Bielendowe love - carbo detox, lift czy różana - krem z której serii jest najlepszy?

Bielendowe love - carbo detox, lift czy różana - krem z której serii jest najlepszy?

Bielenda, Carbo detox, nawilżająco - matujący krem węglowy do twarzy

Krem ten ma rzadką konsystencję. Jego kolor jest czarny, rozsmarowuje się w szary, trochę go widać na twarzy. Jest lekki, raczej nie nadaje się na noc, bardziej pod makijaż. Wykończenie określiłabym jako matujące, nie znajdziemy tu za dużo nawilżenia. Poleciłabym go mieszanym i tłustym skórom pod makijaż, jako krem na dzień. Czy kupię pełnowymiarowy produkt? Póki co nie, ja używam pod makijaż tonik, nie krem. A na wieczór oczekuję czegoś mocno nawilżającego, czego nie spełnia ten produkt.


Bielenda lift, liftingująco - nawilżający krem przeciwzmarszczkowy

Kremy przeciwzmarszczkowe mi jeszcze nie potrzebne, ale chciałam przetestować ten produkt ze względu na fakt, że lubię Bielendę. Jego konsystencja jest gęsta, ma biały kolor i rozprowadza się na twarzy tępo, zostawia smugi. Pachnie babcino, ale jedna z wizażanek określiła, że pachnie perfumami z wysokiej półki, nie wiem, nie znam się :).  Mi się nie podoba i go nie kupię.


Bielenda, Rose Care, nawilżający krem różany do skóry suchej

Krem ten ma biały, półprzezroczysty kolor. Pachnie delikatnie różami, nie jest to mdły zapach, nie jestem zwolenniczką róż, a ten mi nie przeszkadza. Konsystencja jest żelowa, dobrze się rozprowadza, bez smug. Dość szybko się wchłania. Zostawia cerę gładką i nawilżoną. Myślę, że daje efekt dobrze przygotowanej skóry pod makijaż. Krem zostawia lepką warstwę, która dobrze trzyma podkład. Wykorzystałam dwie próbki jakie miałam i jestem z niego zadowolona. Jest fajny.

Uwielbiam produkty Bielendy, a kremy to już w szczególności. Robiąc zestawienie na pierwszym miejscu splasowałam różany, później węglowy, bo nie był aż tak zły. Na ostatnim miejscu wylądował krem z serii lift. Testowałyście któryś z kremów? Jak Wam się sprawdziły?

Z dziennika serialomaniaczki #prettylittleliars

Z dziennika serialomaniaczki #prettylittleliars
Dzisiejszym postem chciałabym rozpocząć serię "Z dziennika serialomaniaczki". Zdecydowałam się na pisanie tej serii, ponieważ przerobiłam sporo seriali i chętnie je zrecenzuje dla Was. 


Pretty little liars

Serię zaczynam od pretty little liars, ponieważ był to pierwszy serial jaki zaczęłam oglądać, a także najlepsza produkcja jaką do tej pory obejrzałam. Powstał na podstawie książek o tym samym tytule (po polsku: słodkie kłamstewka) autorstwa Sary Shepard. Przeczytałam od deski do deski i muszę przyznać, że w serialu zawarto tylko ogólny zarys fabuły książki. Serial miał premierę 8 czerwca 2010 r. Zyskał wielu sympatyków, co udowadniają liczne nagrody - 15 wygranych oraz 23 nominacje.

Dane ogólne

Gatunek: dramat obyczajowy, thriller, detektywistyczna
Kraj produkcji: Stany Zjednoczone
Oryginalny język: angielski
Twórca: I. Marlene King
Główne role: Lucy Hale, Ashley Benson, Shay Mitchell, Troian Bellisario, Sasha Pieterse.
Długość odcinka: 40 minut
Liczba sezonów: 7
Ilość odcinków w sezonie: 20/25 

Opis fabuły

"Rosewood to małe miasteczko – nikt nie podejrzewał, że kryje ono tak wiele tajemnic. Te najgorsze należą do grupy najładniejszej dziewczyny w mieście – Alison. Członkiniami są: Aria, Spencer, Hanna i Emily. Alison, liderka grupy, zniknęła w tajemniczych okolicznościach, a reszta dziewcząt przysięgła, że nigdy nie wyjawią co tak naprawdę się wtedy stało. Sekret miał zacieśnić ich więzi, jednak staje się odwrotnie. Po roku, dziewczyny zaczynają dostawać wiadomości od "A" zawierające informacje, o których wiedziała tylko Alison. Jest to tym bardziej przerażające, że pierwszą wiadomość SMS otrzymały w dniu pogrzebu Alison. Ktokolwiek wysyła wiadomości, zdaje się znać wszystkie ich sekrety, prześladuje je i obserwuje każdy ich ruch."

Źródło: wikipedia.pl


Pretty little liars to świetny serial pełen zagadek, morderstw. Na pewno spodoba się fanom odkrywania tajemnic. Oglądając odcinki trzeba być maksymalnie skupionym, każda sekunda zawiera przydatne informacje pomagające rozwiązać zagadkę, kto prześladuje dziewczyny, a to wcale nie jest takie oczywiste. Podoba mi się w nim wszystko, historia, gra aktorska, jakość odcinków. Zawiodło mnie zakończenie, autorzy trochę popłynęli, ale to nie przysłoni mi ogółu.


A czy Wy znacie ten serial? Recenzję jakiego serialu chcielibyście przeczytać?

Maseczkowo #4 - Conny Animal Mask

Maseczkowo #4 - Conny Animal Mask

Średnio przepadam za maseczkami w płachcie, wszystkie dają taki sam efekt, nawilżenie, zmiękczenie skóry, a w dodatku są drogie... Wolę zmywalne maseczki, które dodatkowo oczyszczają cerę. W dzisiejszym wpisie pokażę Wam maseczkę Cony animal mask, panda (11, 90 zł). W tamtą sobotę widziałam ją na promocji w Naturze, moja jest z Wispolu.



Płachta ma nadrukowaną pandę, sama w sobie jest cienka, dzięki czemu dobrze trzyma się twarzy, oraz jest nasączona dużą ilością płynu. Jedyny minus to za małe otwory na oczy i za mocno wycięty fragment nad wargą, przez co się zsuwa przy mówieniu. 

Jeśli chodzi o efekt jaki daje to nawilża, zmiękcza skórę, wygładza. Dodatkowo rozświetla, a efekt utrzymuje się przez dłuższy czas. Bardzo miło mnie zaskoczyła ta maska i myślę, że jest warta swojej ceny. Świetnie się sprawdzi przed wielkim wyjściem, cudownie przygotuje skórę by nałożyć później makijaż.

Testowałyście tę maseczkę? Co o niej sądzicie? Ostatnio zakupiłam kilka maseczek, chcecie więcej postów z tej serii?

Kringle mania - recenzja wosków - tranquil waters, fresh air

Kringle mania - recenzja wosków - tranquil waters, fresh air
 Lato to nietypowy czas palenia świeczek, ale że pogoda nie rozpieszcza to wyciągnęłam świeże egzemplarze wosków z mojej małej kolekcji. Ten post jest kontynuacją tej serii, gdzie pisałam jak zacząć przygodę z zapachami i opisałam te, które mam z yankee candle. Dzisiaj pokażę Wam aromaty z Kringle Candle. Zapachy występują w różnych formach - wosków, daylightów, małych, średnich i dużych świec. Do wyboru, do koloru nie tylko pod względem zapachów ale i cen. Woski są najtańsze, jestem ich zwolenniczką, za cenę dużej świecy można przetestować wiele zapachów w formie tarty.


Dużo bardziej podoba mi się pakowanie wosków w plastik niż tarty w folii. Lepiej się je przetrzymuje po zużyciu części. Każde opakowanie zawiera 35 g produktu i kosztuje 12 zł. Obrazki są równie ładne, co w yankee, aż zachęcają do ich palenia. Pierwszy zapach jaki chcę opisać to Tranquil Waters.


OPIS PRODUKTU
Może masz ochotę na relaksujący spacer po nadmorskim molo?
Odpal świecę Tranquil Water i poczuj  słoneczny, relaksujący zapach, który łączy w sobie chłodzący efekt bryzy morskiej z ozonową i bursztynową nutą.
 Nad morzem nie byłam, ale tak wyobrażam sobie zapach jaki się tam roznosi. Jest świeży, ale jednocześnie trochę ciężki, mocno czuć w nim sól. Bardzo ciekawy i wyjątkowy aromat.

 Drugi wosk Kringle jaki posiadam to Fresh air.


OPIS PRODUKTU
Kwiaty roślin wodnych, owoce oraz jaśmin z cudownie słodką, leśną, piżmową bazą - Fresh Air to naprawdę intrygująca hybryda zapachowa.

Ten zapach jest dużo lżejszy, ale równie świeży. To typowy świeży aromat. Przypomina na myśl zapach świeżego prania. Jest podobny do clean cotton z yankee candle.

 Oba woski, zapalone szybko rozchodzą się po pomieszczeniu. Nie są męczące, dobrze się komponują w domu.Dobrze się topią, łatwo się je wydobywa po wypaleniu.

Nie umiem zbyt dobrze opisywać zapachów. Mam nadzieję, że nuty zapachowe pomogą Wam w ewentualnym zdecydowaniu się na zakup. Znacie produkty Kringle? Jakie zapachy polecacie? Wolicie woski czy świece?

Haul - nowości lipca - clinique, avon, bell

Haul - nowości lipca - clinique, avon, bell

Kto nie lubi nowych kosmetyków? Chyba każda kobieta. Ostatnio zaopatrzyłam się w kilka nowości, dzięki czemu mam mnóstwo materiału na posty. Co kupiłam w lipcu? Zapraszam do czytania.

Skończył mi się tusz do rzęs, nareszcie mogłam się pozbyć okropnego tuszu Lovely, dlatego pognałam do Biedronki, by móc zakupić coś od Bell. Padło na Mega Lashes Maskara Long & Curly (10 zł). Wiecie jak to jest, będąc przy tuszach, nie dałam rady nie zerknąć na inne półeczki i tak wpadła w moje ręce maseczka nocna z Perfecty. Skusiła mnie nocna formuła, której jeszcze nie testowałam. Wzięłam też matujący puder Bell.

Clinique to marka luksusowa, perfumeryjna, dość droga, za droga na mój budżet. Bardzo zależało mi na przetestowaniu rumiankowego masła do demakijażu The body shop. Niestety jest bardzo ciężko dostępny, ale znalazłam jego zamiennik w clinique, a jest to take the day off cleansing balm. Zdecydowałam się miniaturkę, by zaspokoić ciekawość jego konsystencji i działania. Zapłaciłam za nią 21.90 zł, bo udało mi się trafić na promocję -20%. Do zamówienia otrzymałam miniaturkę płynu micelarnego take the day off oraz pomadkę. Zamówienie przyszło z Niemiec w ciągu trzech dni roboczych.

W wispolu oprócz maszynki do golenia Bic nabyłam maseczkę animal mask od Conn, a także dwie kule do kąpieli bath fizzer od Belle Nature. Maseczkę już przetestowałam i niebawem pojawi się recenzja. Kule do kąpieli również zużyłam i są świetne, mocno musują, barwią wodę, zostawiają delikatny film na skórze, jak większość kul. Uwaga na różową kulę, broń boże nie trzymajcie jej w rękach, bo zabarwi Wam ręce (nie pytajcie skąd wiem :D).

Wczoraj byłam na szybkich zakupach spożywczych w Biedronce i przy okazji wrzuciłam do koszyka same potrzebne rzeczy :D. Skończyły mi się płatki kosmetyczne więc kupiłam 3 pak klasycznych i jedno opakowanie kwadratowych, których jeszcze nigdy nie miałam. Do tego wzięłam  płyn micelarny Garniera w ogromnej pojemności i żel pod prysznic Palmolive almond & milk. Do testów wzięłam dwie maseczki.

Ostatnimi zakupami z ostatnich tygodni są kosmetyki z Natury. Do testów kupiłam maseczki, jedną z perfecty a drugą z pilatena. Do tego dwie kule do kąpieli, są przeznaczone dla dzieci, ale mają świetne składy, więc się skusiłam. Ostatnia rzecz to perfumy z Adidasa. Miałam je już kiedyś, świetnie pachną, nie są zbyt trwałe, ale na co dzień są wystarczające.

Od Turkusowej z tego bloga otrzymałam próbki szamponów i odżywek. Bardzo zainteresowała mnie nimi w swoimi poście i zdecydowała się mi je sprezentować. Zajrzyjcie do niej, recenzuje dużo ciekawych kosmetyków, o których pierwsze słyszę :).

Ostatnie produkty w tym haul'u to pomadki Avon z serii Mark. Otrzymałam je do testów z wizażu. To moje pierwsze kolorowe kosmetyki Avon. Z miłą chęcią je przetestuje.

Posiadacie któryś z kosmetyków który kupiłam? Co najpierw zrecenzować?

Pierwsze testowanie z wizażem - masełkowate cienie i pomada dla początkujących?

Pierwsze testowanie z wizażem - masełkowate cienie i pomada dla początkujących?
Dwa tygodnie temu dostałam się do testowania na wizażu, dwóch produktów Loreal'a. Nigdy nie miałam do czynienia z kosmetykami tej marki. A otrzymałam:

  • Le petit palette maximalist (49.99 zł)
  • Brow Artist Paradise Extatic Pomade (59.99 zł)

Oba produkty są dość drogie i nie wiem czy sama skusiłabym się na nie, zwłaszcza, że mam bardzo dużo paletek, a malować brwi, nie lubię, bo nigdy nie mogę ich okiełznać. Jak mi się sprawdziły te kosmetyki?

Zacznijmy od paletki. Opakowanie jest wykonane z grubego plastiku, zadbano o szczegóły - złote zamykanie. Nazwa paletki jest zawarta tylko na naklejce, po jej oderwaniu nie znajdziemy nigdzie nazwy palety. My wizażanki wybrane do tego testu, mogłyśmy sobie wybrać kolorystykę paletki. Ja zdecydowałam się na dość ciepłą, zawierającą same połyskujące cienie. Pierwszy, złoty cień jest bardzo mocno napigmentowany, reszta trochę słabiej, ale mimo to dają radę. Ich konsystencja jest masełkowata. Nigdy nie miałam, aż tak miękkich cieni. Bardzo mi się podoba ich tekstura. Musicie uważać, bo przy nakładaniu palcem się kruszą, odrywają dużymi kawałkami, ale da się je "przyklepać" do całości, właśnie dzięki ich unikalnej konsystencji.


Swatche są nakładane na suchą rękę, bez żadnej bazy. Przeciągnęłam palcem po ręce tylko raz. Widać tu, że złoty jest bardziej napigmentowany. Gdy nakładam je na powieki dokładam kilka warstw by były intensywniejsze, bądź nakładam je na mokro. Najjaśniejszy cień czasami nakładam na szczyty kości policzkowych jako rozświetlacz, aby makijaż był bardziej spójny.

Brwi to jest moja zmora, nie umiem ich ładnie wyrysować. Na szczęście mam grzywkę i nie muszę ich malować. Byłam sceptyczna jeśli chodzi o pomadę Loreala. Z tego co wyczytałam w  książce RLM pomada daje najmocniejszy efekt z wszystkich rodzajów produktów do tej części makijażu. Nie wyobrażałam sobie siebie w mocno wyrysowanych brwiach. Bardzo się cieszę, że miałam okazję przetestować ten produkt, bo bez niego nie przekonałabym się, że malowanie brwi nie musi być trudne, a pomady wbrew pozorom nie są takie trudne w użyciu.


Opakowanie jest złote, wysokie, w rączce ma wbudowany pędzelek. Jest on mały, cienki, dzięki czemu jest bardzo precyzyjny, dobrze leży w ręce i łatwo się nim maluje. Wybrałam kolor najciemniejszy - 104 brunette. Jest on dość ciemny i chłodny. Pomada ma bardzo miękką, masełkowatą konsystencję, dobrze się nabiera na pędzelek. Szczerze mówiąc, jestem bardzo zdziwiona jak łatwa jest jej aplikacja i jak dobrze mi idzie wyrysowywanie nią brwi. Efekt jest mocniejszy niż przy użyciu cieni czy kredki, to fakt, ale wciąż naturalna. Trwałość jest dobra, musiałam zużyć kilka wacików nasączonych płynem micelarnym by się jej pozbyć z brwi.




Kolor jest dobrze oddany na poniższym zdjęciu. Jestem ciemną brunetką i pasuje mi idealnie. Jeśli macie dość jasny brąz, może być za ciemna, ale to nie problem bo macie do wyboru dwa inne kolory.

Dzięki temu testowaniu przekonałam się do pomad i to moja pierwsza, i na pewno nie ostatnia. Zapoluję na tę z Wibo, ma dużo pozytywnych opinii. Są tutaj jakieś Wizażanki? Korzystacie z tego portalu? Znacie produkty o których Wam dzisiaj opowiedziałam? Używacie pomad do brwi? Jakie są według Was najlepsze?

TOP 3 dobrze oczyszczających szamponów

TOP 3 dobrze oczyszczających szamponów


Jakiś czas temu pofarbowałam końce, dlatego moja pielęgnacja włosów opiera się na produktach utrzymujących zimne tony. Włosy myję 3 razy w tygodniu - 2 razy niebieskim szamponem, a raz w tygodniu mocno oczyszczającym. Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować trzy, moje ulubione oczyszczające szampony.


Pierwszy z nich to head and shoulders (12-18 zł w zależności od pojemności). Obecnie mam wersję dla mężczyzn (niestety się pomyliłam :D), jakoś nie widzę różnicy z szamponami dla kobiet. Przetestowałam już wiele wersji i byłam z nich zadowolona. Mają bardzo gęstą konsystencję, zawsze intensywnie pachną, ale nie są to sztuczne aromaty. Bardzo mocno czuć ich oczyszczające właściwości, zwłaszcza w przypadku wersji miętowej. Dodatkowo pomagają walczyć z łupieżem. Bardzo mi pomogły, gdy przesadziłam z częstotliwością używania suchych szamponów i na moich włosach pojawił się łupież. Pragnę podkreślić, że tego szamponu używam co kilka myć, na zmianę z innymi szamponami. U mnie się nie sprawdził przy częstym stosowaniu, bo jest za mocny. Na pewno nie pomaga w utrzymaniu farby na włosach.  Poniżej zamieszczam Wam skład produktu.

Tym szamponem zamęczam Was non stop. Jest w każdym denku i myślę, że to przekonujący fakt, że jest dobry. A jest to Loreal Elseve Arginine Resist x3 (13 zł). Ma konsystencję dużo rzadszą niż h&s. Jeśli chodzi o zapach to jest dość intensywny, ale świeży. Dobrze się pieni. Przeznaczony jest do włosów osłabionych, ma za zadanie wzmocnić włosy i odżywić. Używam go od jakiś sześciu miesięcy, kiedyś, przed malowaniem bardzo często, teraz trochę rzadziej, bo moje włosy trochę się do niego przyzwyczaiły. Muszę przyznać, że moje włosy są mocniejsze, mam dużo baby hair. Dodatkowo sprawia, że włosy są sypkie, łatwiej je czesać, choć ja od kilku miesięcy czeszę tylko suche włosy. Dopiero szukając jego ceny zobaczyłam ile produktów wchodzi w skład tej serii, muszę się im bliżej przyjrzeć.



Ostatni szampon znam stosunkowo najkrócej, bo jakieś dwa/trzy miesiące, ale mam już wyrobioną na jego temat opinię. Jest to Loreal elseve magiczna moc glinki szampon pielęgnacyjny (12 zł za 400 ml, nie mogę znaleźć ceny za 500 ml - pojemność jaką ja mam). Zapach ma mocny, trochę mentolowy, nie wiem jak go opisać. Konsystencję ma bardzo gęstą. Z tych dwóch czynników przypomina mi trochę head and shoulders. Przeznaczony jest do włosów z tendencją do przetłuszczania się. Na ogół unikam tego typu produktów, bo przesuszają włosy, to ich sposób na przetłuszczanie, ale ufam serii elseve i chciałam się przekonać co to za gagatek. Dobrze oczyszcza włosy, nada się do mycia włosów po olejowaniu, czy po odżywkach stosowanych przed myciem głowy. Wcale nie przesusza włosów, ale radzi sobie z przetłuszczaniem. Włosy są świeże przez kilka dni, stosując go regularnie spokojnie mogłabym myć co trzy a nie dwa dni. Jak zawsze nie zawiodłam się na produktach do włosów Loreala.



Interesuje Was włosowa tematyka? Bo kiepsko znam się na tych wszystkich metodach mycia włosów itd. ale mogłabym się w to zagłębić i coś Wam poopowiadać o tym :). Piszcie czy znacie któryś z tych produktów i czy używałyście coś z serii elseve? Ja jestem jej wielką fanką, jak widać po poście ;). 

TOP 10 - maj/czerwiec 2018

TOP 10 - maj/czerwiec 2018
W większości moich postów z ulubieńcami dominuje kolorówka, a w ostatnich dwóch miesiącach moje serce skradły w większości produkty do pielęgnacji i tylko jedna rzecz do makijażu. Jesteście ciekawe? Zapraszam dalej.



  1. Morphe brushes 35R (125 zł) - recenzja tutaj
Ta paletka totalnie skradła moje serce! Uwielbiam jej używać. Malowanie się tymi cieniami to sama przyjemność.


 

2. Delia, cameleo, płukanka do włosów różowa (8.20 zł)
3. Delia, cameleo, płukanka do włosów srebrna (8.20 zł)

Już nie długo pojawi się o nich osobny post. Zdradzę, że są świetne i bardzo pomagają w ochładzaniu blondu, dlatego znalazły się w tym zestawieniu. Postanowiłam poświęcić im osobny post, ponieważ opowiem Wam w nim jak je używać i przed czym się wystrzegać ;).

4. Herbal Care, szampon łopianowy do włosów tłustych u nasady i suchych na końcach (8.20 zł)

Nic dziwnego, że tak dobrze mi się sprawdził skoro przeznaczony jest do mojego typu włosów. Włosy są odżywione, ale nie przeciążone. Po samym szamponie są idealne przy nasadzie, ale trochę za suche na końcach, dlatego dodatkowo nakładam na nie maskę.

  5. Stapiz, sleek line, repair & shine, szampon z jedwabiem do włosów blond (6 zł)

Ma intensywnie niebieski kolor, dzięki czemu utrzymuje zimny kolor blondu. Pieni się średnio. Nie wysusza, ale też i nie nawilża, ale nie tego wymagam od tego typu szamponów. Zadania jakie mu stawiam spełnia w stu procentach.

6. Tołpa, green oils, nawilżający krem wygładzający (22.99 zł)

Miał się znaleźć już w ulubieńcach kwietnia, ale o nim zapomniałam. Nie mogłam o nim nie wspomnieć, bo dobrze nawilża, szybko się wchłania, a później jest lepki i sprawdza się jako baza pod makijaż. Konsystencja jest standardowa jak dla kremów, ani za rzadka, ani za gęsta. Kupiłam go w Biedronce, znajdziecie go tam za ok. 10 zł, nie wiem skąd ta cena podawana na wizażu - 23 zł, pewnie za tyle znajdziemy go w Rossmannie.

7. Body desserts almond & honey milk reviving body scrub (27 zł) - recenzja tutaj

Wciąż jestem mega zauroczona tym produktem i nie mogę się doczekać każdego kolejnego używania. Bardzo polecam, nie zawiedziecie się :).


8. Liam Payne - Strip that down
9. Liam Payne - Familiar

Jeśli chodzi o kulturalnych ulubieńców, a konkretnie muzycznych nie mogłam się oderwać od piosenek Liam'a Payne, członka One Direction. Pierwsza piosenka - strip that down, trochę starsza, druga - Familiar, leci co chwila w radiu i na pewno ją kojarzycie. Ciężko mi opisywać jakie są, bo gusty muzyczne są bardzo różne... posłuchajcie i się przekonajcie czy wpadną Wam w ucho.


10. Drop the Mic to program prosto ze Stanów Zjednoczonych, prowadzony przez Hailey Baldwin i Method Man, a wymyślony przez James'a Corden. Polega na "bitwach" znanych ludzi na słowa, inaczej mówiąc rapują wyrzucając sobie różne pikantne szczegóły z życia przeciwnika. Program oglądam na youtubie, a trafiłam na niego słuchając piosenek Payne'a. Moje ulubione bitwy to: Liam Payne vs Jason Derulo, czy Backstreet Boys vs Charlie Puth. Znajdą tam coś dla siebie fanki Shawna Mendes'a, a także Vanessy Hudgens. Jeśli lubicie słuchać języka angielskiego, chcecie sprawdzić jak dużo rozumiecie z takiego potocznego języka polecam pooglądać i posłuchać :).

To już wszyscy moi ulubieńcy, następni pojawią się pod koniec lata, dokładnie tak jak w tamtym roku. Piszcie, jak Wam się podoba takie ustawienie w zdjęciach? Wszystko jest widoczne?  Które produkty znacie, które Was ciekawią, a które Was wcale nie kuszą? Jestem ciekawa czy słyszałyście o Drop the mic?
Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger