Healthy cream #recenzja

Healthy cream #recenzja
 Po ogromnym sukcesie podkładu healthy mix, marka bourjois zdecydowała się wypuścić krem BB z tej samej serii. Osobiście, uwielbiam podkład, do kremu podeszłam z dużymi nadziejami i zapałem. Jak się sprawdził? Zapraszam na recenzję.

 Pojemność: 30 ml 
Cena: 29,90 zł (cocolita.pl)
Kolorystyka: 01 light, 02 medium, 03 dark
Konsystencja: lejąca
Krycie: średnie

Opinia: Gama kolorystyczna jest bardzo uboga. Każdy kolor znajduje odpowiednik w gamie healthy mix (light to nr 51, medium 52/53, dark 54). Tubka jest miękka i wygodna w podróży. Aplikator mi się nie podoba. Produkt się wylewa z niego, przez co dużo go marnujemy. Bez problemu się rozprowadza po twarzy, najlepiej aplikowało mi się go gąbeczką. Mam wrażenie, że daje dużo mniej rozświetlający efekt niż podkład. Krem w przeciwieństwie do podkładu nie ma drobinek. Wykończenie określiłabym jako satynowe. Utrzymuje się słabiej niż podkład, tak samo ma mniejsze krycie. Rozumiem zachwyty nad nim, bo na prawdę ładnie wygląda na skórze. Szczerze polecam go, ale tylko dla tych którzy nie noszą okularów, przeciwsłonecznych też lepiej nie zakładać. Wiadomo, każdy podkład się ściera w miejscach złączenia z oprawkami, ale większość można doklepać palcem i wygląda to dobrze. W przypadku tego kremu, nie da się go rozetrzeć, ponieważ robią się dziury. Niestety lubi też emigrować po całych oprawkach. Kilka razy zważył mi się na nosie lub policzkach, gdzie skóra stykała się z oprawkami. Okulary noszę codziennie, dlatego plamy jakie pozostawały po oprawkami były nieakceptowalne. Z tego względu dla mnie to bubel.


W tym miesiącu coś nie mam szczęścia do produktów. Kolejny bubel. No niestety tak to czasami bywa. Na szczęście podkład wykończony i używam czegoś innego. A jakie są Wasze wrażenia z tym kremem? Jaki jest Wasz ulubiony podkład bądź krem bb?

Ulubieńcy - grudzień 2018

Ulubieńcy - grudzień 2018
 Mimo, że co raz bliżej koniec świąt, pocieszmy się jeszcze chwilę ich klimatem. Jak najdłużej celebrujmy chwile z bliskimi, a pomiędzy jednym kawałkiem ciasta, a drugim zapraszam Was na moich ulubieńców grudnia.

 Dzięki kochanej Snukraina i jej konkursowi miałam okazję przetestować kilka kosmetyków Balea. Bardzo do gustu przypadła mi pianka do depilacji o malinowym zapachu. Ma bardzo gęstą i treściwą konsystencję, a także bardzo mocny, wcale nie sztuczny zapach. Pianka świetnie sprawdza się przy depilacji i pozostawia skórę miękką i nawilżoną, a nie uszkodzoną, co zdarzało mi się przy niektórych produktach. Świetny produkt!

 L'biotica ma świetny marketing. Często organizują na swoim instagramie rozdania, które wcale nie mają trudnych zadań. Wystarczy udostępnić zdjęcie i rozwiązać ankietę. W taki sposób otrzymałam tę maskę. Nigdy wcześniej nie używałam kosmetyków tej marki. Teraz żałuję, że tak późno je odkryłam. Maska zapakowana jest w śmieszne opakowanie, jak po lekach. Najbardziej, po efektach, podoba mi się zapach. Jest mocno owocowy i bardzo intensywny, świeży. Aż chciałoby się zjeść tą maskę łyżeczką. Jeśli chodzi o efekty, to włosy są miękkie, gładkie i łatwe do rozczesania. Ulubieniec nad ulubieńcami ;).

 Przed świętami szybko biegłam po ten puder do rossmanna, bo mi się skończył. Daje cudowny efekt wygładzenia i satynowego matu. Jednocześnie dobrze trzyma w ryzach podkład. Słodki smak to tylko aspekt dodatni :).

 Tatuaż dla ust! Nazwa, idealnie oddaje moje myśli o tych pomadkach. Tak Kamila BlondeKitsune, ich opinie są kontrowersyjne, ale mi się bardzo dobrze sprawdzają :D. Trzymają się od rana do wieczora bez poprawek przy jedzeniu rosołu, mięs itd.Czekam na rozszerzenie gamy kolorystycznej by wyszło więcej życiowych kolorów.

 Carmex to bardzo znany i lubiany balsam, także jego obecność w tym zestawieniu nie powinna dziwić. O ile nie lubię smaku tego produktu, to muszę mu przyznać, że bardzo skutecznie nawilża. Jak dla mnie to obok blistexa to najlepiej nawilżający, drogeryjny kosmetyk.

 W grudniu chciałam wyróżnić próbki innisfree i lancome. O innisfree rozpiszę się w osobnym poście. Zastanawiałam się czy zamieścić tu lancome, ponieważ sprawdził mi się dobrze, ale uważam że nie jest to jakość adekwatna do aż tak wysokiej ceny. Ostatecznie serum znalazło się w zestawieniu, bo chętnie po niego sięgałam.

Na koniec maseczki. Zdecydowałam się wyróżnić jedną koreańską z wygranej z konkursu asianbeautyworld i jedną od wspomnianej już wcześniej Julii. Obie bardzo mnie zachwyciły i obie są dla mnie ciężko dostępne :D. Także jakbyście miały okazję którąś z nich kupić, nie wahajcie się. Są świetne :).


To już tyle na dziś. Dziękuję za poświęcony mi świąteczny czas. Dajcie znać których ulubieńców kojarzycie :)

Testowanie z wizażem #2 - pomadki mark

Testowanie z wizażem #2 - pomadki mark
 Jeszcze w wakacje dostałam się do testów wizażu produktów avon. Marka ta jakiś rok temu ruszyła z serią mark, która w zamyśle miała zawierać dobrej jakości kosmetyki kolorowe. W swojej paczce testerskiej znalazłam 4 kolory matowych pomadek z owej serii. Jak mi się sprawdziły?

 Cena: 32 zł
Pojemność: 7 ml
Opis producenta:
Wielogodzinna trwałość bez wysuszania
Intensywny kryjący kolor
Precyzja bez rozmazywania

Pierwsza od firmy Avon matowa pomadka w płynie. Rewolucyjna płynna formuła z żelową bazą trzyma się na ustach przez wiele godzin i daje uczucie komfortu. Mocno napigmentowany kolor perfekcyjnie pokrywa usta. Ultraprecyzyjny aplikator w kształcie diamentu podkreśla usta bez rozmazywania poza kontur.

Skład:


 Podręczne i małe opakowanie o matowej końcówce to bardzo fajne rozwiązanie. Równie warte uwagi są ciekawe aplikatory, którymi łatwo się pracuje i ładny, arbuzowy zapach. Podoba mi się też ich konsystencja, jest lekka, musowata, a nawet trochę piankowata.

 

Oto kolory jakie posiadam:
  • Naked crush - ciemny róż z ciepłymi, rudymi tonami. O ile nie wysusza ust, o tyle mocno ją czuć. Na pewno nie jest to komfortowe wykończenie. Pierwszy raz noszenie pomadki nawilżającej było takie uciążliwe. Nie wchodzi w załamania, ale bardzo słabo się utrzymuje.
  • Nude vibes - koralowy róż. W tym przypadku nie sugerujcie się opakowaniem, bo możecie się mocno zaskoczyć. W jej przypadku również jest odczuwalna na ustach, a dodatkowo brzydko wchodzi w każde, nawet najmniejsze załamanie. Lubi się przemieszczać.
  • Rosy flush - nudziak, kolorem podobny do golden rose longstay 03. Ta już trochę mniej wchodzi w załamania, ale i tak wciąż ją czuć i jest bardzo nie trwała.
  • Downtown edge - pomadka barbie i to dosłownie, wygląda tragicznie. Konsystencja wydaje się być inna niż w pozostałych, bo ciężko ją równomiernie rozłożyć. Wchodzi w załamania i rozlewa się poza kontur.
Jak widzicie żadna z pomadek nie spełniła nawet jednej obietnicy producenta. Jestem bardzo zawiedziona, ponieważ konsystencja i zapach dały mi nadzieję na nowy hit. Skończyło się kolejnymi bublami. Jeszcze nie trafiłam na kosmetyk avonu, który by mi się sprawdził. Polecacie coś? No i koniecznie dajcie znać czy miałyście te pomadki i w jakich kolorach. Jestem ciekawa czy się komuś sprawdziły :).

Projekt pan - aktualizacja po 5 miesiącach

Projekt pan - aktualizacja po 5 miesiącach
Czym jest projekt pan wyjaśniałam Wam tutaj, także odsyłam Was do tego posta jeśli nie wiecie o co chodzi ;). W dzisiejszym poście chciałabym się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami, po tak długim czasie.

Rachunek sumienia ;)

Cofnęłam się do pierwszego posta, by przypomnieć sobie postanowienia, jakie sobie postawiłam i chcę się z Wami rozliczyć czy się z nich wywiązałam ;)
  1. Od lipca bardzo ograniczyłam zakupy kosmetyczne. Uzupełniałam wykończone produkty z pielęgnacji, o ile nie miałam jakiś w zapasach. Z nieplanowanych zakupów przygarnęłam trzy pomadki i paletkę do konturowania. Jak na prawie pół roku to całkiem nieźle co? ;)
  2. Regularnie sprawdzam daty ważności kosmetyków i się ich pozbywam. Tych mniej używanych wciąż szkoda mi oddać komuś innemu. Niestety łudzę się, że jeszcze kiedyś się przydadzą.
  3. Dostałam sporo wiadomości czy aby nie znudzi mnie używanie codziennie tych samych kosmetyków. Otóż nie było aż tak źle. Od poniedziałku do piątku malując się o 6 rano nie mam czasu na zabawy z makijażem i z chęcią używam tych samych produktów, bo wiedziałam, że mnie nie zaskoczą i nic nie zepsują. Soboty były dniami bez makijażu, a niedziele traktowałam jako okazję do szaleństwa z testowaniem nowości i wtedy odpuszczałam zużywanie.
  4.  Z wyznaczonej przeze mnie czwórki wykończyłam puder, a reszta przechodzi do używania na kolejne miesiące. W różu i palecie dotknęłam dna, ale staram się je wykorzystać do końca, by zwolnić miejsce w toaletce. Dodatkowo wyznaczyłam sobie 5 innych produktów by zużyć je do wiosny.
Recenzji tego produktu spodziewajcie się w najbliższych tygodniach, wtedy przekonacie się dlaczego znalazł się w tym zestawieniu ;).
Połowa zużyta :)
Jedna czwarta zużyta. Mam ten produkt już dość długo, dlatego postaram się go zużyć przed przeterminowaniem.

Ten produkt bardzo lubię. Stwierdziłam, że skoro i tak go codziennie używam, to czemu by go nie spanować ;).

Ten bronzer jest dużo za jasny, z chęcią się go pozbędę. 

Jak na róż dla mnie to spore denko, a w chwili obecnej jest jeszcze większe. Przyznam Wam, że teraz mi przykro że się kończy bo go bardzo, bardzo polubiłam :D.
Z stopnia zużycia paletki jestem autentycznie dumna. Średni brąz wykończyłam do zera, w ciemnym brązie i beżu dotknełam dna. Jak na kilka miesięcy uważam to za sukces. Muszę przyznać że w trakcie jej używania przestała mi się podobać. Widzę jaką transformację przeszło revolution, oczywiście w dobrą stronę.
I tak to wszystko wygląda :D. Mam ogromną frajdę z denkowania i odkrywania nowych właściwości kosmetyków, które mniej doceniałam. W codziennym makijażu uzupełniam je moimi ulubieńcami. W dalszym ciągu chcę podkreślić, że to nie jest wyzwanie dla wszystkich. Dajcie znać jakie Wy macie podejście do tego projektu ;).

Jak ważna jest tonizacja? - moje ulubione toniki

Jak ważna jest tonizacja? - moje ulubione toniki

Tonizacja

Mój pierwszy, po czasie przyznam, że dość nieudolny, wpis dotyczył toników i pH skóry. Przeczytałam ten wpis jeszcze raz i wiem, że za dużo ważnych rzeczy w nim pominęłam. Czas nadrobić zaległości ;)!

Po dwuetapowym oczyszczaniu czas na tonik - moją ulubioną część pielęgnacji. Używamy go by przywrócić skórze równowagę kwasowo - zasadową, którą naruszył zasadowy kosmetyk myjący, ale też by nawilżyć i wzmocnić barierę ochronną. Kosmetyk ten świetnie przygotowuje skórę do przyjęcia kolejnych produktów. Warto zwrócić uwagę, co mają zawarte w składzie na pierwszym miejscu. Radzę unikać tych z alkoholem - przesuszają skórę (nie sprawdzą się również osobom z tłustą skórą, bo co prawda odtłuszcza, ale hamuje jej samodzielną regenerację).


Obecnie najpopularniejszą formą aplikacji toniku jest spray, bądź taki do wylewania. Ten drugi radzę aplikować palcami o ile ma gęstą konsystencję, a nie wacikiem, bo ten zabiera wszystko co najlepsze. Do moich ulubionych toników należą Sylveco hibiskusowy tonik bądź Evree różany, hamamelisowy, czy pure neroli. Wszystkie są tanie, a równocześnie bardzo skuteczne.

Moi ulubieńcy i tonik innsifree, który jest jeszcze w fazie testów ;)
A u Was jak z tonizacją? Czego używacie? Miał ktoś tonik Pixi? Warto zainwestować?

Moje ulubione paletki #toptopów

Moje ulubione paletki #toptopów


Po moim blogu łatwo zauważyć jak bardzo lubię cienie. Na chwilę obecną posiadam 11 palet, a miałam ich więcej. Nikt, kto profesjonalnie nie zajmuje się makijażem, nie jest w stanie aktywnie używać aż takiej ilości na raz, dlatego podjęłam decyzję o rozstaniu z kilkoma. W dzisiejszym poście chciałabym Wam polecić najlepsze z najlepszych. W moim zestawieniu postanowiłam umieścić dwie droższe i wyróżnić jedną tańszą. Sama nie przepadam za jednorazowym wydawaniem dużej ilości pieniędzy, dlatego szukam perełek w drogeriach. Jednak po przetestowaniu kilku droższych paletek wiem, że mam większą radość z używania ich i więcej jestem w stanie się nauczyć, niż denerwując się ze znikającego pigmentu w trakcie rozcierania co zdarza się tańszym cieniom. Drogerie mają mnóstwo genialnych produktów, ale jeśli chodzi o kategorię cieni, mocno ustępują perfumeriom.


Najlepsza drogeryjna paletka

Lovely choco bons eyeshadow palette (29 zł)

Nie podoba mi się fakt, że ceny tych paletek wciąż idą w górę. Z tego co pamiętam na początku kosztowały 23 zł. Opakowanie jest bardzo kiepskie. Plastik jest tani i bardzo podatny na uszkodzenia. Wszystko wynagradza nam środek. Cienie są miękkie, bardzo przyjemne pod palcami. Pylą się, ale to świadczy o ich genialnej pigmentacji. Dobrze się rozcierają i łączą. Lovely mogłoby wypuścić paletki o tylko takiej formulacji cieni, a najlepiej stworzyć system kasetkowy. To byłby hit. Dla mnie to najlepsza rossmannowska paletka, muszę zabrać się teraz za testowanie cieni z natury. Może znajdę coś jeszcze fajniejszego ;).

Tak dobre jak dużo się o nich mówi

Zoeva matte (90 zł)

Od kilku lat wyszukując najlepsze paletki cieni niezmiennie króluje zoeva i ja się z tym w 100% zgadzam. Cienie są bardzo przyjemne w konsystencji. Mają genialną pigmentację, a mimo to nie pylą się tak bardzo i nie osypują. Uważam, że to bardzo dobrze zbalansowana kolorystycznie paleta. Jesteśmy w stanie wykonać wiele ciekawych makijaży tych dziennych, jak i bardziej wieczorowych. To mój pierwszy produkt tej marki, ale na pewno nie ostatni. 

Niedocenione, a jak dobre

Morphe 35R

W polskiej sferze beauty bardzo mało mówi się o marce morphe, tak uwielbianej przez Amerykanki. A szkoda bo przekładając ilość cieni, a ich jakość wcale nie są takie drogie. Bardzo mocno napigmentowane, trwałe, świetnie się blendujące i łączące. Czasami się osypują, ale dla mnie to nie jest problemem. Numer 35R to nudziakowa wersja. Z pewnością kupię jakąś bardziej szaloną.


Znacie te palety? Co o nich sądzicie? Jacy są Wasi ulubieńcy w tej sferze?

3 dni - 3 podkłady #clinique #mincer #rimmel

3 dni - 3 podkłady #clinique #mincer #rimmel


Na początku mojej makijażowej drogi, przeglądając magazyny czy instagram zwracałam uwagę tylko na makijaż oczu albo ust. Miałam wrażenie, że to najciekawsze aspekty. Z biegiem czasu, im dokładałam więcej elementów do makijażu twarzy - bronzer, róż, rozświetlacz, zauważyłam, że dużo bardziej odpowiada mi świeży, delikatny makijaż z dopracowaną bazą, i odpuszczenie cieni czy mocnych pomadek. Obecnie najbardziej cieszę się na możliwość przetestowania nowego podkładu, dlatego kiedy dostałam te próbki, od razu je przetestowałam.

Mincer pharma anti allergic, kojący krem cc do twarzy

Cena: 40 zł
Pojemność: 50 ml

Kremy cc rzadko mają ładne kolory, najczęściej są za ciemne, za pomarańczowe, albo za różowe. Ten ma piękny żółty kolor. Dobrze się rozprowadza po twarzy. Radzi sobie z przykryciem zaczerwienień i drobnych niedoskonałości. Daje efekt świeżej, zdrowej skóry. Bardzo podoba mi się to wykończenie. Z chęcią dzielę się jego próbkami z innymi, bo to serio świetny produkt. Obecnie mam dwa podkłady, ale jak mi się skończą, na pewno sięgnę po ten.

Rimmel match perfection

Cena: 37 zł
Pojemność: 30 ml

Podoba mi się sama forma testera. To spora pojemność, szkoda, że nie sprzedaje się takich próbek. Podkład bardzo ładnie wygląda na twarzy. Nawet moja mama chwaliła go jak wygląda na mojej skórze. Ma średnie krycie i satynowe wykończenie. Taka trwalsza wersja Mincera. Niestety kolorystyka tego podkładu jest okropna. Poszłam do drogerii i nie mogłam dobrać sobie ładnego koloru. Wszystkie są ciemne i różowe, a zwłaszcza nr 300 jaki mam w miniaturowej wersji. Jeśli go używałyście dajcie znać, które kolory według Was są najbardziej życiowe ;). 


Clinique superbalanced silk makeup 

Cena: 120 zł
Pojemność: 30 ml

Już od dłuższego czasu miałam ochotę przetestować jakiś droższy, trwalszy podkład. Jak wiemy próbka to najlepszy sposób na wypróbowanie droższych rzeczy i przekonanie się czy warto zainwestować. Kolor 08 silk canvas przypomina mi 53 healthy mix, ale ma więcej ziemistych tonów. Krycie określiłabym jako mocne, na pewno mocniejsze od wszystkich podkładów drogeryjnych jakie znam. Daje satynowe wykończenie i pięknie współpracuje z innymi kosmetykami. Miał ciężkie warunki do testów - przesuszona skóra i choróbsko, ale nieźle sobie poradził. Nawet się nie starł na nosie mimo ciągłego wycierania go. Na wielkie wyjścia sprawdzi się super :). 

Dzisiejsza recenzja zbiorcza wypadła super. Wszystkie trzy produkty bardzo fajnie mi się sprawdziły. Clinique spełnił moje oczekiwania, a najbardziej zaskoczył mnie mincer. Obecnie poszukuję czegoś trwałego, a jednocześnie bez efektu maski. Rozważam clinique, a może macie jakieś propozycje? Słyszałyście o kremie mincer?

Węgiel, komórki macierzyste czy kolagen? Co wybierasz?

Węgiel, komórki macierzyste czy kolagen? Co wybierasz?
Mam spore zaległości maseczkowe tutaj na blogu. Dużo ich testuję a jakoś nie mam weny ich opisywać. W najbliższym czasie powinno pojawić się kilka takich wpisów, bo wiem, że jest tu kilka maniaczek takiej formy dbania o skórę ;).

Perfecta, express mask, aktywny węgiel, węglowa maska - detox, matowienie, oczyszczenie

Węgiel i mieszana skóra to genialne połączenie. Tutaj do węgla dodano glinkę. Maseczka ma stalowy kolor i gęstą konsystencję. Jest gęsta i bardzo dobrze kryje. Psikałam ją tonikiem by nie zastygła, ale i tak zagapiłam się i się zaschła na czole. Dość ciężko się ją ściągało, ale to jak każdą glinkę. Mi przy tym pomagają waciki, dzięki nim wszystko idzie bardzo sprawnie. Po jej użyciu skóra jest gładka, miękka i porządnie oczyszczona. Uwielbiam taki efekt!


Body club, maska do twarzy w płachcie, komórki macierzyste, energetyzujący zastrzyk, wilec

Rzadko która maska w płachcie mnie zachwyca i ta też jest średnia. Płachta ma fajną grubość, dobrze przylega do twarzy i jest bardzo mocno nasączona płynem. Bardzo mocno chłodziła twarz. Latem to było super, teraz już trochę mniej ;). Jak w większości masek skóra jest świeża, gładka, miękka w dotyku. Efekt w porządku, ale bez szału. 




Pilaten, kolagenowa maseczka do ust

Skusiłam się na nią tylko ze względu na wygląd. Nie liczyłam na coś specjalnego i było dokładnie tak jak myślałam. W opakowaniu mamy żelka, który się przesuwa. Nie czułam nic w trakcie noszenia. Po zdjęciu maseczki miałam wrażenie, jakbym obudziła się a poprzedniego wieczoru nałożyła średni balsam na usta. Kosztowała 4 zł i nawet tyle nie była warta ;).

W ty zestawieniu u mnie zdecydowanie wygrywa węgiel. Inne jak dla mnie nie są warte uwagi. Dajcie znać czy którąś testowałyście i czy takie gadżety jak ta ostatnia zachęcają Was do testów czy nie wierzycie w ich działanie.

#Przegląd kosmetyczki - rozświetlacze / The balm / MUR / Wibo / Lovely

#Przegląd kosmetyczki - rozświetlacze / The balm / MUR / Wibo / Lovely



 Insta glow czy naturalny błysk

Rozświetlacze to chyba najmodniejsze i najbardziej pożądane kosmetyki. Kiedyś nie za bardzo za nimi przepadałam. W miarę prób różnych tekstur, kolorów i stopnia rozświetlenia, przechodzenia od tych subtelniejszych do mokrej skóry pokochałam je. W dzisiejszym poście chciałabym Wam pokazać egzemplarze jakie posiadam.



Wibo, i choose what i want, sun ray

Post o recenzji mojej paletki i choose what i want jest najpopularniejszy ze wszystkich i wcale się nie dziwię, że interesują Was te wkłady. Ich jakość jest genialna, a rozświetlacz sun ray towarzyszył mi od maja do października. Mimo, że stosowałam go tak długo bez przerwy nie doszłam jeszcze do dna ;). Przepięknie wygląda na opalonej skórze dzięki złotemu kolorowi i sporym drobinkom.Odbija światło mocniej niż nie jedna tafla ;). Warto dodać, że ma dość ciemną bazę i na bardzo bladej skórze może się odznaczać.

Lovely gold highlighter

Chyba nie ma osoby, która by o nim nie słyszała. Ten rozświetlacz jest jaśniejszy i daje dużo delikatniejszy, subtelniejszy efekt. Drobinki są mniej widoczne niż w przypadku wibo. Fajnie sprawdza się na co dzień, daje takie naturalne glow.

Makeup Revolution mono eyeshadow w odcieniu Base!

Warto czasami poszaleć z zastosowaniami kosmetyków. Okazało się, że ten cień pięknie wygląda na policzkach. Ma bardzo jasny kolor, dlatego używam go głównie zimą w połączeniu z jakimś innym, ciemniejszym. Efekt rozświetlenia jaki daje, to coś pomiędzy lovely a wibo. 

The manizer sisters

Siostry Lou, a dokładnie Mary Lou to chyba najpopularniejsze rozświetlacze. Betty i Cindy lądują na oczach, a Mary na policzkach. Wszystkie dają mocne rozświetlenie i taflę, nie ma w nich grama drobinek. Na wielkie wyjścia, przy mocniejszym makijażu nie wyobrażam sobie innego rozświetlacza. 

od lewej MUR, Lovely, Wibo, Mary Lou, Cindy Lou, Betty Lou

Powyżej wrzucam swatche wszystkich, by mogłybyście porównać kolory i stopień rozświetlenia. Nie potrafię wskazać, który jest moim najulubieńszym, bo każdy stosuję w innych sytuacjach. A Ty masz swój ulubiony rozświetlacz?
Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger