TOP 10 - wakacje 2018

TOP 10 - wakacje 2018
Wakacje niestety zleciały bardzo szybko. Pogoda bardzo dopisała i szczerze mówiąc rzadko się malowałam, dlatego dzisiejsi ulubieńcy w większości składają się z pielęgnacji.


1. Soraya body diet 24, antycellulite anti - glycation moisturizing body serum

Bardzo fajny balsam na lato. Ma rzadką, żelową konsystencję i przyjemny zapach. Bardzo łatwo się rozprowadza i szybko się wchłania. Do tego bardzo dobrze nawilża. Świetnie mi się sprawdzał, gdy na szybko tuż przed wyjściem wysmarowałam się balsamem, a on zapewniał mi nawilżenie i zdrowy blask skóry. Wykorzystałam kilka próbek i jestem z niego bardzo zadowolona. Do ulubieńców trafiła ta wersja, a nie fioletowa, ponieważ jak dla mnie ma lepszą, ciekawszą konsystencję. 

2. Conny animal mask, panda

Osobna recenzja tej maseczki pojawiła się tutaj. Rzadko kiedy maseczka w płachcie podoba mi się do tego stopnia by umieścić ją w ulubieńcach. Ta zasługuje na miejsce tutaj. Oczywiście ma zabawny nadruk pandy, ale to powoli staje się normą, nie tym mnie zachwyciła. Bardzo spodobał mi się efekt jaki dała. Dzięki temu że trzymałam ją w lodówce wzmogłam efekt chłodu na skórze. Standardowo wygładza, zmiękcza, nawilża, a nawet rozświetla skórę. Najlepsze w niej to, że efekt utrzymuje się dłużej. Na prawdę widać różnicę po jej zastosowaniu.


3. Perfecta sleep mask super aqua booster, całonocna maska


Kolejna maseczka. Jednak wakacje sprzyjają relaksowi za ich pomocą. Dokładną recenzję,  skład i zdjęcie konsystencji możecie znaleźć tutaj. Trafiła do top 10, ponieważ za każdym razem jestem zachwycona efektem jaki widzę rano w lustrze, po jej zastosowaniu. Sprawia, że skóra wydaje się być wypoczęta, nawilżona, gotowa do wyzwań dnia. 

4. Ziaja med kuracja antybakteryjna - pasta myjąca

Jak zawsze musi się pojawić coś czego recenzja dopiero się pojawi :D. Zupełnie zapomniałam żeby ją opublikować. Przedstawiam Wam, mój nowy ulubiony peeling. Ma konsystencję pasty i zawiera drobne, przypominające piasek drobinki. Przeznaczona do skóry tłustej, ale w mojej mieszanej też się sprawdza. Mimo, że drobinki są małe, to są dość ostre i nie wszystkim się sprawdzi, dlatego lepiej wypróbować najpierw próbkę. Polecam używać raz w tygodniu, a potem zadbać o porządne nawilżanie. Jak dla mnie to mocny zdzierak.

5. Zoeva matte

Gdy zdarzało mi się robić makijaż, zawsze wybierałam tę paletkę. Ciepła kolorystyka sprzyja wakacyjnym, kolorowym makijażom. Cienie są świetnie napigmentowane, czasami się osypują, ale bardzo delikatne. Da się nią zrobić wiele, przeróżnych makijaży. Bardzo lubię się bawić cieniami Zoevy.

6. Loreal Brow Artist Paradise Extatic Pomade 

Moja pierwsza pomada w życiu. Brwi są moją zmorą, żyją swoim życiem. Czasami staram się je okiełznać. Z pomadą łatwo przesadzić (jest tak mięciutka, że przyjemnie się dokłada i dokłada), ale gdy się nałoży ją z umiarem uzyskujemy ładnie wyrysowany kształt z dobrze utrwalonymi włoskami. Ma ładny, chłodny kolor, idealny dla ciemnych brunetek. Dołączonym aplikatorem fajnie się pracuje. Nie mam zastrzeżeń.

7. Eveline odżywka utwardzająca z diamentami

Używałam jej już kiedyś, ale dopiero teraz zachwyciła mnie do tego stopnia, by tu trafić. Aplikator i konsystencja są standardowe. Nie ma tu o czym gadać. Zapach jest dość mocny, może niektórych drażnić, mi zaś nie przeszkadza. Już po jednej warstwie paznokcie są twarde jak skała. Producent zaleca by zastosować kurację, co dzień nakładać jedną warstwę przez kilkanaście dni, potem zmyć i ponowić kurację za jakiś czas. Ja nałożyłam jedną warstwę i noszę ją już dwa tygodnie. Moje paznokcie nigdy nie były twardsze. Świetna sprawa, gdy hybrydy nie co zmiękczą płytkę ;).

8. Do wszystkich chłopców, których kochałam 

Lara Jean, zwyczajna nastolatka z niezwyczajnym upodobaniem. Gdy się zakocha tak mocno, że nie wie co zrobić. Pisze do tego chłopaka list miłosny, przy pomocy którego wyznaje swoje uczucia i zostawia je za sobą. Do tej pory napisała 5. Co się dzieje, gdy listy tajemniczo giną i zostają wysłane do odbiorców, którzy nigdy nie mieli poznać ich treści, a jednym z nich jest były chłopak siostry? 

Bardzo fajna, komedia Netflix'a. Lekka, zabawna, z fajną obsadą aktorską. Nie mogłam się zdecydować czy umieścić tu film, czy książkę. Padło na to pierwsze, bo jeszcze nie skończyłam czytać całej serii. Jak się będziecie nudzić w pewien długi jesienny wieczór, polecam go obejrzeć :).

9. The Kissing booth

Budka z całusami to kolejna polubiona przeze mnie producja Netflix'a. Elle i Lee to dwójka najlepszych przyjaciół. Znają się od urodzenia, dzielą pasje i bardzo dobrze się rozumieją. Czy przyjaźń przetrwa gdy oboje się zakochają, a ona przy okazji złamie kodeks przyjaźni umawiając się z jego bratem? 

Równie lekka i przyjemna komedia. Jeszcze nie czytałam książki, ale mam to w planach :).

10. Taco Hemingway - Fiji

Wahałam się między 'Fiji' Taco, a 'Różowym winem' Feduka & Allj. Wygrała pierwsza piosenka, bo katowałam ją troszeczkę bardziej. 

Jak zawsze czekam na Wasze komentarze, w czym podzielacie moje zachwyty, a z czym polemizujecie ;)

Denko - wakacje 2018

Denko - wakacje 2018

 Przez to, że nie zrobiłam denka pod koniec lipca zebrało mi się 21 produktów, akcesorium, 4 maski i 25 próbek. Całkiem nieźle ;).


                          
  1. Kallos peach conditioner shampoo (8 zł) - jego pojemność (1l) jest zabójcza. Bardzo ciężko go zużyć. Ładnie pachnie pomarańczą, ma nie co gęstszą konsystencję i dobrze się pieni. Po dłuższym stosowaniu przetłuszczał mi włosy. Dobrze mył, ale nie nawilżał zbyt rewelacyjnie. Pod koniec zużyłam go do mycia pędzli, dzięki czemu były miększe niż po stosowaniu mydła. Nie kupię ponownie.


2. Head & Shoulders przeciwłupieżowy szampon dla mężczyzn (12.99 zł) - używałam go gdy przesadziłam z suchym szamponem i pojawił mi się delikatny łupież. To najlepiej myjący szampon jaki znam. Dobrze sobie radzi z delikatnymi problemami skórnymi. Jedyny minus to fakt, że niestety wypłukuje farbę.



3. Joanna ultra color system szampon do włosów blond (6.50 zł) - nie wierzę, że ten szampon jest aż tak tani. Świetnie wspomaga utrzymywanie zimnego koloru, w dodatku nawilża włosy. Butelka starcza mi na ok. półtora miesiąca. Nie wyobrażam sobie bez niego pielęgnacji włosów.

4. Loreal elseve arginine resist x3 (13 zł) - stały bywalec denka, tak samo jak powyższy egzemplarz. Ładnie pachnie, dobrze się pieni, pozostawia włosy nawilżone i bardzo dobrze je czyści. Nie spłukuje farby aż tak jak head & shoulders, ale nie jest dedykowany włosom farbowanym, więc to normalne że osłabia kolor.

  


5. Jantar bursztynowa odżywka do włosów (10 zł) - stosowana na końce jest spoko, ale nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia. Nie kupię jej ponownie.

6. Luseta keratin smooth hair mask (36 $) - maska do włosów mojej siostry, nawet nie wiem skąd ją ma, znalazłam ją albo na stronie producenta, albo na amazonie. Bardzo dobrze nawilża, ale niestety jest trudno dostępna.



7. Dove nourishing secrets (21.99 zł) - ładnie pachnie lawendą, ma delikatny różowy kolor i żelową konsystencję, jedwabistą w dotyku. Dobrze się pieni i myje.

8. Palmolive naturals exotic orchid żel pod prysznic (9 zł) - pachnie kwiatowo, ma bardziej kremową, ale i gęstszą konsystencję. Dobrze myje i mocno się pieni, dzięki czemu nadaje się do depilacji.


9.  Nivea balsam do ciała ukojenie i pielęgnacja (20 zł) - opisywałam go tutaj. Obecnie wolę masła, więc póki co nie kupię go ponownie.

10. Bioderma apres soleil (52 zł) - emulsja po opalaniu. Używałam jej za każdym razem, gdy spędzałam długi czas na dworze. Daje uczucie ulgi, koi skórę i ją nawilża. Idealny produkt na lato.


11. Hipp oliwka pielęgnacyjna (13 zł) - obecnie używam jej dość często, głównie mieszając z wodą i stosując jako olejek do opalania. Świetnie sprawdza się przy myciu pędzli, a także jako olejek do ciała po kąpieli, by nawilżyć skórę.

12. Bondi sands liquid gold (15 euro) - ja nie używam samoopalaczy, ten wrzuciła mi do pudełka z denkiem siostra. Chwaliła go sobie. 


13. Garnier, płyn micelarny do skóry normalnej i mieszanej (18 zł)
14. Garnier płyn micelarny do skóry wrażliwej (18 zł)

Obecnie to moje ulubione płyny micelarne. Bez znaczenia, którego używam oba są świetnej jakości. Dobrze zmywają makijaż i nie podrażniają oczu.


15. Ziaja med, kuracja lipidowa, fizjoderm, żel (10 zł) - delikatna, trochę tłusta formuła, wydaje mi się, że lepiej sprawdzi się osobom z suchą skórą. Dla mnie średni.

16. Biotaniqe macro hydro therapy pure detox charcoal cleanser (14.99 zł) - recenzja tutaj



17. Hibiskusowy tonik do twarzy Sylveco (15 zł) - bardzo fajny, żelowy tonik. Delikatne ściąga skórę, ale wybaczam mu to. Z pewnością kupię ponownie.

18. Bielenda super power mezo serum (27 zł) - robiąc aktualizację mojej pielęgnację zapomniałam o serach, o tym i miniaturce lancome. Obecnie nie wyobrażam sobie bez nich pielęgnacji. Stosuje je pod makijażem, oraz przed krem w trakcie wieczornego rytuału.


19. Lady speed stick (10 zł) - preferuję kulki, a nie spray'e. Ten też się dobrze sprawdził. Zostaję jednak przy nivea, bo ma wygodniejszą, bardziej okrągłą kulkę. Jestem do niej przyzwyczajona i nie mogę się przekonać do bardziej podłużnej formy.


20. Bebeauty, płatki kosmetyczne (2.99 zł)
21. Cien, płatki kosmetyczne (3 zł)

Pierwszy raz miałam te z lidla i czasami się rozwarstwiają. Pozostanę przy biedronkowych.

 Maskę Conny recenzowałam tutaj.  Reszta pojawi się w zbiorczej recenzji, mam nadzieję, że za niedługo. Mam wiele pomysłów na posty i zdecydowanie zbyt mało czasu na realizację.

Do tego wykorzystałam 25 próbek. Większość już zrecenzowałam. Pojawi się jeszcze jeden post ze zbiorczą recenzją bodajże 6 ciekawych próbek.


I to już wszystko w dzisiejszym denku. Mam nadzieję, że dobrnęłyście do końca. Piszcie czy znacie któryś z produktów.

Moja pielęgnacja - lato 2018

Moja pielęgnacja - lato 2018
Lato przemija, a ja zupełnie zapomniałam by zaktualizować moją pielęgnację. Dzisiaj nadrabiam te zaległości! :)


Poranek zaczynam od umycia twarzy pianką do mycia twarzy UnderTwenty (17.99 zł). Produkt przepięknie pachnie arbuzem, dwie pompki pianki wystarczają na pokrycie twarzy i dokładne jej umycie. Jest to lekki produkt, świetnie spisujący się rano, na obudzenie się. Porów sam w sobie nie oczyszcza, ale sprawia, że skóra jest gładka i miękka.


Makijaż zmywam niezawodnym płynem micelarnym Garniera dla skóry wrażliwej (19 zł). Zawsze do niego z przyjemnością wracam. To jedyny płyn, który nie podrażnia mi oczu. Jest delikatny, ale dobrze usuwa makijaż, również wodoodporny, choć przy nim trzeba dłużej przytrzymać wacik przy oczach czy ustach. By dopełnić demakijaż używam Biotaniqe macro hydro therapy pure detox charcoal cleanser (14.99 zł). Jest to gęsty, ciemny żel, który po wmasowaniu w skórę zmienia się w szarą piankę. Po jego użyciu mam 100% pewności, że na twarzy nie pozostał żaden makijaż.


Do tonizacji używam hibiskusowego toniku do twarzy Sylveco (15 zł). Ma on żelową konsystencję, czerwony kolor i delikatny, ale bardzo ładny zapach. Czuć po nim delikatne uczucie ściągnięcia, ale i tak zawsze używam po nim kremu, więc mi to nie przeszkadza.


Jako krem stosuję Tołpa, green oils, nawilżający krem wygładzający (22.99 zł), którego niestety zapomniałam ułożyć na poniższym zdjęciu, ale jest na pierwszym jeśli jesteście ciekawe jak wygląda. Jest gęsty, jak nałożę go więcej to czasami robi smugi, ale nawet gruba warstwa dość szybko i dokładnie się wchłania. Pod oczy używam odżywczy krem pod oczy Vianek (pełna wersja kosztuje 25 zł). Mimo iż posiadam próbkę używam jej od około tygodnia, w końcu nie używamy go zbyt dużo, a próbka zawiera jego sporą ilość. Raz, albo dwa w tygodniu zamiast kremu używam nocnej maseczki Perfecty (10 zł), którą recenzowałam tutaj.


Nie zapominam też o pielęgnacji ust. Obecnie staram się zużyć W7 lip bomb!. To chyba najsłabszy ze wszystkich balsamów jakie miałam. Fatalnie nawilża, a jak na złość nie mogę go zużyć, mimo codziennego użytkowania od dobrego pół roku :(.

Oczywiście nie zapominam o złuszczaniu twarzy, ale wciąż używam perfecty, więc nie chciałam Was zanudzać. Obecnie moja pielęgnacja jest krótka, nie zawiera jakiejś spektakularnej ilości produktów, ale jak dla mnie jest wystarczająca. W lecie nie mam ochoty na nakładanie miliona produktów, bo o tej porze roku, moja skóra jest mniej wymagająca. W tym roku nie zapomnę i w okolicach października/listopada na pewno pojawi się aktualizacja z jesienno-zimową pielęgnacją, bo jest totalnie różna od tej którą przedstawiłam dzisiaj. Z ilu produktów składa się Wasza pielęgnacja? Macie ulubieńców wśród produktów które pokazałam?

TOP 4 do zachowania zimnego koloru włosów. Gwarantuje sukces!

TOP 4 do zachowania zimnego koloru włosów. Gwarantuje sukces!
Każda farbowanych włosów chce by jej włosy jak najdłużej zachowały kolor, jak tuż po farbowaniu, by były zimne i lśniące. Mam taki problem, że po około 2 tygodniach, czyli 6 myciach kolor ombre z ciemnego brązu zmienia się w żółty. Więc gdy kilkam tygodni temu na nowo pofarbowałam końcówki postanowiłam o nie lepiej zadbać i potestować kilka produktów do włosów farbowanych. Wszystkie mi się sprawdziły i dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć jak zadbać o nowy kolor włosów.


Niebieski szampon 

Mocno czyszczące szampony jak np. Head & Shoulders "zdzierają" farbę z włosów, przez co kolor wypłukuje się bardzo szybko. Ja myję włosy co dwa dni - 3 razy w tygodniu. Dbając o mój kolor dwa razy w tygodniu używałam Stapiz, Sleek Line, Repair & Shine, Szampon z jedwabiem do włosów blond (6 zł). Jest to szampon o intensywnie niebieskim kolorze, dla dobrego efektu trzymajcie go na włosach kilka minut (w przypadku brązowych włosów, w przypadku blondu uważajcie by nie zafarbować sobie włosów na niebiesko). Pieni się w miarę okej. Nie nastawiajcie się na jakieś nawilżenie, bo tu nie daje rady, muszę się posiłkować maską albo odżywką do włosów.


Jako, że Stapiz ma małą pojemność i szybko mi się skończył zamieniłam go znanym i lubianym przeze mnie Joanna ultra color system shampoo (6.50 zł). Ten ma gęstszą konsystencję i równie mocno niebieski kolor. Trzymam do kilku minut, by włosy dobrze załapały kolor. Ten daje trochę więcej nawilżenia włosów, włosy są o wiele miększe ale i tak odżywka jest niezbędna.



Wypłukać ciepłe, żółte tony we włosach 

Płukanki to rzadkie, wręcz wodniste produkty, o mocnych kolorach, są w stanie zafarbować ręce i ubrania, trzeba być przy nich uważnym. Na szczęście nie brudzą wanny, ani miski. Na naklejce są podane zalecane proporcje, ja wlewam produkt na oko. Najpierw moczę  włosy w misce z wodą rozrobioną z płukanką, a po ich umyciu spłukuję tą samą wodą. Przy blondach uważajcie, by nie przetrzymać włosów w płukance, bo na 100% zafarbują się Wam na dany kolor, a chodzi tu głównie o załapanie poświaty tego koloru. Poświata po płukance utrzymuje się przez kilka myć.  Znajdziecie przeróżne kolory - srebrna, różowa, fioletowa, niebieska. Szara najlepiej ochłodzi kolor, a różowa przepięknie wygląda na jasnych włosach. Są tanie jak barszcz i mega wydajne. Używałam ich kilkanaście razy, a i odlałam trochę znajomym, by przetestowały, a ubyło ich malutko. O moich dowiedziałam się od Lamakeupebella. A są to płukanki Delia Cameleo (8.20 zł).




I to tyle. Przy tych produktach i zalecając się do moich wskazówek, myślę, że nie będziecie miały problemu z utrzymaniem zimnego koloru, niczym tuż po koloryzacji. Dajcie znać jak Wy dbacie o swoje włosy i czy znacie te produkty.
Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger