Magiczny peeling zmieniający kolor!

Magiczny peeling zmieniający kolor!

Przyznam Wam się, że nigdy nie wiem jak długo powinnam robić peeling tak aby usunąć suche skórki, a jednocześnie jej nie podrażnić. Z chęcią skusiłam się na peeling Bielendy, w którym masaż aktywuje kolor. Jak mi się sprawdził? Czytajcie dalej.

Zapewnienia producenta: Kremowy peeling drobnoziarnisty do szarej, zmęczonej, pozbawionej blasku cery aktywnie złuszcza zgrubienia naskórka, skutecznie wygładza inne niedoskonałości cery, pobudzają naskórek do regeneracji. Widocznie poprawia koloryt skóry, odświeża i nawilża cerę, usuwa widoczne ślady zmęczenia i stresu, przywracając energięm witalność i blask.


Peeling ma biały kolor i drobne ziarnka. Po kilkuminutowym masażu zmienia kolor na pomarańczowy i można wyczuć delikatny, pomarańczowy zapach. Drobinki są idealne, ścierają suche skórki (nawet te wokół nosa po katarze) i nie podrażniają skóry. Peeling wygładził moją skórę, poprawił koloryt i odświeżył. Świetny sposób na zmęczenie. Podsumowując produkt ten spełnił zapewnienia producenta. Jestem z niego bardzo zadowolona.


Miałyście okazję go stosować, co o nim myślicie? Jak Wam się podoba pomysł ze zmianą koloru? Jakie są Wasze ulubione peelingi?

Paletkowo #3 - Makeup Revolution Flawless 4

Paletkowo #3 - Makeup Revolution Flawless 4
Szał na ciepłe kolory trwa i bardzo się ucieszyłam gdy Makeup Revolution wypuściło paletkę o takiej kolorystyce. W swojej kolekcji mam już kilka ich produktów i cienie jeszcze mnie nie zawiodły. Jak było tym razem? Zapraszam do czytania :)

Paletka kosztuje około 40 zł w zależności od strony. Mieszanka matowych i błyszczących cieni zarówno ciepłych jak i zimnych pozwala na odrobinę szaleństwa. Uważam że kolorystyka jest super przemyślana. Znajdziemy w niej nie tylko róże ale i różne odcienie brązu którymi spokojnie wykonamy codzienny makijaż.

Cienie utrzymują się bez zarzutu, łatwo się blendują, trochę się osypują, więc polecam zacząć makijaż od oczu. Pigmentacja jak możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach jest bardzo fajna, zwłaszcza w tych błyszczących cieniach. Troszeczkę zawiodła mnie czerń. Nie da się zbudować intensywnie czarnego kącika, bo robi plamy i zbiera się w załamaniach. Do pozostałych cieni nie mam zastrzeżeń.




Delikatne różnice w zdjęciach wynikają ze światła, które płatało mi figle. Podsumowując z palety jestem bardzo zadowolona. Paleta wielofunkcyjna do codziennego makijażu i do tych bardziej szalonych. Testowałyście tą paletę? Jak Wam się podoba kolorystyka? Co sądzicie o paletkach MUR?

TAG 7 urodowych grzechów głównych

TAG 7 urodowych grzechów głównych
Dawno nie było tagu, więc pomyślałam że dzisiaj, w ten typowo zimowy dzień, będzie idealny. Więc zaczynajmy :).

#1 Chciwość. Najdroższy kosmetyk, jaki kupiłaś. Najtańszy kosmetyk, jaki posiadasz.
Najdroższy kosmetyk jaki posiadam to paletka magnetyczna z Inglota z 6 wkładami, brakuje mi jeszcze 4. Do tej pory paleta kosztowała mnie 114 zł. Jednorazowo byłby to spory wydatek, na szczęście za paletę płacimy raz -  24 zł i dokupujemy wkłady po 15 zł. Dzięki systemowi freedom możemy stworzyć swoją wymarzoną paletę. Najtańszy kosmetyk to pojedynczy cień od MUR (5 zł).



#2 Gniew. Których kosmetyków nienawidzisz, a które uwielbiasz? Jaki kosmetyk był najtrudniejszy do zdobycia?
Nienawidzę to za duże słowo, ale nie lubię różu. Rzadko go używam, a jeśli już to minimalną ilość. Może to kwestia że jeszcze nie znalazłam idealnego?! Uwielbiam pomadki w kolorach nude lub brązu. To zdecydowanie moja ulubiona część makijażu. Najtrudniejsza do zdobycia była paletka Modern z Wibo podczas promocji w Rossmanie. Raz była objęta promocją, raz nie. Same wiecie jak było z dostępnością tej palety i w sumie nadal jest.


#3 Obżarstwo. Jakie produkty są dla Ciebie najpyszniejsze? 
Pierwsze co mi przyszło na myśl to czekoladki z MUR. Obecnie mam różową, kiedyś miałam jeszcze białą do przetestowania. Pysznie wyglądają i jakość cieni nie rozczarowuje :).


#4 Lenistwo. Których produktów nie używasz z lenistwa?
Rzadko używam eyeliner'a, częściowo przez lenistwo i częściowo przez opadającą powiekę. Malowanie kreski zajmuje mi dużo czasu. Drugą rzeczą której nie lubię używać jest róż. O ile cenię sobie ładny kontur i rozświetlenie tak nie przeszkadza mi czy mam róż czy nie ;).


#5 Duma. Które produkty dają Ci najwięcej pewności siebie?
Najwięcej pewności siebie dają mi podkłady. Lubię podkłady które jednolicą skórę i dają naturalne wykończenie.


#6 Pożądanie. Który kosmetyk Ci się marzy?
To pytanie zmieniłam bo to oryginalne nie miało nic wspólnego z kosmetykami. Marzą mi się pędzle z Zoevy i paleta Morphie.

#7 Jakie kosmetyki najbardziej lubisz dostawać w formie prezentów?
Wszystkie. Uwielbiam testować wszystkie kosmetyki.


Jestem ciekawa jakie kosmetyki lubicie dostawać i jakie dają Wam najwięcej pewności siebie. Przyznajcie się jakich produktów nie używacie z lenistwa? Piszcie w komentarzach :).

Recenzja maseczki w płachcie z Biedronki!

Recenzja maseczki w płachcie z Biedronki!
Widziałyście, że w Biedronce są dostępne koreańskie maseczki w płachcie? Nieźle się zdziwiłam podczas ostatniej wizycie w tymże sklepie. Zdecydowałam się na zakup Adwin Korea Corp., Purederm, Raspberry Collagen Mask (10 zł). Co o niej pisze producent? O to co wyczytałam u wizażanek:

Maseczka kolagenowa Purederm Raspberry Collagen Mask w kształcie płata tkaniny, nasączona ekstraktami z maliny, kolagenem i witaminą E. Nawilża, rozjaśnia i zapobiega starzeniu. 

Opakowanie maseczki bardzo mi się podoba. Jest to słoik pełen malin i i jeżyn. Pochodzi z Korei (możecie zobaczyć napis made in Korea na ostatnim zdjęciu pod kodem kreskowym), a mimo to posiada polskie napisy. Maseczka bardzo mocno pachnie malinami.
 

Płachta jest biała, dość gruba, ma dużą powierzchnię i jest bardzo mocno nasączona esencją, której zostało dużo w opakowaniu. Średnio przylegała do twarzy. Super relaksuje przez uczucie chłodu na twarzy. Co do efektów, zauważyłam że moja skóra była delikatnie napięta dzięki kolagenowi i rozjaśniona.  Gdy ją zdjęłam po pół godziny na płachcie zostało mnóstwo produktu.

Maseczka świetnie się sprawdzi by się zrelaksować i przygotować skórę pod makijaż na jakieś wielkie wyjście. Super że w Biedronce możemy znaleźć tak fajne produkty :).


Miałyście okazję testować tą lub inną maseczkę z Biedronki? Którą polecacie kupić?

Kokosowo - aloesowe szaleństwo - Recenzja olejku i maseczki - Bielenda Kokos & Aloes

Kokosowo - aloesowe szaleństwo - Recenzja olejku i maseczki - Bielenda Kokos & Aloes
Mrozy nie służą mojej skórze, czuję że jest napięta i przesłuszona. Dlatego na te zimowe miesiące zdecydowałam się na pielęgnację do cery odwodnionej od Bielendy z serii kokos & aloes. Seria posiada sporo produktów,  a mnie najbardziej zainteresowała maseczka i olejek ☺.

Olejek pachnie słodko, idealnie odzwierciedla połączenie kokosa i aloesu. Pod wpływem wody zmienia się w białe 'mleczko'. Zostawia delikatny film, który dla mnie jest dobrym serum pod krem. Skóra po tym olejku jest dobrze nawilżona, na czym zależało mi najbardziej.


Wersję ananasową tej maseczki uwielbiam. Ta zaskoczyła mnie niebieskim, półtransparentnym kolorem. Pachnie inaczej niż olejek, przyjemniej. Jest gęsta, łatwa w aplikacji, zrywanie jej nie boli. Skóra po niej jest napięta, miękka i nawilżona. Jedyny minus to, że w saszetce jest troszkę za mało produktu.



Jak widzicie jestem bardzo zadowolona z obu produktów.  A jakie są Wasze wrażenia?  Używałyście tej serii?

Buble - 3 x NIE!

Buble - 3 x NIE!
Żadna z nas nie lubi wydawać kasy na kosmetyki które są złe, a jednak nie kiedy trafi nam się coś bardzo niesprawdzonego. Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić bublami które ostatnio, niestety przewinęły się przez moje ręce.

O paletce z Lovely Classic Make Up Kit (21.99 zł) pisałam już recenzję, więc wiecie że mi się totalnie nie sprawdziła. Sypią się i blendują w szare plamy. Totalna porażka!

Czarna farbka akrylowa, miała mi służyć do ćwiczenia wzorków. Jednak ta ma słabą pigmentację, rozmazuje się i długo zastyga. Ląduje w koszu!

Jak markę Golden Rose uwielbiam, tak quick dry top coat (8.50zł) to ich największy niewypał i to chyba najgorszy produkt ze wszystkich, które dziś opisałam. Ten top rozpuszcza zaschnięty lakier, niezaschnięty rozmazuje, robi plamy. Jest to nieakceptowalne w przypadku żadnego topu.

Kto nie słyszał o lakierach Essie, chyba nikt się nie znajdzie. Zachęcona milionem pozytywnych opinii i promocją kupiłam kolor Tying the knotie (np. na ezebra.pl kosztuje 17.66 zł). Lakier ma mleczny, półtransparentny kolor. Nie może zaschnąć. Nawet po kilku godzinach możecie go zsunąć z paznokcia jak gumę. Dużo razy dawałam mu szansę i za każdym razem robił to samo.

Pragnę zaznaczyć że jest to tylko i wyłącznie moja opinia. Może się tak zdarzyć że są to Wasi ulubieńcy, a ja trafiłam na felerny egzemplarz, lub po prostu nie spełnił moich oczekiwać. Znacie produkty które pokazałam? Lubicie je?

Denko time - grudzień 2017

Denko time - grudzień 2017
 W dzisiejszym poście chciałabym podsumować produkty jakie zużyłam przez grudzień. Zdecydowanie dominują perfumy!


Płyn micelarny z Garniera (20 zł) to stały bywalec denka. Uwielbiam ten płyn, świetnie mi się sprawdza pod każym względem. Płyn micelarny z Nivea (15 zł) w działaniu nie różni się od Garniera. Dobrze zmywa makijaż, nie uczula mnie i nie szczypie w oczy. Oba sprawdziły mi się równie dobrze, wolę Garniera ze względu na dwa razy większą pojemność.

 W grudniu wykończyłam trzy flakony perfum i jedną próbkę. Killer Queen od Katy Perry (35 zł) to mój ulubieniec, jak na perfumowany dezodorant jest całkiem trwały, Wizażanki opisują go jako słodki zapach, choć mi wcale nie wydaje się takim być. Przyjemny zapach na jesień. Raczej do nich nie wrócę, znudziły mi się, a ich zapach nie był aż tak wyjątkowy by do niego powracać. Perfumowany dezodorant Adidas (23 zł) ma taką samą trwałość co te wcześniejsze, zapach jest świeższy, super na codzień. David Beckham Signature for her (190 zł) to bardzo trwały i intensywny zapach. Jest świeży, raczej na letnie miesiące. Skończyłam także próbkę Calvin Klein Obsessed w których się zakochałam. Żałuję że są tak drogie, mam nadzieję że kiedyś sobie na nie pozwolę ;).


O tych dwóch produktach marki Evree: różany żel do mycia twarzy (16.99 zł) tonik z Evree Pure Neroli (14.99 zł) mogłyście czytać tutaj. Oba produkty bardzo mi się spodobały, obecnie testuję inne produkty, kiedyś na pewno do nich wrócę.


 Mrozy dają w kość mojej skórze, dlatego zdecydowałam się przez tydzień przetestować próbki Garnier Czysta Skóra 3w1, tak jak polecał producent. Jedna próbka tego produktu pojawiła się w innym denku, więc wiecie że jest to fajny produkt. Jeszcze fajniejsza jest pasta z liści manuka. Uważam że nie jest to produkt do stosowania codziennego, raczej raz w tygodniu jako peeling/maseczka. Pod koniec testowania peeling troszeczkę mnie podrażniał, gdyż było to już za dużo dla mojej skóry. Jako peeling czy maseczka raz w tygodniu polecam :).


Ostatnia rzecz to nowość dla mnie, szczerze mówiąc kupując ją kilka tygodni temu, widziałam ją pierwszy raz. A jest to próbka białej maski pilaten (2.99 zł). Maseczka ma biały kolor, dobrze kryje, pachnie klejem. Zrywanie jej boli tak samo jak w czarnej masce. Biała wersja jest zdecydowanie mocniejsza. Wyrywa cały meszek ze skóry. Prawdziwy zdzierak. Z wągrami radzi sobie średnio.

Znacie któryś z produktów który Wam pokazałam? Kojarzycie zapachy które zużyłam? Używałyście białej maski Pilaten? Co o niej sądzicie?

Stylizacja włosów? Z tymi produktami to banał !

Stylizacja włosów? Z tymi produktami to banał !
 Im mniej lubimy układać włosy tym gorzej z nami pracują! Kiedyś bardzo nie lubiłam układać włosów, to była najmniej lubiana przeze mnie czynność. Teraz znalazłam fajne produkty, lubiące moje włosy i które szybko pomagają mi okiełznać moją fryzurę. Dzisiaj Wam o nich opowiem.

 Jako posiadaczka włosów z tendencją do kręcenia ułożenie moich włosów z pianką Wellaflex (15 zł) jest szybkie, łatwe i przyjemne. Wystarczy że ułożę głowę w dół i wcisnę piankę we włosy. Produkt ten podkreśla skręt i utrzymuje go w moim przypadku przez 24 h. Uważajcie żeby nie przesadzić z pianką, gdy nałożymy jej za dużo w jednym miejscu może skleić włosy. Jest to jedyny minus jaki w niej widzę.



 Suchy szampon ratuje mnie w sytuacjach gdy włosy nie są świeże, a powinny być. Wersja zapachowa dla mnie nie jest ważna, bo każdy z szamponów Batiste (16 zł) ma to samo działanie. Odświeża włosy, unosi je od nasady. Zostawia biały ślad który czasami ciężko rozetrzeć. Należy pamiętać żeby niestosować go zbyt często gdyż może spowodować łupież.


 Czasem nie jestem w stanie okiełznać moich loków i jestem zmuszona do użycia prostownicy. W takich wypadkach pomaga mi ochronny spray do prostowania włosów od Kallosa (7 zł). Mam wrażenie że on naprawdę działa i chroni moje włosy przed wysoką temperaturą. Daje błysk na włosach.



Znacie produkty które dzisiaj przedstawiłam? Macie jakieś triki dla kręconowłosych? Jakich produktów używacie do stylizacji włosów?
Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger