Recenzja błyszczyków BareMinerals

Recenzja błyszczyków BareMinerals
Wreszcie nadszedł czas recenzji błyszczyków od BareMinerals które wygrałam na blogu: http://www.blogmoniszona.pl/. Mam kilka drogeryjnych błyszczyków. Przekonajmy się czy te z Sephora dużo się od nich różnią.

Opakowanania są małe, poręczne, idealne do torebki. Podoba mi się że są proste, bez zbędnych grafik i napisów. Po odkręceniu wyskakuje nam aplikator o klasycznym kształcie, tak jak w większości pomadek. Jest fajnie wyprofilowany i dobrze się nim nakłada produkt.

Konsystencja tych błyszczyków jest dużo lżejsza niż w przypadku znanych mi, drogeryjnych egzemplarzy. Nie czuć ich tak na ustach i nie zostawiają nieestetycznego nadmiaru na ustach. Mam nadzieję że wiecie o co mi chodzi. Pachną miętą i przyjemnie mrowią w usta. Dodatkowo zachwyciła mnie ich pigmentacja i to jak optycznie powiększają usta. Niestety są lepkie i niezbyt trwałe - w tym nie różnią się od innych błyszczyków.


Najjaśniejszy kolor - "charmer" to róż, kolorem przypominający korektor. Widocznie rozjaśnia usta, ale nie sprawia że makijaż wygląda jak u lalki Barbie, z czego bardzo się cieszę. Kolejny kolor - "Future star" - ciemny brudny róż, to mój idealny nude. Często go nakładam przy makijażach makeup no makeup. Delikatne drobinki odświeżają cały look. Ostatni najciemniejszy - "Spark plug" ma duże drobinki, dostrzegalne gołym okiem. Przypomina mi błyszczyki jakie nosiła moja mama,a że powrót do przeszłości jest w modzie, podoba mi się efekt jaki daje.


Konsystencja miło mnie zaskoczyła, podoba mi się to że nie są gęste, a jednocześnie dobrze kryją. Może nie są trwałe ale na wiosnę do delikatnych i świeżych makijaży będą idealne. Te trzy maleństwa zmieniły moje podejście do błyszczyków. Te są dużo przyjemniejsze w użytkowaniu niż te z Bell które recenzowałam jakiś czas temu. A Wy miałyście okazje je używać? Wiem że większość z Was nie jest fankami błyszczyków, ale może macie jakieś swoje ulubione niematowe pomadki?

Im bardziej zużyta paleta tym lepsza?

Im bardziej zużyta paleta tym lepsza?
Wychodzę z założenia że najlepszą paletą jest ta która jest najczęściej używana i w najgorszym stanie. U mnie najczęściej używana jest Makeup Revolution Flawless (40 zł). Uwielbiam błyszczące cienie w tej palecie. Jakość tej palety jest zdecydowanie ponad cenę. Warto ją posiadać dla tych folii.

Wiecie że uwielbiam palety MUR i nie chcę się powtarzać. Chciałam Wam pokazać swatche tej palety. Została wydana jakiś czas temu i jest trochę zapomniana w blogosferze.




Pigmentacja powala na kolana, musicie się ze mną zgodzić. Znacie tą paletę. Jakie firmy z dobrymi cieniami polecacie? Chętnie przetestowałabym coś nowego :).

Zieloną herbatą zrób demakijaż!

Zieloną herbatą zrób demakijaż!
 Żel micelarny Zielona Herbata (16.99 zł) to nowość Bielenda. Żel micelarny to dla mnie pierwszy krok demakijażu. Najpierw używam żelu do demakijażu, a później resztki zmywam płynem micelarnym. Jak działa żel micelarny Bielenda?



 Od producenta:
Jego MULTIFUNKCYJNOŚĆ zapewnia niezwykle efektywne połączenie:
– skutecznych substancji myjących
– składników pielęgnujących: antybakteryjnego olejku herbacianego, rozjaśniającej i przeciwtrądzikowej azeloglicyny oraz antyoksydacyjnego kompleksu witaminy C i ekstraktu z zielonej herbaty o działaniu przeciwstarzeniowym
– oraz oczyszczających MICELI, które łączą się zarówno ze związkami tłuszczowymi, jak i wodą, dzięki czemu wychwytują z powierzchni skóry wszelkie typy brudu i zanieczyszczeń.


Żel micelarny świetnie 'przyczepia' się do makijażu i domywa go w stu procentach. Skóra po nim jest czysta, miękka i gładka. Nie podrażnia. Ma działanie antybakteryjne, dzięki czemu jest idealny dla posiadaczek skóry mieszanej.

 Produkt aplikujemy dzięki pompce która wydobywa żel. Jest to bardzo higieniczne i wygodne rozwiązanie. W żelu widać zatopione bąbelki - micele. Intensywnie pachnie zieloną herbatą, jest to całkiem ładny zapach, choć na początku nie przypadł mi do gustu, przyzwyczaiłam się do niego i teraz podoba mi się.

 Konsystencja jest żelowa, trochę glutowata, przez co tępo się rozprowadza. Szczerze mówiąc nie lubię rozprowadzać go palcami. Dużo lepiej sprawdza się myjka, która ładnie pieni żel. Na ogół pieni się na biało ale używając go do demakijażu jest beżowa przez podkład.


Bardzo podoba mi się ten produkt! A Wy co o nim uważacie? Lubicie tą konsystencję? Jakie inne produkty do nietypowego demakijażu polecacie?

Paletkowo #4 - Naked Chocolate

Paletkowo #4 - Naked Chocolate
Jednego sezonu wszyscy malujemy oczy w ciepłe odcienie, innego sezonu modne są niebieskości czy zielenie, a brązy nie wychodzą z mody nigdy. Najbardziej klasyczna paletą jaką znam to Naked Chocolate od MUR (40 zł). Na zewnątrz wygląda jak tabliczka białej czekolady. Posiada 16 odcieni. Dwa z nich - beżowy i złoty mają większą gramaturę od innych. Bardzo się z tego cieszę bo to kolory jakie używam w każdym makijażu.

Cienie są mocno napigmentowane, zwłaszcza te błyszczące. Pięknie odbijają światło nałożone na mokro. Maty są trochę satynowe. Cienie utrzymują się bez zarzutu na każdej bazie. Nie ma problemów z rozcieraniem.

Poniżej możecie zobaczyć swatche poszczególnych rzędów.



Jak dla mnie wszystkie palety MUR jakie do tej pory stosowałam są wysokiej jakości jak na cenę 40 zł. Dają duże pole do popisu dzięki zróżnicowanej kolorystyce i łatwemu użytkowaniu. A Wy co uważacie o paletkach MUR? Jakie czekoladki posiadacie?

Produkt za 15 zł podkreślający skręt i nie sklejający włosów?

Produkt za 15 zł podkreślający skręt i nie sklejający włosów?

Każda kręconowłosa zdaje sobie sprawę że dbanie o tego typu włosy jest lekko mówiąc ciężkie. Większość produktów podkręślających skręt skleja je, przez co wyglądają nieestetycznie. Jak jest z Nivea Flexible Curls & Care (14.89 zł)? Czytajcie dalej.


Balsam ma lekką, nielepiącą się konsystencję i biały kolor. Producent zaleca nałożyć niewielką ilość balsamu na wilgotne włosy, a następnie wysuszyć je naturalnie lub suszarką. Nie ważne jaką ilość produktu nałożymy na włosy, on i tak nie skleja ich. Skręt jest dużo ładniejszy dzięki miękkości jaką nadaje balsam Nivea. Nie zgadzam się z tym że zapobiega puszeniu. Do tego wciąż muszę używać pianki. 

Dozownik przypomina mi kształtem końcówkę od płynu do naczyń :). W sumie to było dobre rozwiązanie. Produkt jest lejący i łatwo wypływa z opakowania. Ciekawa jestem jak będzie się dozować gdy będę kończyć to opakowanie.

Myślę że ten balsam sprawdzi się żeby nałożyć go na wilgotne włosy przed kręceniem je na papiloty, wałki bądź innych urządzeniach.

Ostatni post włosowy przyciągnął wielu czytelników, mam nadzieję że ten też przypadnie Wam do gustu. Znacie ten produkt? Jakie produkty dla kręconych włosów polecacie?

Denko time - styczeń 2018

Denko time - styczeń 2018

 Dzisiaj czas na denko. Zużyłam kilka produktów o których chciałabym Wam powiedzieć. Pierwsza rzecz to waciki bebeauty (2,99 zł). Są bardzo tanie i nie rozwarstwiają się. To dwa najważniejsze czynniki, jakimi kieruję się przy wyborze wacików. Te bardzo lubię i dla tego postanowiłam Wam je pokazać :).


Kolejne dwa produkty to klasyki u mnie - szampon Loreal arginine resist x3 (13 zł) i żel pod prysznic Nivea (12,50 zł). Są prawie w każdym denku. Choć ostatnio żel z Nivea mnie uczulił, więc na razie kupię coś delikatniejszego. 


 Perfecta masło do ciała lody melba (15 zł) ma konsystencję masła, galaretki, całkiem dobrze nawilża, ładnie pachnie malinami. Dobrze mi się sprawdziło to masło, ale nie zachwyciło.

 Kolejna rzecz to próbka Rituals - The Ritual of Ayvurveda Body Cream - krem do ciała. Ma ciekawą konsystencję typowej galaretki i biały kolor. Dużym plusem tego kremu jest ekspresowe wchłanianie a przy tym mega nawilżenie. Zachwycił mnie ten produkt. 220 ml produktu kosztuje 77 zł, kiedyś na pewno zaopatrzę się w pełnowymiarowe opakowanie.

Krem z nagietkiem od Ziai (8 zł) ma dość gęstą konsystencję, nakładałam go grubą warstwą na twarz i nie cały mi się wchłaniał w przeciwieństwie do kremu od Yves Rocher z ulubieńców.


Próbka serum od Clarins była przedzielona na pół i z jednej strony znajdował się biały produkt a z drugiej pomarańczowy. Ten drugi miał rzadszą konsystencję i szybko się wchłaniał, zrobił na mnie duże wrażenie. Ten biały miał gęstszą konsystencję, był dużo tłustszy i zostawiał film. Niezbyt mi się spodobał.


O trzech kolejnych produktach mogłyście czytać tutajtutaj i tutaj. Wszystkie produkty mi się podobały i zapewne wszystkie kupię ponownie. 

Eos summer fruit (20 zł) ma boski zapach owoców lata. Głównie wybija się zapach brzoskwiń. Opakowanie jest urocze, poręczne, trochę mi się porysowało od noszenia w torebce. Nigdy mi się nie odkręciło co jest ogromnym plusem. Nawilża średnio, ale pozostałe aspekty nadrabiają wszystko :). Na razie potestuję produkty ze zbiorów, ale kiedyś do niego wrócę.

Skończyła się moja ulubiona pomadka - Golden Rose Longstay nr 03 (19.90 zł). Bardzo ładny róż z minimalnymi drobinkami, mega wytrzymały i całkiem suchy w wykończeniu. Teraz zamiast niej używam pomadki z Bell, która jest jeszcze bardziej sucha w wykończeniu. Mogliście ją widzieć w ulubieńcach.


Kremów do rąk używam bardzo rzadko, jak nie w ogólę. Ten z tony moly był tak wychwalany, że ucieszyłam się gdy dostałam jego próbkę. Jest biały, gęsty i bardzo dobrze nawilża. Dla osób potrzebujących dużego nawilżenia będzie idealny :).


Ostatnia rzecz to próbka perfum Karla Lagerfelda Femme. Ma okropne otwieranie, połowę niechcący wylałam. Ma intensywny zapach, nieoczywisty. Nie polecam kupowania go w ciemno, nie każdemu się spodoba. Za każdym razem jak go wąchałam nie podobał mi się, dopiero gdy go ponosiłam był ok. Nie kupię pełnowymiarowego opakowania bo mimo wszystko nie zachwycił mnie.


Które z produktów znacie? Wąchałyście tych perfum, co o nich uważacie?

TOP 10 - styczeń 2018

TOP 10 - styczeń 2018
Wiecie że zapomniałam o ulubieńcach w grudniu? Nie że ich nie było, bo znalazłam kilka ciekawych produktów, po prostu zapomniałam je  opisać.  No trudno. Minął już styczeń więc skupmy się na tym miesiacu. Pierwszy miesiąc 2018 roku upłynął mi pod znakiem testowania próbek jakie dostałam przy okazji wygrania błyszczyków i poznawania nowych maseczek. Co zachwyciło mnie w styczniu? Czytajcie dalej :).

Pierwszy produkt to: olejek z Bielendy z serii kokos & aloes (14.99 zł). Jego recenzję możecie przeczytać tutaj. Dzięki niemu moja skóra jest nawilżona i promienna mimo mrozów. Produkt sam w sobie jest mało wydajny. Starczył mi na miesiąc. Wydajność wynika z oleistej konsystencji. Łatwo się zmywa, nie zostawia tłustego filmu. Bardzo przyjemnie mi się go stosowało. Na pewno kupię kolejne opakowanie :).

Kolejny produkt też już recenzowałam na blogu. Jest to  Adwin Korea Corp., Purederm, Raspberry Collagen Mask (10 zł). Maseczka przepięknie pachnie owocami lasu, nawilża, zmiękcza skórę, odświeża. Sama płachta jest dość gruba i trochę odchodzi od twarzy. Ale bardzo miło wspominam jej testowanie.


Moje duże odkrycie stycznia to próbka kremu restrukturyzującego na dzień Elixir Jeunesse. Krem jest średnio gęsty, daje extra dawkę nawilżenia. Nie ważne jaką warstwę nałożymy wszystko wchłonie nasza skóra. Ma matowe wykończenie, świetnie nadaje się pod makijaż. Pachnie świeżo, kwiatowo. Bardzo podoba mi się ten produkt.

Uwaga, uwaga. Teraz zdradzę Wam mój ogromny sekret... Najlepszy sposób na utrwalenie makijażu to tonik hamamelisowy Evree (11.99 zł). Zdejmuje pudrowość z makijażu i potrafi przedłużyć trwałość makijażu do 20 (!) godzin. Żadna baza nie potrafi mi przedłużyć tak makijażu jak ten tonik. Dodatkowo spełnia funkcję tonika - wyrównuje pH skóry. Świetny produkt!

Zachwyt nad Maybelline Fit Me (33 zł) mogłyście czytać tutaj. Używam go od grudnia i nie mogę przestać. Bardzo lubię efekt jaki daje bez przypudrowania. Ma ładny, żółty kolor. Na razie to mój ulubiony podkład ;)

W styczniu na moich oczach najczęściej lądowała paleta Flawless 4 od MUR (40 zł). Paleta ciepłych kolorów o świetnej pigmentacji i długim utrzymywaniu się. A na ustach Bell Chillout (8.99 zł) to mój ogromny hit. Numer 01 to mój idealny nudziak. Super się utrzymuje, nie ściera się w ciągu dnia. W wykończeniu jest sucha, kredowa, ale nie wysusza ust. Bardzo polecam! 



Dwoje nie mających ze sobą nic wspólnego ludzi : samotnej żonie lekarza oraz byłego kryminalisty udaje się nawiązać telepatyczny romans, dzięki zdolnością, jakie posiadają, pomimo, iż fizycznie nigdy się nie spotkali.


Opowiadanie o czym jest ten film nie ma najmniejszego sensu. To trzeba zobaczyć na własne oczy. Dwoje ludzi, różnych od siebie, którzy nigdy się nie spotkali a wiedzą o sobie wszystko. Jedno widzi i czuje to, co widzi i czuje to drugie. Czy dojdzie do ich spotkania? Koniecznie obejrzyjcie :).


Pierwszy tom rewelacyjnej serii o zagubionej dziewczynie i dwóch seksownych braciach z miasteczka Fallen Crest

Po rozwodzie rodziców Sam wprowadza się z mamą do domu jej nowego partnera. Wówczas do życia dziewczyny wkraczają synowie bogatego biznesmena. Logan i Mason Kade to przystojni młodzi mężczyźni, o których marzy każda dziewczyna z Fallen Crest. Samantha nie ma zamiaru być jedną z nich.

Chociaż chodzą do innych szkół, dziewczyna codziennie spotyka braci w domu. Mimo że traktują ją z lekceważeniem, samotna Sam zdaje się tym nie przejmować. Nie dba o opinię braci Kade ani o rozwód rodziców.

Ale może to dobrze. Może lepiej nic nie czuć.

Tą książkę przeczytałam dzięki kochanej Lotce z bloga whothatgirl.blogspot.com . Opis mówi sam za siebie. Ciekawa, niebanalna historia. Główna bohaterka czasami denerwuje, ale warto przeczytać tą książkę dla samej historii. Zawiedziona wyborem Sam co do brata, którego pokochała, oczekuję na drugi tom.


Riverdale to projekt oparty na komiksach wydawnictwa Archie Comics. Akcja dzieje się we współczesności i skupia się na znanych postaciach: Archie, Betty i Veronice oraz ich przyjaciołach. Serial odkrywa przed widzami surrealizm małomiasteczkowego życia i skupia się na mroku i dziwactwach skrytych za fasadą zwyczajności.

Pierwszy sezon obejrzałam wciągu tygodnia. Drugi oglądany na bieżąco trochę mnie nudzi, ale nie mogę oderwać się od tej historii. Idealny dla wszystkich serialomaniaczek.

Znacie coś z moich ulubieńców. Podzielcie się proszę swoimi opiniami na ich temat. Co do ostatnich 3 pozycji, nie chciałam nikomu spojlerować, jeśli oglądaliście/czytaliście piszcie co o nich uważacie :).

Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger