Organizacja mojej toaletki #pierwszeurodzinybloga

Organizacja mojej toaletki #pierwszeurodzinybloga
Przy okazji urodzin blogach postanowiłam zrobić coś innego niż dotychczas. Trochę bardziej osobiste posty, luźniejsze, takich których brakowało na moim blogu. Dzisiaj pokażę Wam jak organizuję toaletkę.


Mam ją stosunkowo krótko, bo ok. 4 miesięcy. Pochodzi z Ikea, a jest to model Hemnes. Szafeczka to oczywiście popularny Alex. Krzesło kupiłam na allegro, a dodatki w Pepco.

Większość kosmetyków mieści mi się w szufladzie, reszta jest w alexie, albo szufladkach toaletki. Muszę dokupić wkłady do szuflad, żeby lepiej posegregować kosmetyki i żeby się nie przesuwały.

Jestem bardzo zadowolona z tej toaletki, serdecznie ją polecam. Pewnie się pojawią zarzuty, że każdy ją ma ale ciężko znaleźć inną, ładną toaletkę! Jak Wy organizujecie swoje kosmetyki? Polecicie jakieś fajne akrylowe/plastikowe pojemniki na kosmetyki?

Urodzinowy weekend - part 1. #zaletybyciablogerka

Urodzinowy weekend - part 1. #zaletybyciablogerka
Hej, hej! Dziś są moje urodziny. Dokładnie rok temu wpadłam na pomysł założenia bloga, a już dwa dni później pojawił się pierwszy post. Pisanie bloga wyszło mi na dobre! Dlaczego? Rozwinęłam się, widzę to w ewolucji moich postów. Zawierają coraz więcej przydatnej treści, choć nie mówię, że to wszystko na co mnie stać i są idealne, bo nie są. Piszę dalej, uczę się tej całej blogosfery. Kilka tygodni temu zrobiłam ankietę. Odpowiedziało mi osiem osób, którym bardzo gorąco dziękuję za poświęcenie czasu. Zebrałam bardzo przydatny materiał co mogę poprawić, jest tego sporo :). Ale chcę się trochę wytłumaczyć z niektórych zarzutów.

Po pierwsze mój blog jest biały, bo uwielbiam ten kolor, zresztą taki sam jest cały mój pokój, a zdjęcia powstają na jednym tle, ale powoli się to zmienia i kombinuje z ustawieniami. Muszę też przyznać, że nie jestem mega otwartą osobą, także posty tego typu przychodzą mi ciężko. Nawet nie wiecie jak męczyłam się z zakładką o mnie :). Przygotowuję się mentalnie na jej rozwinięcie bo jest bardzo oszczędna.

Ale żeby nie było, że blogowanie to same przyjemności i rozwój osobisty wynagradza wszystko. Niestety nie, ale o tym innym razem.

Czego sobie życzę? Wytrwałości, głowy pełnej pomysłów i więcej umiejętności informatycznych, bo już nie mam cierpliwości do html mojej strony i zmieniania go :D. Miłego dnia! Przypominam o pytaniach do q&a :).

Paletkowo #5 - Choco Bons Lovely

Paletkowo #5 - Choco Bons Lovely

Paletki Choco Bons i Peach and desire są najbardziej polecanymi paletkami z rossmana.  Peach and desire nie było w mojej drogerii, ale Choco Bons juz tak i dzisiaj Wam o niej opowiem.

Cienie zapakowane są w małe, plastikowe opakowanie, kiepskiej jakości, bałabym się ją zabrać w podróż żeby się nie uszkodziła. Według mnie pacynka nie jest tu potrzebna, można było ją pominąć.
W tej paletce widać, że postawiono na jakość cieni, a nie wygląd zewnętrzny.

Na każdym cieniu wybity jest cukierek, który powoli zaciera się w trakcie używania. Produkt ładnie pachnie czekoladą. Osoby, które wymyślają kosmetyki Lovely, chyba są ogromnymi fanami tego aromatu, bo znajdziemy go w wielu kosmetykach ich marki. Cienie są bardzo mocno napigmentowane, chyba najlepiej ze wszystkich palet jakie posiadam, co przekłada się na dość mocne osypywanie. Dlatego najpierw zaczynam od makijażu oka, lub pod oczami nakładam chmurkę pudru, by łatwo strzepać osyp.

Łatwo się blendują i dobrze się łączą. Początki nie były łatwe. Chcąc wyblendować górną granicę granatu, użyłam czystego pędzla. Zamiast rozmyć granicę, przetransferował cień na cały łuk brwiowy, mimo nałożenia beżu. Nie wiem co się wtedy stało, później już się nie powtórzyło. Musiałam popełnić jakiś błąd.

Co do trwałości, nie mam im nic do zarzucenia. Pod tym względem spisują się świetnie. Żałuję że nie ma w niej jednego ciemnego brązu którym mogłabym przyciemnić kącik, czarny nie zawsze się sprawdza w makijażach dziennych, tym bardziej granat.

Ogólnie uważam, że to bardzo dobra paletka. Chciałabym by Lovely stworzyło coś jak freedom system Inglota żebyśmy mogły tworzyć swoje paletki z cieniami tak dobrej jakości jak w tej palecie. Gdybym nie miała już zbyt dużo palet, kupiłabym peach & desire. Tak, będę sie posiłkować innymi paletami.  A jak u Was wrażenia z tą paletką? Lubicie ją czy nie przepadacie za nią?

Moja pielęgnacja - kremy do twarzy

Moja pielęgnacja - kremy do twarzy
 Obecnie używam dwóch kremów do twarzy, zamiennie, w zależności czego potrzebuje moja skóra.

 Oriflame Diamond Cellular anti-ageing cream (139 zł) zapożyczyłam od mamy, kiedy skończył mi się krem z Ziai. Jego konsystencja jest lekka, trochę tłustawa. Mam wrażenie że słabo nawilża. Daje dziwne uczucie po aplikacji, trochę pieczenia. Wygładzenia zmarszczek w nim nie widzę, ponieważ ich nie posiadam. Cena jest kolosalna, jak na taki produkt. U mojej mamy też nie działał cudów. Dużo bardziej zachwala krem Loreala z serii Revitalift, jest dużo tańszy a na prawdę widać zmniejszenie się zmarszczek.

 Ten post równie dobrze mógłby się nazywać tanio kontra drogo, bo drugi produkt o którym Wam chcę opowiedzieć kosztuje 22.99 zł (według wizażu, w biedronce dorwiecie go za ok. 10 zł), a jest to Tołpa green oils, nawilżanie. Wzięłam go w Biedronce z czystej ciekawości, a okazał się bardzo dobry. Ma treściwą konsystencję, dobrze nawilża, a przy tym ma matowe wykończenie i nadaje się pod makijaż, nie warzy go. Ma lepszy skład niż moja ulubiona do tej pory Ziaja, więc na razie przy nim pozostanę. Z chęcią spróbuję inne wersje, a widziałam że jest ich sporo.


Porównując oba produkty, możemy zauważyć że cena nie zawsze jest wyznacznikiem jakości. Jakoś zużyjemy ten pierwszy krem z mamą, ale na pewno do niego nie wrócimy, Ten drugi, na pewno kupię jeszcze raz. Znacie któryś z tych kremów? Używałyście tego z oriflame? Widziałyście po nim jakieś pozytywne skutki?

Dresscloud - raj dla kosmetykomaniaczki

Dresscloud - raj dla kosmetykomaniaczki


















Nie wiem jak inne blogerki, ale ja testując produkt zapisuję co o nim myślę, by niczego nie przegapić recenzując go dla Was. Nie zapisuję tego w notatniku, tylko na stronie https://dresscloud.pl/. U góry, z prawej strony, możecie zobaczyć miniaturki moich zdjęć z tego portalu, gdy w nie klikniecie macie przekierowanie do mojego profilu. Na czym polega ten portal? Już przechodzę do rzeczy.

W rodzinie clouders chodzi o to, by dodawać chmurki ze zdjęciami swoich kosmetyków, fryzur, stylizacji, inspiracji (kategorii jest mnóstwo) z recenzją, opisem (min. 3 zdania, to ważne by chmurka nie została usunięta). Pod każdym zdjęciem dostajecie kryształki od innych clouders, którym spodoba się zdjęcie czy recenzja. Same też przyznajecie kryształki, bez limitu. Następnie za pomocą ilości zdobytych punktów licytujecie swopy - zestawy kosmetyków. Ostrzegam, trzeba być cierpliwym, bo zebranie odpowiedniej ilości kryształków zajmuje trochę czasu, ale warto. Ja nie wygrałam jeszcze swopa, ale moja siostra tak i bardzo się z niego cieszyła. Poniżej macie zdjęcie przypadkowego swopa.



















Na dresscloud istnieje też takie forum - babble box, gdzie znajdziecie różne wątki, tematy do
rozmów, dzięki temu miejscu dowiedziałam się o wielu promocjach i konkursach, czy rozdawkach próbek. W większości przypadków jeśli poprosicie o jakąś drobną pomoc użytkowniczki chętnie Wam pomogą.



















Jeśli chcecie założyć konto na tym portalu, ale macie z czymś problem piszcie do mnie śmiało. Na maila czy w komentarzu, chętnie pomogę. A może macie już konto na tej stronie? Piszcie jak się nazywacie, chętnie przejrzę Wasze profile.

I choose what I want by Marina

I choose what I want by Marina
Dzisiaj czas aby się lepiej przyjrzeć paletce cieni, którą polecałam w ulubieńcach kwietnia. Jest to paletka I choose what I want od Wibo. Kasetka na cztery cienie kosztuje 15.99 zł, a każdy wkład 10 zł. Do wyboru mamy 2 pudry, 3 rozświetlacze, 2 róże i 2 bronzery. Ja wybrałam: bezbarwny puder fiksujący, rozświetlacz Sun ray, bronzer Chestnut oraz róż Fiesta. Wkłady umieszczamy w paletce na klik, nie jest to paleta magnetyczna. Trochę ciężko było je zamontować, ale gdy się zrobi to poprawnie, nie ma szans żeby wyleciały.

Przejdźmy do zawartości paletki. Puder jest satynowy, miałki pod palcami. Nie zmienia koloru podkładu, łatwo się rozprowadza za pomocą pędzla. Dobrze utrwala, ale nie matuje, przy mojej mieszanej skórze wymaga poprawek w ciągu dnia. Drugi matowy produkt w palecie to bronzer, wybrałam ciemniejszy z dwóch dostępnych, ze względu na zbliżające się lato. Ma on określoną pigmentację, dzięki czemu nie możemy sobie zrobić nim krzywdy. Dobrze się rozciera, nie robi plam i współpracuje z różnymi podkładami. Mój nowy ulubiony bronzer.

Nie jestem wielką fanką różów, ale zakochałam się w kolorze Fiesta. Jest jasny, ale nie odznacza się na opalonej twarzy. Zawiera spore drobinki, widoczne na twarzy. Rozświetlacz Sun Ray jest bardzo mocno złoty, z wielkimi drobinami. Fanki glow bardzo go polubią, bo naprawdę mocno odbija światło. Osobiście, jeśli nakładam róż to rezygnuję z rozświetlacza i na odwrót, bo razem policzek jest rozświetlony na zbyt dużej płaszczyźnie. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.




Wszystkie pudry dość mocno się pylą, co widać na lusterku :). Wybaczam im to, bo świenie się utrzymują na twarzy. Bardzo podoba mi się ta paleta zarówno na zewnątrz jak i w środku. Jest idealna na wyjazdy, bo można nią wykonać zarówno makijaż twarzy, jak i makijaż oczu. Jest na prawdę godna zakupu. Używałyście może któregoś produktu z serii I choose what I want? Jakie są Wasze odczucia?

TOP 10 - kwiecień 2018

TOP 10 - kwiecień 2018

Nie jestem najlepsza w pisaniu wstępów do ulubieńców. Więc pozwólcie, że zacznę od razu od tego, co lubię najbardziej - opisywania kosmetyków :). 


Z zakresu pielęgnacji w kwietniu polubiłam jeden produkt - hibiskusowy tonik do twarzy Sylveco (15 zł). Ma on żelową konsystencję, czerwony kolor i delikatny, ledwie wyczuwalny zapach. Po rozprowadzeniu na twarzy, daje uczucie chłodu, trochę ściągnięcie, ale czuć jego naturalne składniki, które nawilżanią i nawadniają skórę.



W kwietniu uczestniczyłam w kilku uroczystościach, kiedy mój makijaż musiał przez wiele godzin wyglądać nienagannie. Wtedy, jak każda kobieta stawiam na sprawdzone kosmetyki. Jeśli chodzi o oczy, jest to skompletowana przeze mnie paleta cieni freedom system Inglot. Mam ją już jakiś czas, nie recenzowałam jej bo nie jest jeszcze kompletna, ale myśląc o ulubieńcach ubiegłego miesiąca, nie mogłam o niej nie wspomnieć.

 Może na zdjęciu swatche'y pigmentacja nie powala na kolana, ale na oku, na bazie i przy użyciu pędzli, są to bardzo dobre cienie. Dobrze napigmentowane, łatwo się rozcierające, i co najważniejsze mega trwałe. Sięgam po nie zawsze przy wielkich okazjach :).




Podczas promocji w Rossmannie kupując produkty do twarzy trafiłam w 10. Rimmel Lasting Finish 25 spf Breathable (45 zł) jak wiecie z podlinkowanej recenzji jest lekki, nawilżający i średniokryjący - idealny na lato. Potrzebuję ciemniejszego koloru, ten jest już za jasny. Korektor Lovely Liquid Camuflage (13.49 zł) ma ładny, jasny i żółty kolor. Jest mocnokryjący, idealnie zasłania moje cienie pod oczami, a przy tym nie obciąża delikatnej skóry przy oczami, wręcz nawilża. Jego największym plusem jest trwałość. Potrafi być w idealnym stanie przez 15 godzin. Natomiast Lovely Banana Chocolate Powder (29.99 zł) pięknie wygląda pod oczami, ładnie neutralizuje różowe tony podkładu Breathable. Chcąc go używać na twarzy trzeba się liczyć z potrzebą licznych poprawek bo szybko się wyświeca.


Jeśli chodzi o magnetyczną paletkę Wibo z produktami do twarzy - bronzerem, pudrem, rozświetlaczem i różem, planuję dokładną recenzję ze swatche'ami. Lecz nie mogłam o niej nie wspomnieć w ulubieńcach. Pełny makijaż twarzy za pomocą jednej paletki, a i oko często nią maluje. Zabiorę ją na wakacje na pewno.


Do ust miesiąc zdominowała pomadka Golden Rose Soft & Matte Creamy Lip Color (19.90 zł) w odcieniu 113. Jest to bardzo nietypowy kolor, nude z mocno bordowymi tonami. Na ustach wygląda na bardziej bordowy niż na swatche'u. Co do samej konsystencji, jest puszysta, nie zastyga aż tak bardzo jak jej siostra longstay. Mimo to nie rozmazuje się, dość dobrze się utrzymuje, jedzenie ją ściera na środku ust. Niby jest nawilżająca, ale czuć ją na ustach. Na pewno kupię sobie więcej kolorów, bo gama kolorystyczna jest świetna.


Teraz czas na część kulturalną. Jeśli chodzi o muzykę, moje playlisty zdominowali Taconafide z piosenkami: Tamagotchi, 8 kobiet, visa, kryptowaluty. Wszystkie piosenki tego duetu skradły moje serce. Gorąco polecam przesłuchać. (zdjęcie pochodzi z serwisu youtube)

Wiecie że uwielbiam seriale netflixa, zainteresowałam się też ich filmami, a że w jednym z nich zagrała Bella Thorne, którą uwielbiam w Famous in love musiałam go obejrzeć. Mowa o You Get Me. Poniżej wklejam Wam opis z netflixa, myślę że najlepiej odda o czym jest ten film, bez zdradzania zbyt wielu wiadomości.

Po nocy spędzonej z nowo poznanym chłopakiem, Tylerem, Holly ogarnia niezdrowa obsesja na jego punkcie. Przenosi się do jego liceum i próbuje kontynuować ich "związek".

Jest to krótki jak na film - półtoragodzinny dramat. Bardzo fajny! (zdjęcie pochodzi ze strony e-kino)


Na koniec najlepsze! Książka pt Kiedy pada deszcz. Przeczytajcie opis Empiku:

Odkąd sięgam pamięcią, Beau Bennett był moim najlepszym przyjacielem. Kochałam się w nim, zanim wszystko się zawaliło. Teraz chłopak chce ode mnie czegoś więcej, ale nie jestem w stanie mu tego dać. Wszystko się zmieniło. Chciałabym móc powiedzieć mu dlaczego, ale nie potrafię. Nie wiedziałam, jak bardzo go potrzebuję, póki nie wyjechał na studia, a ja zostałam kompletnie sama.
Pewnego dnia do miasta zawitał Asher Hunt. Chłopak z ciemnymi, urzekającymi oczyma i zarozumiałym uśmieszkiem tchnął życie w to, co ze mnie pozostało. Pomógł mi zapomnieć o bólu, który więził mnie już od tak dawna.
Byłam zraniona. Zostałam ocalona. Odzyskałam nadzieję.
Tamtej nocy myślałam, że to koniec mojej historii, jednak teraz wiem, że był to jej nowy początek. Przynajmniej dopóki pewien sekret nie wywrócił mojego świata do góry nogami… Ponownie. Jedna noc na zawsze zmieniła moje życie.
Od wydawcy:

"Książka, która jest totalnym rollercoasterem emocji (...). W jednej chwili uśmiechasz się jak wariat, a za chwilę masz rozerwane serce i szlochasz jak bóbr".
lubimyczytac.pl

"Przepiękna. (...) Zdecydowanie warta każdej sekundy poświęconej na czytanie i każdej łzy przelanej między stronami".
lubimyczytac.pl

"Gdybym mogła, to dałabym tej książce 11 gwiazdek! Pięknie opisana miłość, która rozdarła mi serce".
lubimyczytac.pl

Specjalnie dodałam opinie z lubimyczytac.pl bo to tylko potwierdzi moją opinię. To piękna, wzruszająca historia. Opis nie potrafi oddać jaka jest wspaniała. Zdecydowanie nie jest to banalna historia dla new adult, to dużo, dużo więcej. Potrafi nas rozbawić, a w innej chwili chwycić za serce. Płakałam przez połowę książki. A po przeczytaniu już tylu książek myślałam że nic mnie nie zaskoczy. A jednak!!! Bardzo zachęcam wszystkich do jej przeczytania. Nie pożałujecie. (zdjęcie pochodzi z empika)


Ufff.... dłudzy mi wyszli ulubieńcy w tym miesiącu. Jak zawsze proszę Was o podzielenie się opiniami na temat produktów, które opisałam. Jestem bardzo ciekawa czy znajdzie się jakaś osoba która zna tą książkę.

Denko - kwiecień 2018

Denko - kwiecień 2018
Kwiecień zleciał, czas na zużycia tegoż miesiąca. Jak co miesiąc zużyłam szampon Loreal Elseve Arginine Resist x3 (10,99 zł). W maju będę testować kolejną już wersję tego szamponu - z glinką.


Do mycia twarzy zużyłam żel micelarny zielona herbata od Bielendy (16.99 zł). Zrecenzowałam go tutaj. Obecnie kończę już drugie opakowanie i nadal uważam, że to bardzo fajny produkt, zwłaszcza w okresie letnim. Daje świetne uczucie chłodu na twarzy.


Dalej mamy próbki kremów Clinique, o których mogliście przeczytać tutaj. Na razie nie kupię żadnego z tych produktów ze względu na wysokie ceny. Mogę Wam zdradzić że testuję świetny krem, o super efektach, tani i łatwo dostępny :). Stay tunned. 


Wreszcie udało mi się zużyć sól do kąpieli mango i papaja marki Wellness & Beauty (12.99 zł). Sól dość długo rozpuszczała się w wodzie, barwiła wodę na żółto. Jej zapach był brzydki, łazienkowy, mało w nim było czuć mango (uwielbiam ten owoc!). Zamiast być zrelaksowana, bardzo męczył mnie ten produkt. Na pewno nie kupię go ponownie.


W kwietniu skończyły mi się aż trzy podkłady. Ziaja aktywny krem na niedoskonałości skóry tłustej i mieszanej (12 zł) przeterminował się i z małym żalem go wyrzuciłam. Dlaczego z małym żalem? Wróćcie do tego posta. Kolejny jest mój ulubieniec Maybelline Fit Me (33 zł). Niestety, na ostatniej promocji w Rossmannie nie udało mi się go kupić ponownie. Na razie mam dużo podkładów, gdy trochę je wykończę, na pewno wrócę do fit me. Ostatni podkład to Bourjois 123 perfect cc cream (45 zł). W sumie nie wiem czemu go nie zrecenzowałam. Jest lekki, z średnim kryciem, dobrze się utrzymuje, idealny na lato! Bardzo fajny krem cc.

Tusze do rzęs jakie wyrzuciłam w ubiegły, miesiącu pojawiły się w Zbiorowej recenzji tuszów do rzęs cz.2.


Baza pod cienie Avon jest bardzo stara, przeterminowana i umknęła mi wśród moich wszystkich kosmetyków, że jest do wyrzucenia. Z tego co pamiętam, pod cienie sprawdzała mi się jak korektor. Szału nie robiła.

Puder ryżowy, sypki Moia (18.99 zł) znalazł się w jednym z zestawień top 10. Jak dla mnie nie jest to typowy ryżowy puder. Nie jest on silnie matujący, raczej dający satynowe wykończenie. Dobrze trzyma podkład, wyświeca się dopiero po wielu godzinach. Bardzo dobrze mi się sprawdził.

Nie jestem ogromną fanką Bourjois Rouge Edition Velvet (50 zł). Jedyny plus to kolor. Wady? Krótka trwałość, nie przetrzyma nawet napoju, formuła wchodząca w załamania ust, no i bardzo wysoka cena. Za te pieniądze znajdziemy wiele innych, dużo lepszych pomadek.

Znacie któryś z zużytych przeze mnie produktów? Piszcie jak Wam się sprawdził i jaki zamiennik wybrałyście na jego miejsce :).
Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger