

#Markowo - Bell, puder matujący, wydłużająca maskara, matowa pomadka

O marce

Bell to polska marka, która swoją działalność rozpoczęła 30 lat temu od produkcji plastikowych opakowań do kosmetyków i dezodorantów. Dopiero później, w latach 90. rozszerzyła działalność o kosmetyki kolorowe, ze względu na problemy z dystrybucją dezodorantów na wschód.

Produkty Bell znajdziemy w Biedronkach, niektórych Rossmannach, a także na ich oficjalnej stronie internetowej.

Look now, HD Powder, prasowany puder matujący

Cena: 10 zł
Pojemność: 9 ml
Opis producenta: Świetnie sprawdzi się w trakcie sesji fotograficznych. Możesz go stosować samodzielnie, nadając cerze świeży wygląd lub jako wykończenie makijażu nakładając na podkład. Perfekcyjnie wygładza, maskuje zmarszczki i delikatne niedoskonałości.

Zapewnienia producenta są bardzo obiecujące, musicie to przyznać. Puder jest zamknięty w plastikowym opakowaniu, nie jest to najtwardszy plastik, ale spotkanie z podłogą przeżył. Ma biały kolor, nie transparentny, biały. Testowałam go cały wrzesień, kiedy powoli schodziłam z opalenizny i mój podkład był o ton za ciemny. Wtedy lubiłam to rozjaśnienie. Z dobrze dopasowanym podkładem robi nam się trochę efekt duszka, ale da się to zbalansować bronzerem. Obecnie jest już na wykończeniu i mogę się założyć że połowa wylądowała na podłodze przez to jak mocno się pyli. Efekt na skórze jest matowy, lubi nierównomiernie się rozkładać, np. w załamaniach skrzydełek nosa lubi zostać grubsza warstwa, na szczęście da się ją wymieść. Pod oczami nie specjalnie wygląda. Czy wygładza? Sama nie wiem. Może trochę, bo nie podkreśla struktury skóry.  Podsumowując, produkt jest tani i jest zawsze w Biedronce. Efekt jaki daje nie jest moim ulubionym.




Bell, Chillout, Nude Mat Liquid Lipstick

Cena: 8.99 zł
Opis producenta: Matowe usta w odcieniach „nude” doskonale podkreślają każdy makijaż. Postaw na gładkie, matowe usta w stylowych kolorach z Chillout Nude Mat Liquid Lips. Płynna, zastygająca formuła pomadki pozwala na łatwą aplikację i długotrwały efekt. Nie rozmazuje się oraz nie pozostawia nieestetycznych śladów. Głęboki kolor utrzymuje się na ustach przez wiele godzin. Pomadka nawilża usta, dzięki czemu nie podkreśla suchych skórek.

Opakowanie może nie jest najpiękniejsze jakie kiedykolwiek miałam, ale liczy się środek, który jest bardzo ciekawy. Aplikator jest klasyczny, błyszczykowy, bardzo wygodny, łatwo nim wyrysować usta. Wybrałam nr 1, czyli klasyczny nude. Konsystencją przypomina mus, coś pomiędzy golden rose longstay, a golden rose soft & matte. Bardzo lubię pomadki o suchym wykończeniu, a ta taka jest. Nie wysusza mi ust. Utrzymuje się podobnie, do wspomnianej przeze mnie wcześniej pomadki longstay od golden rose. Bardzo chętnie i często ją noszę. 


Bell, mega lashes mascara long & curly

Cena: 12,19 zł
Nie znalazłam go w internecie, więc nie mogę dodać opisu producenta.  

W ostatnim czasie jakoś mi nie po drodze z tuszami do rzęs. Większość daje po prostu słaby efekt. Niestety z tym jest podobnie. Klasyczna szczoteczka ze spiralnie ułożonymi włoskami fajnie rozczesuje rzęsy. Tusz w konsystencji jest ani za rzadki, ani za gęsty i nabiera się na szczoteczkę w umiarkowanej ilości, więc raczej nie oblepia za mocno rzęs. Według producenta ma wydłużyć i podkręcić rzęsy. Jak dla mnie tego nie robi. O ile podkręcenie jeszcze jestem w stanie zauważyć, to wydłużenia już nie. Przeciętny efekt na co dzień. Przy bardziej spektakularnym makijażu oka rzęsy zwyczajnie giną, gdy są pomalowane tym tuszem.

Dajcie znać czy znacie te produkty i co o nich sądzicie. Jakie kosmetyki Bell polecacie? Jaki jest Wasz ulubiony tusz do rzęs? Jestem już zdesperowana jeśli chodzi o tę kwestię ;).

Co dwie blogerki, to dwie recenzje - lovely milky chocolate z Blonde Kitsune

Co dwie blogerki, to dwie recenzje - lovely milky chocolate z Blonde Kitsune
 Razem z Kamilą z bloga Blonde Kitsune wpadłyśmy na pomysł wspólnego posta. Chcemy zrecenzować jeden produkt, pokazując, że każda z nas wymaga czegoś innego od produktów, zwraca uwagę na inne aspekty, ale też ma inny styl pisania. W naszym przypadku sprawdzają nam się zupełnie różne produkty, więc obiecuję, że potwierdzi się teoria, co osoba to opinia. U mnie będzie recenzja Lovely milky chocolate matte face bronzer, a u Kamili pomadka Maybelline Matte Ink.


Pojemność: 10 g
Cena: 23.69 zł
Skład: Talc, Mica, Polyethylene, Magnesium Stearate, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-1, caprylic/capric Triglyceride, Ethylhexyl Stearate, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Parfum, Hexylene Glycol, Theobroma Cacao Extract, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Tocopherol, Anise Alkohol, Benzyl Benzoate, CI 77492, CI 77499, CI 77163, CI 77491, CI 77891.

Moja opinia: Z bronzerem jest tak, że trzeba do niego dojrzeć. Na początku mojej drogi makijażowej nawet nie myślałam żeby go używać. Byłam świadoma, że łatwo sobie zrobić krzywdę. Po latach testów różnych produktów mogę stwierdzić, że kluczem jest znaleźć dobry produkt i czekoladka nim nie jest. Wiem, że w pierwszych ulubieńcach na blogu, go polecałam, ale dopiero po czasie, gdy zobaczyłam różnicę, jak zachowuje się np. Kobo Sahara Sand, stwierdziłam jaką krzywdę robił mi bronzer lovely. Opakowanie jest ładne i urocze. Na wierzchu wybity ma kształt tabliczki czekolady i nawet pachnie jej aromatem.  Posiadam odcień medium. Mam ciepłą, żółtawą karnację, więc teoretycznie ciepławe kolory w lecie pięknie wyglądają na mojej skórze. Nie w tym przypadku ten jest dużo za rudy. Jeśli nałożymy na prawdę minimalną ilość to jest okej, ale wtedy praktycznie go nie widać. Przy "normalnej" ilości wyglądam jakbym nakładała go palcami bez lusterka. Robi okropne plamy, których nie da się rozetrzeć. Wibo ma dużo lepszy bronzery z wkładów i choose what i want i według mnie, nie ma co się męczyć z tym. Jednakże nie mogę mu odmówić dobrej trwałości i wydajności.

 Opinia Kamili: Hej, hej! Tu Blonde Kitsune, ale dziś gościnnie napiszę wam co nieco tutaj. Dlaczego? A no bo z Glam Girl często sobie rozmawiamy, przyjemnie nam się porusza różne tematy, aż w końcu doszłyśmy do wniosku, że i na blogach skrobniemy coś wspólnie. Spodobał mi się ten pomysł, bo recenzje Glam Girl są konkretne i lubię je czytać, a co ciekawe, często się przy tym nie zgadzamy, nasze odczucia są bardzo odmienne :D
Dziś z mojej strony będziecie mogły poczytać o bronzerze z Lovely w formie czekoladki. Posiadany przeze mnie odcień to Dark Chocolate, jest to ciepły kolor, typowo do ocieplania twarzy. Mnie produkt ten towarzyszy już niemal rok i choć bardzo go lubię, nie jest on niestety pozbawiony wad. Otóż jest za mocno napigmentowany – to, co cieni się przy produktach do oczu, przy kosmetykach do konturowania czy bronzowienia może być zgubne. Nietrudno tu o plamę, za to jej późniejsze roztarcie już może być trudne. Nawet bardzo, czasem kleksy bywają nie do odratowania, także jest to kosmetyk, który wymaga wprawnej ręki. Kiedy jednak już nauczymy się wyczuwać ten bronzer i odpowiednio stopniować go podczas aplikacji, to makijaż staje się bardzo przyjemny – produkt ten pięknie pachnie czekoladą, a zapach jest wyczuwalny nawet po roku „męczenia” czekoladki! Trwałość bronzera jest zadowalająca – u mnie utrzymuje się cały dzień bez żadnego problemu, pod koniec dnia policzki są podkreślone tak samo intensywnie, jak o poranku, po aplikacji. Dodatkowo kosmetyk ten jest niesamowicie wydajny, mimo regularnego stosowania, do denka mu jeszcze daleko i daleko, co w dużej mierze jest też zasługą jego intensywnej pigmentacji – produktu nie trzeba wiele, a w zasadzie im mniej, tym lepiej ;)

Z lewej Chest Nut I choose what i want, z prawej lovely milky chocolate medium
Zderzenie dwóch skrajnych opinii (w naszym przypadku często tak mamy :D). Myślę, że zauważacie różnice nie tylko w treści, ale i formie. W internecie znajdziecie mnóstwo blogów o tematyce beauty, ale wszystkie się od siebie znacznie różnią. Skupiamy się na innych aspektach, inaczej piszemy, dodajemy inne zdjęcia. Potwierdza się stwierdzenie, co osoba to inna opinia, także warto przed zakupem wyszukać opinie różnych osób.

Dajcie znać w którym teamie jesteście, w moim na nie, czy w Kamili na tak ;). Zapraszam Was do odwiedzenia jej stronki, dodaje przepiękne makijaże i bardzo szczegółowe recenzje. Koniecznie przeczytajcie nasz wspólny post o pomadkach Maybelline ;).

Tag 35 pytań urodowo - kosmetycznych by megly

Tag 35 pytań urodowo - kosmetycznych by megly
Ostatnio na blogu Megly znalazłam bardzo fajny tag. A że dawno nie było u mnie tego rodzaju postu, postanowiłam go zrobić.

1. Czy pamiętasz swój pierwszy kosmetyczny zakup?
Moimi pierwszymi zakupami były gadżety z gazet czy mgiełki z Avon'u. A taki pierwszy "prawdziwy" kosmetyk to był tusz do rzęs Catrice. Uwielbiam go do tej pory.

2. Opisz swoją najlepszą maskarę. Czy znalazłaś taką, która spełnia Twoje wymagania?
Jest to Golden Rose Definitive Volume & Length Mascara. Szczoteczka ma kształt klepsydry, bez problemu maluje najmniejsze rzęsy. Tusz ma mokrą konsystencję, nie kruszy się, ani nie odbija. Do tego nie zastyga za szybko. Kosztuje ok. 22 zł. Stosunek ceny do jakości jest świetny!

3. Jaki rodzaj krycia preferujesz w podkładzie?
Krycie to najmniej ważny dla mnie aspekt podkładu, nie mam problemów z cerą, więc go nie potrzebuję. Zdecydowanie bardziej wolę naturalne podkłady jak Healthy Mix.

4. Ulubiona luksusowa marka?
Jak widzicie po moich postach nie gustuję w luksusowych markach bo mi szkoda wydawać pieniądze na drogie kosmetyki. Lubię paletkę morphe i zoevę, mam miniatury clinique. Mam nadzieję, że kiedyś będę sobie mogła pozwolić na luksusowe kosmetyki.

5. Jakie firmy kosmetyczne chcesz wypróbować a jeszcze tego nie zrobiłaś?
Obecnie moim największym kosmetycznym marzeniem są paletki lorac, kosmetyki fenty beauty czy anastasi, ale na razie pozostają w kwestii dalekich marzeń.

6. Ulubiona firma drogeryjna?
W tej dziedzinie jestem specjalistką. Jeśli chodzi o pielęgnację uwielbiam Bielendę i Evree. W dziedzinie kolorówki nie widzę takiej topowej marki. Każda ma dobre i złe produkty. Cenię sobie lovely, wibo czy bourjois, ale i te marki nie wystrzegły się kiepskich produktów.

7. Czy nosisz sztuczne rzęsy?
Uczę się je kleić. Jest ciężko, ale się nie poddaję.

8. Czy jest makijaż, w którym nie wyszłabyś z domu?
Nie ma czegoś takiego. To tylko makijaż, wieczorem go zmywam. Bez eksperymentów nigdy nie będę perfekcyjna.

9. Jaki kosmetyk jest przez Ciebie najbardziej wielbiony?
Myślę, że widać na moim blogu, iż kocham palety cieni. Mam ich jedenaście i chrapkę na więcej. Nie chcę już Was nimi zanudzać, a szkoda mi ich nie opisywać.

10. Jak często kupujesz kosmetyki do makijażu? Czy lubisz kupować od czasu do czasu czy wszystko na raz?
Szczerze mówiąc nie wiem jak często kupuję kosmetyki. Robię zamówienie czy idę do drogerii gdy coś mi się skończy, lub mam ochotę kupić coś nowego. Teraz jestem na detoksie, więc kolorówki nie kupuję wcale, a z pielęgnacji to co mi się kończy.

11. Czy masz "makijażowy budżet" czy kupujesz swobodnie?
Gdybym kupowała swobodnie musiałabym przez cały miesiąc jeść trawę. Muszę sobie określać budżet.

12. Czy wykorzystujesz rabaty, kupony, punkty z kart kupując kosmetyki?
Pewnie, bardzo chętnie je wykorzystuję. Po co przepłacać skoro można kupić coś taniej ;).

13. Jaki typ produktu kupujesz najczęściej?
To co najszybciej się kończy - żel pod prysznic, szampon do włosów, płyn micelarny, czyli klasyka gatunku.

14. Czy jest jakaś firma, której nie możesz znieść?
Nie mam tak, że nie mogę znieść jakiejś marki. Uczula mnie le petit marseilais, więc unikam ich produktów. Nie kupuję też kremów do twarzy z nivea, bo piecze mnie po nich twarz.

15. Czy unikasz pewnych składników w kosmetykach, takich jak parabeny czy siarczany?
Jeszcze kilka tygodni temu powiedziałabym nie, bo nie znam się na składach. Teraz dzięki książce "Sekrety urody Koreanek" i jej rozdziale o składach, już lepiej sobie z nimi radę i wiem czego unikać.

16. Czy masz ulubione miejsce gdzie kupujesz kosmetyki do makijażu?
Często kupuje je w drogerii Laboo, bo mam do niej blisko, albo w Rossmannie, ponieważ często są tam fajne promocje i znajdę tam marki jak Lovely czy Wibo.

17. Czy lubisz próbować nowych kosmetyków pielęgnacyjnych czy trzymasz się rutyny?
Kiedyś jak jeszcze nie interesowałam się tak bardzo kosmetykami to używałam tylko ziai, a konkretnie serii z liści manuka. Teraz szybko mi się nudzą kosmetyki i wolę kupić coś nowego, co mogę też Wam zrecenzować. Gdy kupuję kolejne opakowanie tego samego produktu, to musi znaczyć, że się świetnie sprawdza ;).

18. Ulubiona marka do ciała i do kąpieli?
Do ciała najlepsze jak dla mnie produkty ma the body shop, a do kąpieli uwielbiam original source, choć już dawno nie miałam ich produktów.

19. Gdybyś mogła kupować kosmetyki tylko z jednej firmy to jaka by to była?
To bardzo ciężkie pytanie, bo nie znam marki, która miałaby fajny kosmetyk z każdej kategorii. Myślę, że wybrałabym Kobo. Marka ta współpracuje z Danielem Sobieśniewskim, wizażystą uczącym w pro makeup academy, przez co jest bardzo użytkowa i wpisuje się w potrzeby każdej kobiety. Ich podkłady mają żółte tony idealne dla Polek. Mają też wiele palet do oczu i twarzy. Bez problemu znalazłabym u nich dobre kosmetyki z każdej kategorii.

20. Jaka firma ma według ciebie najlepsze opakowania?
Z tego co obserwuję oglądając nowości to stwierdzam, że najlepsze opakowania ma too faced. Są słodkie, ale i porządne. Bardzo mi się podobają. Może kiedyś coś tej marki wpadnie w moje ręce.

21. Jaka celebrytka ma zawsze perfekcyjny makijaż?
Oczywiście obserwuję świat celebrytów, przez czytanie kolorowych gazet, ale muszę przyznać że nie przyglądam się ich makijażom. Obejdę to pytanie wymieniając moją ulubioną youtuberkę, mającą zawsze perfekcyjny makijaż. Jest to Zmalowana. Jestem pod wrażeniem jej umiejętności, żadna inna youtuberka nie dorównuje jej pod tym względem.

22. Czy należysz do jakiejś internetowej, makijażowej społeczności? Co myślisz o makijażowej blogo/vlogo sferze?
Należę do facebookowej grupy świat pędzli, która jest genialna. Możecie tam pochwalić się swoimi pracami, doradzić co poprawić, a nawet kupić oryginalne kosmetyki z zagranicy, bądź sprzedać swoje, używane. Jeśli chodzi o drugą część pytania, myślę, że tutaj wyraziłam się bardzo jasno co sądzę o blogosferze. Z vlogosferą nie mam do czynienia, więc się nie wypowiadam.

23. 5 ulubionych urodowych guru
1. Zmalowana
2. NikkieTutorials
3. Maxineczka
4. PannaJoanna
5. Lamakeupebella
6. Aleksandra Kłos (taki bonus, nie mogłam o niej nie wspomnieć ;))

24. Czy lubisz produkty wielozadaniowe tak jak stainy do ust i policzków?
Wychodzę z założenia, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. A stainów to jeszcze bardziej nie lubię. Są bardzo mocno napigmentowane, więc ciężko tego używać na policzki, a na usta się nie nadają bo są zbyt wodniste.

25. Czy jesteś niezdarna podczas nakładania makijażu?
Raczej nie, oczywiście zdarza mi się dzień, kiedy nic nie wychodzi, ale na szczęście produkty nie wypadają mi z rąk i jeszcze nic nie zniszczyłam. Oby nic takiego się ie wydarzyło.

26. Czy używasz bazy pod makijaż, na oczy?
Pod makijaż używałam bazy z Bielendy, a gdy się skończyła zaczęłam używać toniku. Na oczy nie używam typowej bazy, ale korektor.

27. Jak dużo produktów do włosów używasz w typowy dzień?
Przed snem myję włosy szamponem, później nakładam maskę. Na wysuszone ręcznikiem włosy nakładam balsam do włosów. Rano nakładam piankę do włosów i spray do termoochrony na grzywkę przed prostowaniem. Sporo produktów jak na jeden dzień, ale tego wymagają moje kręcone i suche na końcach włosy.

28. Co pierwsze nakładasz korektor czy podkład?
Najpierw nakładam podkład. Oglądam sporo youtube, ale nie widziałam żeby ktoś nakładał najpierw korektor, chyba że taki do korekcji.

29. Czy myślałaś kiedyś nad lekcjami z makijażu? 
Pewnie, że myślałam. Lubię się rozwijać, bardzo chętnie bym skorzystała z lekcji makijażu zwłaszcza w pro makeup academy. Kiedyś na pewno się za to wezmę.

30. Jakiego makijażowego trendu nigdy nie rozumiałaś?
Brwi piórka, może w jakiś artystycznych makijażach to jeszcze jest do przejścia, ale na co dzień, nie wyobrażam sobie ani tak chodzić, ani kogoś zobaczyć w takim look'u.

31. Jaką radę dałabyś początkującym?
Technikę wyrób sobie oglądając filmiki na youtubie i ćwicząc na sobie, a kolory dobieraj według własnego uznania. No i nie koniecznie słuchaj youtuberek we wszystkim, pamiętaj przede wszystkim o tym czego potrzebuje Twoja skóra. Znasz ją najlepiej.

32. Co myślisz o tanich i drogich kosmetykach?
Myślę, że tanie nie znaczy gorsze, a drogie lepsze. Nie stać mnie na drogie, więc wyszukuję fajne produkty wśród tanich. Kiedyś może będę mogła sobie pozwolić na droższe, to będę się starać wystrzegać kupowania marki, a nie produktu.

33. Jeśli mogłabyś nałożyć na twarz tylko i wyłącznie 4 produkty to jakie by to były?
Podkład, tusz do rzęs, bronzer i rozświetlacz, czyli mój standardowy makijaż. Kogoś może zdziwić brak produktu do brwi, ale na co dzień rzadko ich używam, oszczędzam czas, a poza tym mam grzywkę i i tak ich nie widać ;).

34. Jak to się stało, że zainteresowałaś się makijażem? 
Pamiętam to jak dziś, gdy moja siostra zaczęła oglądać Maxineczkę i przez bity miesiąc cały czas o niej gadała. Ja oczywiście się z niej śmiałam, ale w końcu mnie wciągnęła i razem ją oglądałyśmy. Teraz po upływie kilku lat, oglądam wiele innych kanałów, a i sama mam kosmetyczny kącik w internecie, dzięki którym poznałam wiele świetnych osób.

35. Co kochasz w makijażu? Co znaczy dla Ciebie makijaż?
Kocham w makijażu to, że to tylko makijaż, który zmywam wieczorem i nikt za kilka lat nie będzie pamiętał że coś takiego się wydarzyło. Za to, że to tylko zabawa i dzięki makijażowi mogę być kim tylko zechcę.


To już wszystkie pytania. Myślę, że były fajne i wartościowe, dlatego nominuję do tego tagu wszystkich czytających. A w komentarzach podzielcie się czym dla Was jest makijaż i jak zaczęła się Wasza przygoda. Jestem też ciekawa jakiej jednej marki używałybyście do końca życia :).

Denko - wrzesień 2018

Denko - wrzesień 2018
W ostatnim czasie denko idzie mi bardzo dobrze, zużywam mnóstwo produktów. Powoli pozbywam się końcówek produktów, które leżały mi w łazience jakiś czas. Opłacają się co miesięczne porządki, bo i tym razem w zestawieniu znajdą się przeterminowane produkty.

Loreal elseve color - vive szampon i odżywka ochronne

Dobrze wiecie, że bardzo lubię szampony Loreal'a a zwłaszcza serię elseve. Oba produkty mają za zadanie jak najdłużej utrzymać kolor jak zaraz po farbowaniu. Szampon jest okej, porównałabym go do tego z serii arginine resist x3, ponieważ równie dobrze myje, a nie zauważyłam jakiegoś szczególnego wpływu na kolor. Odżywka jest fajna do codziennego użytku, ale też nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. To dobre produkty, ale znam lepsze.

Insight loss control shampoo fortificante fortifying shampoo

Jego dużym plusem jest pompka. Jest to dużo bardziej wygodna forma aplikacji. Dość dobrze oczyszcza włosy, odświeża je. Po dłuższym stosowaniu trochę przeciążył mi włosy. Za te 40 zł miałabym prawie 4 szampony joanny, które uwielbiam. 

Kallos Pat Iron Spray 

Wyrzuciłam go ze względu na przeterminowanie się. Prostuję tylko grzywkę i nie chce mi się rano bawić z termoochroną. I tak używam wiele produktów na włosy. Mam ten płyn od kilku lat i nie widziałam w nim jakiegokolwiek działania, ale chyba się tego nie da zauważyć :D. Warto mieć taki produkt w szafce nie tylko do prostowania, ale i suszenia i kręcenia. Może choć trochę ochroni włosy przed temperaturą. Następnym razem poszukam produktu o dużo mniejszej pojemności ;).

Elancyl Slim Design

Elancyl kojarzę głównie z mamusiowych produktów przeciw rozstępom, które stosowała moja siostra. Są to drogie produkty i dość skuteczne. Choć ja nadal uważam, że skłonność do rozstępów dziedziczy się po mamie. Tutaj antycellulitowy balsam, który dość dobrze się sprawdził. Nie za rzadka konsystencja, łatwe rozprowadzanie i w miarę widoczny efekt napięcia i ujędrnienia skóry.

Evree body balm, instant help, balsam ratunek dla ciała

Najlepiej nawilżający balsam jaki miałam. Naprawdę świetnie regeneruje wysuszoną skórę. Mrozy mi już nie straszne :D. Ma dość mocny, długo utrzymujący się zapach, który jest dość specyficzny i nie wszystkim się spodoba ;). Na zimę ideał!

Rituals, The ritual of Ayurveda, musujący żel pod prysznic

Kolejny produkt z tej serii jaki posiadam. Jedna pompka wystarcza na pokrycie całego ciała. Jest bardzo wydajny. Aksamitna pianka przepięknie pachnie. Zapach otula ciało na długi czas. Jestem bardzo zadowolona z kosmetyków rituals.

Biały Jeleń, hipoalergiczny żel pod prysznic, naturalny

Żel ten nie ma zapachu, dzięki czemu jest mniejsze ryzyko wystąpienia alergii. Jest bardzo delikatny dla skóry. Lubię go stosować gdy jakiś produkt mnie uczuli, w celu uspokojenia jej stanu.

Baby dream, oliwka pielęgnacyjna

Tak jak w poprzednich edycjach denka i tutaj znalazła się oliwka. Bardzo przydaje się do mycia pędzli. Bardzo mała ilość skutecznie usuwa podkład czy inne tłuste produkty.

Nuxe, multifunkcyjny suchy olejek, Huile Prodigieus

Olejki Nuxe są bardzo popularne. Lubię tę formę, ale nie do ciała. Tłustawy olejek spływa po rękach, ciężko go okiełznać. Mimo, to muszę przyznać, że dość szybko się wchłania i fajnie zmiękcza skórę. Przez nedogodności przy aplikacji raczej do niego nie wrócę.

Eveline, hialuronowy płyn micelarny

Na jakiś czas zdradziłam Garniera. Płyn jest duży - ma 500 ml, jest bardzo wydajny. W działaniu wydaje się być podobny do mojego ulubieńca. Dość dobrze zmywa makijaż, nie szczypie w oczy. Obecnie znalazłam w Biedronce wielką pojemność Garniera, którego używam już od miesiąca i mam go ponad pół. Także nie planuję przerzucenia się na Eveline.

Evree, Soda clean, puder do mycia twarzy, truskawka

Dostałam trochę tego produktu do przetestowania i wreszcie mogę się o nim wypowiedzieć. Proszek mieszałam z wodą, na ręku i taką maź nakładałam na twarz, przy okazji robiąc masaż. Produkt fajnie oczyszcza. Szczerze mówiąc u mnie wszystkie produkty tego typu działają na tej samej zasadzie - fajnie usuwają zanieczyszczenia dnia, odświeżają, zmiękczają. Tutaj forma aplikacji mnie trochę pokonała. Nie chciałoby mi się przez dłuższy czas tak się bawić :P.

Eveline, Maseczka oczyszczająco - detoksykująca, aktywny węgiel

Tak jak widać, maseczka ma ciemno szary kolor. Bardzo szybko zastyga, jest na bazie węgla, więc skutecznie oczyszcza i ściąga sebum z twarzy. Ma dość kontrowersyjny zapach, na szczęście niezbyt mocno wyczuwalny. W wakacje i we wrześniu, gdy moja skóra jeszcze się przetłuszczała, a nie wysuszała, sprawowała się dobrze.

MD Selections hyaluronic & ferulic hydrating serum

Na amazonie kosztuje 25 dolarów, całkiem sporo. Jakością porównywalne jest do serum Lancome. To znaczy lepi się, przez co dobrze trzyma makijaż. Fajnie przygotowuje skórę pod dalsze etapy nawilżania. Takiej ceny na pewno nie jest warte.

W7, Lip Balm

Jakiś czas temu w poście z aktualizacją pielęgnacji pisałam Wam, że ten balsam nie robi na mnie wrażenia i nie mogę się doczekać kiedy go zużyję i wyrzucę. Jakiś czas później ten tandetny plastik pękł i opakowanie otworzyło się z drugiej strony. Cieszę się, że w końcu się go pozbyłam z czystym sumieniem :D.

Bebeauty, płatki kosmetyczne

Stały element każdego denka. Chyba nie muszę ich nikomu przedstawiać. Jak jakimś cudem nie znacie ich to polecam się zaopatrzyć. Tanie i dobre!

I to już wszystkie produkty na dziś. Myślę o zmianie formy denka. Mam coraz więcej zużytych produktów i mam wrażenie, że te posty są za długie. Zauważyłam też, że niezbyt interesują Was tematy projektu pan, więc będę zamieszczać aktualizację na moim instagramie. Ograniczę się do pojedynczych postów, raz na kilka miesięcy z pokazaniem nowego zestawu do zużycia i podsumowania poprzedniego. Jak uzbieram większą ilość nowości to pojawi się haul, a wiem, że je lubicie. Dajcie znać, które z tych produktów znacie :).
Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger