Wygrana w konkursie u BlogMoniszona

Wygrana w konkursie u BlogMoniszona
Dzisiaj przychodzę do Was by się pochwalić wygraną na blogu: Blog Moniszona. Monice spodobał się mój sposób na zimę i ogłosiła mnie zwycięzcą. Główną wygraną była tuba z trzema błyszczykami Bareminerals. Marka jest dostępna w sephora. Dostałam odcienie: spark plug, future star, charmer. Na razie miałam je na ustach tylko kilka razy więc musicie poczekać na recenzję :).


Dodatkowo Monika dorzuciła mi dużo próbek. Bardzo się cieszę z wszystkich, mam dużo nowości do testów ;).




Koniecznie zajrzyjcie na bloga http://www.blogmoniszona.pl/.  Dużo wartościowych postów od świetnej dziewczyny. Napiszcie proszę czy znacie markę Bareminerals i co warto kupić z ich asortymentu. Które z próbek testować najpierw? Co polecacie?

Jak przetrwać zimę? - 4 sprawdzone porady

Jak przetrwać zimę? - 4 sprawdzone porady

Pogoda tej zimy nas nie rozpieszcza - śnieg nie utrzymuje się dłużej niż jeden dzień, następnego dnia wszędzie jest błoto, później pada deszcz, który w nocy przez niską temperaturę zamarza. Koszmar! Przy takich wahaniach temperatury nie łatwo być zrelaksowanym. Mi pmagają woski. Tranquil Waters od Kringle Candle przenosi mnie nad morze, w letni wieczór, gdzie w powietrzu wyraźne czuć morską bryzę. Ten zapach jest specyficzny, ale uwielbiam go za to że gdy zamknę oczy przenosi mnie daleko od śniegu, deszczu i zimowego klimatu.


W ostatnim czasie nie wyobrażam sobie dnia bez filiżanki herbaty. To mój największy zimowy must have! Herbata Remsey z Biedronki w połączeniu z miodem, cytryną i nutką cynamonu to bajka! 

 Kolejna rzecz poprawiająca mi humor - zakupy. Ostatni zakup to nausznice, które idealnie wkomponowały się w moje świąteczne stylizacje.





No i ostatnia rzecz. Nic nie poprawia humoru w zimę, jak świąteczne ozdoby wprowadzające klimat w domu. W tym roku zdecydowałam się na rustykalny styl.





Jakie są Wasze sposoby na przetrwanie zimy? Jakie woski lubicie odpalać zimą? Jaka herbata króluje u Was tej zimy?

Pyłki do paznokci - Indigo, brokaty

Pyłki do paznokci - Indigo, brokaty
Pyłki do paznokci to takie dodatkowe kolory. W zależności od tego jaki kolor damy pod spód możemy uzyskać różne efekty, kolory. Każdy z nich inaczej odbija światło.

Najwięcej pyłków mam z Indigo. Nazywają się (od lewej): Rose Golden, Syrenka, Emerald, Kopciuszek, Śnieżka. Mam nadzieję że zdjęcia choć trochę oddają jak piękne są te efekty.


Efekty można także stopniować w zależności jak mocno wetrzemy pyłek - od gładkiego lustra do szronu.

Oprócz pyłków Indigo mam także brokaty - złoto, róż i fiolet. Mają one 100 % krycie.

Bardzo lubię stosować pyłki a Wy? Znacie jakieś fajne pyłki?

Moja kolekcja pędzli

Moja kolekcja pędzli
 Bez dobrych pędzli ciężko jest się nauczyć malować. Dużo łatwiej idzie nam sztuka makijażu jeśli pracujemy na dobrych narzędziach. Dzisiaj chciałabym Wam pokazać pędzle jakie posiadam. Myślę, że mam pędzle podstawowe, niezbędne każdej kobiety.



Pierwszy pędzel to puchacz od Donegala, idealny do pudru. Pędzle Donegala są tanie i o dziwo bardzo miękkie. Za ten zapłaciłam 13.99 zł. Ma bardzo długie i syntetyczne włosie. W trzech ruchach możemy przypudrować całą twarz. Bardzo go polubiłam. Z pewnością kupię inne pędzle Donegala, żeby przekonać się czy też są takie miękkie.


Hakuro H50 to flat top do nakładania podkładu. Ma zbite włosie, rozprowadza podkład bez smug. Rączki pędzli Hakuro mają idealną długość. Dobrze trzyma się je w ręce. Włosie tego flat top'a jest miękkie. Mam go od półtora roku i włosie nie straciło jakości, nadal pracuje mi się nim bardzo dobrze.


Model H21 od Hakuro znalazł się w ulubieńcach. Ma naturalne włosie, miękkie. Aby lepiej o niego dbać czasem po umyciu nakładam na niego odżywkę. Ładnie rozprowadza bronzer, bez robienia plam, dobrze blenduje granice. Nadaje się też do różu.


Pamiętacie modę na szczotki do podkładu? Też się skusiłam, niestety. Moja jest z Bling. Zgodnie z opisem producenta miał to być pędzel do podkładu jednak jak dla mnie jest za mały. Lepiej sprawdziłby się do nakładania konturu na mokro, gdyby nie ścierał podkładu spod spodu. Jest twardy, za bardzo zbity. Niestety bubel.


Model H74 to kultowy egzemplarz od Hakuro. Na prawdę warto go mieć! Idealnie blenduje granice. Naturalne włosie tak jak w przypadku H21 warto pielęgnować przy pomocy odżywki. Wtedy będzie miększy.


H76 to malutki ołówek którym łatwo podkreślić dolną powiekę lub wewnętrzny kącik. Bardzo precyzyjny.


Beauty Crew BCE 20 to pędzel do nakładania cieni na mokro. Mimo że jest dość miękki, nie lubię go. Podczas użytkowania go wypadło mu bardzo dużo włosia. Zniechęciło mnie to do używania pędzli tej firmy.


 Jego odpowiednikiem w Hakuro jest numer H70. Jest dużo bardziej miękki, ma bardziej zbite włosie i wcale nie wypada mu włosie. Jest też szerszy. Oprócz nakładania cieni na mokro na całą powiekę nadaje się do czyszczenia górnej granicy blendowania przy pomocy beżowego cienia.

 Ostatni jest chiński pędzel skośnie ścięty którego używam do przyciemniania zewnętrznego kącika. Jak na chiński pędzel jest bardzo fajny.


Moja kolekcja nie jest zbyt duża, ale te egzemplarze w połączeniu z gąbeczkami wystarczają mi do wykonania pełnego makijażu. Jakie firmy i numery pędzli polecacie? Znacie jakiś który ja pokazałam?

Kolorowo hybrydowo :)

Kolorowo hybrydowo :)
Po poradniku hybrydowym czas na omówienie kilku firm kosmetycznych produkujących lakiery hybrydowe. Mam sporo lakierów Semilaca czy Neonail, znajdzie się też Indigo, ale zdradzę Wam także moją ulubioną markę hybryd w fajnej cenie :).


Zacznijmy od marki Indigo. Posiadam od nich jeden kolor w odcieniu "Fashionista" (29 zł). Z tą marką miałam najmniej do czynienia. Baza jest fajna, paznokcie rosną mi pod nią bardzo szybko, z topem trzeba nauczyć się pracować, dłużej przytrzymać go pod lampą i po wyjęciu paznokcia z pod lampy poczekać aż porządnie stwardnieje, inaczej może się przemieszczać. Kolor jest najgorszy z wszystkich produktów jakie mam. Bardzo słabo kryje, trzeba nakładać bardzo cienkie warstwy żeby zastygł. Jako że mam tylko jeden kolor, nie wiem czy to wina tego konkretnego czy wszystkie takie są.


Lakierów z Neonail mam 3 (29 zł sztuka). Posiadam kolory: Ripe Cherry, Neutral, Light Peach. Mają węższy pędzelek i gęstszą konsystencję niż Semilac. Dobrze kryją, szybko utrwalają się pod lampą - tak zachowują się Ripe Cherry (klasyczna, wiśniowa czerwień) i Light Peach (brzoskwinka z nutą różu). Neutral zachowuje się jak "Fashionista" od Indigo, nie kryje i się marszczy, a szkoda bo kolor jest piękny - brązowo - czerwony.


Semilac to marka od której zaczynałam swoją przygodę i dlatego mam najwięcej ich kolorów. W ich przypadku wszystkie są jakościowo takie same. Dobrze kryją, nie ma problemu z zastyganiem. Posiadam kolory o numerach:
- 001 strong white - czysta biel, bardzo mocno napigmentowana. Polecam nałożyć kilka cienkich warstw, zamiast jednej grubszej, dzięki czemu lakier się nie zleje na boki.
- 032 biscuit - mleczny róż nadający się do frencha.
- 135 frappe - ma tony różowo - brązowe z przewagą tych pierwszych
- 003 classic nude - klasycznym nude bym tego nie nazwała, bo to idealny róż, nie ma w sobie tonów brązowych. Jeśli lubicie róż to z tego będziecie na pewno zadowolone.
- 034 mardi gras - mój ukochany kolor, amarant z fioletowymi tonami, bardzo nieoczywisty i oryginalny kolor.
- 028 classic wine - winna czerwień, na pewno pojawi się na moich paznokciach w święta.
- 144 diamond ring - srebro które kryje stu procentowo przy pierwszej warstwie. Kolor godny polecenia.


Na koniec zostawiłam wisienkę na torcie - lakiery Sleek Shine (14.99 zł). Kosztują połowę tego co pozostałe lakiery i niczym się od nich nie różnią. Mają dużą gamę kolorystyczną, dobrze kryją, bez problemu zastygają. Używam ich od około roku. Mam dwa kolory i moja kolekcja na pewno się poszerzy o inne lakiery Sleek.


Dajcie znać jakie macie wrażenia z opisanymi przeze mnie firmami. Czy Wy też macie problemy z Indigo? Znacie Sleek Shine?

TOP 10 listopada 2017

TOP 10 listopada 2017
W październiku nie było ulubieńców i do tych listopadowych podeszłam z entuzjazmem bo znalazłam kilka ciekawych produktów, godnych polecenia ;).

Pierwszymi rzeczami którymi chciałam Wam polecić są żel do mycia twarzy od Evree (16.99 zł) i myjka do mycia twarzy Top Choice (4.99 zł). O tym duecie pisałam już tutaj. Osobno nie działają tak fajnie jak razem. Myjka wykonuje masaż twarzy i pieni żel, który łatwiej zmyć wodą. Jeśli szukacie jakieś fajnej pielęgnacji wyciszającej dla skóry, zainteresujcie się serią Magic Rose od Evree.


 Kolejnego gagatka lubiłam od dawna, ale dopiero podczas pierwszych mrozów go naprawdę doceniłam. A mowa o olejku do ust od Eveline (11.50 zł). Bardzo ładnie zmiękcza usta, lubię go stosować przed peelingiem. Warto mieć go w kieszeni zimowej kurtki :). Ma bardzo fajny, błyszczykowaty aplikator, trochę mało produktu nakłada za jednym razem, ale dwie warstwy dają radę. Jego dodatkowym plusem jest powiększanie ust :).

 O tej bazie też już u mnie czytałyście tutaj. Teraz tylko utwierdziłam się w przekonaniu że to świetny produkt. Moje cera niezbyt dobrze zareagowała na mrozy. Nawilżająca baza pod makijaż i mocno nawilżający krem pozwalają mi przetrwać chłodne dni. Dodatkowo daje ona delikatny, nie przesadzony glow i przedłuża trwałość podkładu :). Jestem z niej bardzo zadowolona!


Do bronzerów zawsze byłam sceptyczna, strasznie bałam się że narobią mi plam. Później zakochałam się w Sahara Sand od Kobo i z chęcią sięgnęłam po ich kolejny produkt a mianowicie kółko do konturowania na mokro (20 zł). Najchętniej sięgam po ten jaśniejszy bronzer, co widać po zużyciu. Reszty produktów używam rzadziej. Po pierwsze produkt ten ma piękny zapach, a jego konsystencja jest idealna, nie za tłusta, nie za sucha. Pięknie rzeźbi policzki. Spokojnie można stopniować efekt w zależnie od tego ile nałożymy produktu :).

 Puder ryżowy Moia (20 zł) ma starszne opakowanie, bardzo nieporęczne i nie uważam żeby był to najlepiej matujący podkład ever. Raczej to drobno zmielony, nie bielący puder, dobry do bakingu. Jego wykończenie nazwałabym bardziej satynowym i właśnie za to wykończenie go polubiłam. Nie jest ciężki i przytłaczający, podoba mi się jak wygląda na twarzy :).

 Kredkę Mystik Warsaw w odcieniu Brunette (14.50 zł) kupiłam z polecenia RLM. Rzeczywiście jest bardzo fajna, poręczna, nie trzeba jej temperować, ma adny chłodny kolor. W zależności od stopnia naciskania jej możemy uzyskać słabszy bądź mocniejszy efekt. Utrzymuje się bez problemu cały dzień.

 Recenzję palety modern od wibo (38.99 zł) mogłyście przeczytać tutaj. Więc odsyłam Was do tego wpisu jeśli chcecie wiedzieć o niej więcej. Kolorystyka i praca z nimi jest przyjemna. Nauczyłam się z nimi pracować i bardzo często i chętnie po nią sięgam!


 Tusz Lovely Envy Eyes (15,39 zł) jest mniej popularny niż Curling Pump Up - żółta wersja, ale według mnie godny uwagi. Ładnie wydłuża, nie odbija się na powiekach, a efekt utrzymuje się przez cały dzień. Szczoteczka ma trochę zbyt ostre włoski, więc trzeba być ostrożnym przy malowaniu, ale efekt jest warty zachodu :).


 Jako amator słodyczy nie mogłam nie wspomnieć o moim odkryciu listopada - Tofelek (4.50 zł) czyli okrągły wafelek z nadzieniem karmelowym. Kładzie się go na herbatę lub kawę która rozpuszcza karmel. Świetna przekąska do zjedzenia przy kubku ulubionego ciepłego napoju w zimne dni :).

A jacy byli Wasi ulubieńcy listopada? Koniecznie piszcie na dole :). Znacie któryś z produktów który opisałam? Jakie słodycze zajadacie w jesienno zimowe wieczory? Chętnie coś od Was zgapię ;).
Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger