Denko time - listopad 2017

Denko time - listopad 2017
W tamtym miesiącu nie było denka. W tym uzbierało mi się kilka produktów, które chciałam Wam pokazać.

Tusz do rzęs z Golden Rose definitive volume & length mascara (21.90 zł) zachwałałam nie raz. Znalazł się w top 10 maja lub w zestawieniu drogeryjnych tuszów do rzęs. Po skończeniu opakowania nadal uważam że to najlepszy tusz do rzęs jaki miałam, a miałam ich dużo. Pięknie wydłuża, pogrubia, nie kruszy się. Prosta szczoteczka i dość mokra formuła to niewątpliwie jego ogromne zalety. Na pewno kupię go ponownie.

 Loreal volume million lashes so couture (54 zł) to tusz który z jednej strony uwielbiam za konsystencję, ciekawą szczoteczkę z krótkimi igiełkami i zapach czekolady. z drugiej strony jest bardzo drogi i szybko wystyga. Używałam go jakieś półtora miesiąca. Opakowanie jest fajne, eleganckie. Nie wiem czy go kupię ponownie.

 Biała czekoladka od Lovely (24 zł) to mój pierwszy puder w kamieniu. Do tej pory zawsze używałam tylko tych sypkich. Biała czekoladka od Lovely pięknie pachnie czekoladą i ma świetne opakowanie zamykane na magnes. Puder daje wykończenie satynowe, nie jest to stu procentowy mat. Dzięki temu pudrowi przekonałam się do takiego właśnie wykończenia. Jedyny minus to gramatura, nie zdziwcie się jak szybko zobaczycie denko ;). Raczej kupię go ponownie.



 NIedawno czytałyście u mnie o bazach. Jedną z nich była rozświetlająca baza z Golden Rose. Jako że była to tylko próbka zużyłam ją na raz. Dokładniej możecie przeczytać o niej tutaj. Baza na ogół mi się spodobała, choć myślę, że bardziej spodoba się fankom większego glow. Pozostanę przy bazie z Bielendy i raczej nie kupię pełnowymiarowego produktu od Golden Rose.


Olejek od Evree (16.99zł) recenzowałam tutaj. Jeśli interesuje Was dokładniejsza recenzja tego prosuktu zajrzyjcie tam :). Etykietki zeszły po 2 użyciach. Konsystencję produktu oceniam na plus, mimo, iż jest to olejek nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Kiedyś na pewno do niego wrócę, teraz czeka na mnie za dużo nowości :).


O maseczce z Bielendy z ekstraktem z ananasa (4 zł) jeszcze Wam nie opowiadałam, a jest to jedna z moich ulubionych maseczek, do których zawsze wracam. Za cenę 4 zł dostajemy dwie saszetki produktu na dwie aplikacje. Maseczka jest gęsta i intensywnie pachnie ananasem. Uważam że jest trochę za mało produktu  jednej saszetce bo wolałabym nałożyć grubszą warstwę. Zrywanie jest przyjemne, nic nie boli. Co do efektów widzę nawilżenie, zmiękczenie i wygładzenie skóry. Przyjemna maseczka dla zrelaksowania się i odświeżenia cery.

 Płyn micelarny z Garniera (20 zł) jest w każdym denku tak samo jak szampon Loreal arginine resist x3 (13 zł). Są to moi ulubieńcy od kilku lat i nie wyobrażam sobie by ich nie było w mojej pielęgnacji.



Recenzję szamponu Aussie (20 zł) czytałyście tutaj. Szampon przypadł mi do gustu, choć nie przebił tego z Loreala. Kiedyś może do niego wrócę.



Mus do ciała z Nivea (14 zł) pojawia się kolejny raz w denku i pewnie pojawi się jeszcze nie raz. Bardzo fajny produkt zarówno pod względem konsystencji, zapachu jak i długości użytkowania.


Żel pod prysznic od Nivea (13.99 zł) także pojawiał się już w denku. Jest delikatny dla mojej skóry, nie podrażnia jej i utrzymuje długo zapach na skórze dlatego tak bardzo go lubię. Jest pojemny, dobrze się pieni. Minusów nie widzę :).


Znacie któryś z produktów który dzisiaj pokazałam? Co o nich sądzicie? Który Was najbardziej zainteresował?

Hybrydomania - szybki poradnik dla początkujących

Hybrydomania - szybki poradnik dla początkujących
Kontynuując szybkie poradniki dla Was dzisiaj chciałabym Wam pomóc w rozpoczęciu przygody z hybrydami. Osobiście nauka robienia hybryd zajęła mi bardzo krótko, mimo, że wcześniej nie lubiłam malować paznokci. Teraz to polubiłam, choć nadal nie mam cierpliwości do skomplikowanych wzorków. Postanowiłam w tym poście odpowiedzieć na pytania na które sama szukałam odpowiedzi zaczynając używać lakierów hybrydowych.

Czy hybrydy niszczą paznokcie?
Nie jeśli są odpowiednio zdejmowane! Ja niestety nie brałam teg6o na poważnie i moje paznokcie są bardziej miękkie, ale później opowiem Wam jak staram się z tym walczyć. Zciąganie paznokci zacznijcie od spiłowania topu, następnie owińcie palce w namoczone acetonem waciki i kawałki folii aluminiowej (mówicie na nią pazłotko czy sreberko? u mnie mówi się sreberko ;)). Na koniec drewnianym patyczkiem usunicie rozpuszczony lakier.

Jak przygotować płytkę paznokcia do nakładania lakierów hybrydowych?
Ja zawsze zaczynam od odsuwania skórek. Najpierw stosuję preparat od Sally Hensen Instant Cuticle Remover (28 zł), który szybko zmiękcza skórki i ułatwia ich wycinanie bądź odsuwanie. Pamiętajcie żeby nie trzymać go zbyt długo na paznokciach. Po osunięciu skórek należy zmatowić bloczkiem polerskim płytkę paznokcia a następnie przetrzeć je wacikiem nasączonym odtłuszczaczem/cleanerem.


Lepiej odsuwać skórki czy ją wycinać?
Osobiście uważam że lepiej odsuwać skórki. W moim przypadku zawsze kaleczę się przy wycinaniu skórek i później odrastają mi grubsze i ciężej się ich pozbyć.


Jaką bazę najlepiej wybrać?
Przez moje ręce przewinęło się już 3 bazy. Klasyczna baza z Semilaca była całkiem dobra, a co najważniejsze dobrze trzymała lakier, nic nie odpryskiwało. W przypadku bazy witaminowej bardzo się zawiodłam. Nie ważne jakie kolory czy topy użyję paznokcie z tą bazą schodzą mi jak naklejki. Przez to często zrywałam lakier bez acetonu co sprawiło że teraz moje paznokcie są miękkie. Dla mnie to bubel. Wiele dobrych opinii słyszałam na temat bazy proteinowej z Indigo. Ma ona za zadanie wspomóc paznokcie żeby nie były takie miękkie. Pierwsze co zauważyłam to, to że paznokcie z nią rosną szybciej niż pod każdą inną bazą. Indigo utrzymuje mi też lepiej lakiery. Polecam ją jak najbardziej :).




Do czego służy Hard i czy warto go kupić?
Hard służy to utwardzania płytki paznokcia, znajdziecie do w różnych wersjach kolorystycznych. Miałam już milk a teraz posiadam clear. Uważam że to bardzo przydatna rzecz. Paznokcie z warstwą hardu są twarde jak skała i nie łamią się tak łatwo.


Czym się kierować w wyborze topu? Czym się różni zwykły top od tego no wipe?
Podczas mojej przygody z hybrydami miałam już klasyczny top z Semilaca, top no wipe i dry top z Indigo. Top no wipe czy dry top to topy które nie wymagają przemywania warstwy dyspersyjnej (nie mają klejącego efektu). Dają efekt "mokrych paznokci" i zapewniają wysoki połysk. Dlatego chętniej sięgam po tego typu topy niż te klasyczne. Chciałabym Was ostrzec przed bazą i topem 2w1 z Semilaca, ponieważ tak jak w przypadku bazy witaminowej paznokcie schodzą jak naklejki :(.


Mam nadzieję że wyczerpująco odpowiedziałam na pytania które Was nurtowały, jeśli macie inne śmiało pytajcie w komentarzach. Jeśli korzystacie już z dobroci noszenia hybryd jakie błedy popełniałyście na początku?

Bazy rozświetlające - Bitwa gigantów. Bielenda vs Golden Rose

Bazy rozświetlające - Bitwa gigantów. Bielenda vs Golden Rose

Na promocji w Rossmanie zdecydowałam się na zakup bazy nawilżająco - rozświetlającej z Bielendy (29.90 zł). Jako że miałam próbkę innej bazy rozświetlającej z Golden Rose (pełnowymiarowy produkt kosztuje 23.90 zł) postanowiłam zrobić ich porównanie.

 

Opis producenta:Jedwabista i delikatnie perłowa baza pod makijaż nadaje skórze naturalny i zdrowy blask.
Lekka formuła sprawia, że produkt doskonale minimalizuje widoczność porów oraz niewielkich zmarszczek bez efektu obciążenia skóry. Skóra staje się rozświetlona, gładka i świeża. Formuła nie zawiera parabenów.

Baza z Golden Rose ma bardzo ładny zapach. Jej konsystencja przypomina mi krem. Jej kolor jest biały, perłowy. Perła jest widoczna po nałożeniu na twarz, ale znika pod podkładem. Daje bardzo mocny efekt glow, mimo, że nałożyłam na niego matujący podkład, przypomina mi to efekt mokrej skóry. 








Opis producenta: Żelowo-perłowa rozświetlająca baza pod makijaż to idealny sposób na dodanie blasku i wizualne odświeżenie cery, przy jednoczesnej poprawie jej nawilżenia.Inteligentny dozownik zamienia perłowe kapsułki zawieszone w lekkim żelu w jedwabiste serum, które idealnie dopasowuje się do skóry. Baza jest bardzo lekka, nie klei się, szybko się wchłania.


Baza z Bielendy ma super wygląd - to bąbelki zatopione w bezbarwnej masie. Dzięki pompce łatwo się wydobywa odpowiednią ilość produktu. Niestety pompka bardzo łatwo się odkręca. Jej zapach przypomina mi męskie perfumy. Konsystencja jest dużo rzadsza niż w przypadku Golden Rose. Na twarzy efekt glow jest dużo mniejsze, ale bardziej postawiono na nawilżenie. W przypadku tej z Golden Rose czuję delikatne ściągnięcie, a ta z Bielendy bardzo ładnie nawilża. Obie bazy lepią się i znacznie przedłużają trwałość podkładu.


Miałyście do czynienia z tymi produktami? Jakie są Wasze odczucia?

#3 Maseczkowo - czarna maska peel off

#3 Maseczkowo - czarna maska peel off


Pamiętacie szał na czarną maskę peel off? Jako fanka masek nie mogłam jej nie kupić. Zwłaszcza, że podobno niewiarygodnie oczyszcza nos. Jaka jest moja ocena tej maski? Czytajcie dalej :).
 Producent opisuje maskę jako głęboko oczyszczającą maskę peel off. Forma z rywania i to, że w ogóle się przy niej nie brudzę mimo intensywnie czarnego koloru bardzo mi się podoba. Opakowanie zawiera 50 ml produktu, jest to bardzo dużo. Maska jest mega wydajna. Nie polecam nakładać jej na całą twarz chyba że macie tłustą skórę. Na suchych partiach twarzy ściąganie może bardzo boleć tak jak w moim przypadku. Jako posiadaczka mieszanej skóry nakładam ją na czoło, nos i brodę raz w tygodniu. Trzymam ją na twarzy od 15 do 30 minut w zależności od grubości warstwy jaką nałożę.


Po zerwaniu widzę pojedynczo wyciągnięte zaskórniki. Nie jest to jakiś niesamowity efekt. Maseczkę dałam także do przetestowania mojej mamie, na której efekty były niesamowite. Wyciągnęło jej wszystkie zaskórniki! Nie zależnie od ilości wyciągniętych wągrów skóra po niej jest bardzo gładka. Efekt ten utrzymuje się przez kilka dni, co jest ogromnym plusem. Opakowanie jest bardzo wygodne. Łatwo się z niego wydobywa produkt.

Myślę że efekt zależy od stopnia zanieczyszczenia naszej skóry. Polecam wykonywać ją raz na jakiś czas żeby dogłębnie oczyścić twarz. Miałyście z nią kontakt? Co o niej uważacie?

Markowo - Evree

Markowo - Evree
Hej! Dzisiaj przychodzę do Was z nową serią na moim blogu - markowo. Będzie ona polegała na tym, że nie tylko zbiorę i zrecenzuję produkty jednej marki, ale i przybliżę Wam ich politykę i ocenię
ich marketing, czy stronę internetową. Na pierwszy ogień idzie marka Evree. (zdjęcie loga pochodzi ze strony: ezebra.pl)



Evree to polska, prężnie rozwijająca się firma. Marka ta wytwarza produkty do pielęgnacji. Sami o sobie piszą tak:
Podobnie jak Ty, potrafimy iść pod prąd. W czasach, gdy wszystko pędzi, w epoce photoshopa i „składników identycznych z naturalnymi”, znaleźliśmy własną drogę do PIĘKNA. Z myślą o kobietach śledzących offtopowe trendy, tworzymy taki „slow food” dla skóry. Koktajl natury z nowoczesnością w jej zdrowszym wydaniu. Bo chodzi nam nie tylko o pielęgnację Twojego ciała, ale też o satysfakcję dla duszy. Marka evrēe® czerpie pełnymi garściami z natury i kreuje trendy na przyszłość. Wiemy, jak wydobyć i podkreślić Twoje wrodzone PIĘKNO. Będziesz zaskoczona skutecznością naszych kosmetyków, które aktywnie pobudzają skórę do naturalnej regeneracji.  One tak jak i Ty trzymają się z dala od sztuczności i rutyny, a doskonale współgrają z naturą, sportem, modą, tańcem i zdrową dietą. Jednym słowem – dzielimy wiele wspólnych pasji 🙂
Super napisana reklama firmy zachęca do zapoznania się z ich ofertą, mnie osobiście bardzo zaciekawiła. Strona Evree jest bardzo przejrzysta, łatwa w obsłudze. Możemy na niej także znaleźć link do sklepu w którym możemy kupić ich produkty.


Olejek Magic Rose do mycia twarzy (16.99zł) kupiłam na promocji w Rossmanie w maju. Chciałam go dokładnie przetestować. Przez długi czas nie wiedziałam co o  nim myśleć. Zacznijmy od opakowania. Plastikowa butelka jest przyjemna w użytkowaniu, jednak naklejki odlepiają się po jednym użyciu. Nie chcecie wiedzieć jak teraz wygląda ta butelka, gdy kończę opakowanie :).


Produkt ma za zadanie zmywać makijaż. O ile z podkładem i wszystkimi produktami do twarzy radzi sobie bardzo dobrze, tak z oczami bardzo mnie zawiódł. Przez około 10 minut nie mogłam się pozbyć mgły na oczach. Więcej nie próbowałam go nakładać na oczy. Mimo wszystko polubiłam go w zmywaniu makijażu twarzy, bo mimo, że ma oleistą konsystencję nie zostawia na twarzy tłustego filmu. Dobrze się go zmywa .



Kolejnym produktem z Evree jaki posiadam jest różany żel do mycia twarzy (16.99 zł).  W połączeniu z silikonową myjką z ostatniego haul'u to moi totalni ulubieńcy. Żel sam w sobie jest gęsty choć spływa po twarzy. Myjka sprawia że żel zmienia się w piankę którą dużo łatwiej zmyć niż żel rozprowadzony palcami. Dodatkowo myjka robi bardzo przyjemny masaż twarzy.


Ostatnią rzeczą jaką dzisiaj chciałam Wam pokazać to tonik z Evree Pure Neroli (14.99 zł). Pokazywałam Wam go w ulubieńcach lata :). Uwielbiam połączenie tych trzech produktów. Dzięki nim moja skóra jest miękka i ukojona, dzięki działaniu wyciągu z róży.


Bardzo lubię markę Evree i cieszę się że polska firma ma tak dobre produkty. A Wy jakie produkty z Evree znacie i polecacie? A może nie lubicie tej marki?

PS: Post nie jest sponsorowany przez markę Evree.

Gąbeczkowo - zbiorcza recenzja tanich gąbek

Gąbeczkowo - zbiorcza recenzja tanich gąbek
Podkłady możemy aplikować na wiele sposobów: palcami, pędzlem bądź gąbką. Nie lubię nakładać podkładu palcami, bo nie tylko się przy tym brudzę, ale wydaje mi się że nierównomiernie rozkładam produkt. Nakładanie pędzlem bardzo lubię, tak samo jak gąbeczką. Obecnie posiadam 5 gąbek od 4 różnych firm.

Kojarzycie kółka z sześcioma trójkątnymi gąbeczkami z Rossmana? Kiedyś kupiłam taki zestaw. Ich niska cena była jedynym plusem. Są bardzo porowate, przez co piją dużo podkładu. Są bardzo małe i nie wygodnie się je trzyma. Ciężko się je domywa.

Jakiś czas temu Lidl oferował akcesoria do makijażu. Kupiłam zestaw gąbeczek z których jestem bardzo zadowolona. Są śliskie, wydaje mi się że mają sporo lateksu. Mają małą porowatość, nie piją dużo podkładu. Są twarde.

Moje nowe odkrycie to gąbeczka Moia. Jest bardzo miękka, ma idealną porowatość, nie pije dużo podkładu. Bardzo łatwo się ją domywa. Nie jest twarda i nie ma dźwięku odbijania przy aplikacji. Praca z nią to czysta przyjemność.

Gąbeczki z Donegala nie mogłam już domyć. Miałam ją już dość długo i wyrzuciłam ją. Jest to najtwardsza gąbka jaką miałam. Nie piła dużo podkładu, ale nakładanie nią podkładu nie było przyjemne. Odbijała się od twarzy jak piłeczka. Przy okazji jej wyrzucenia postanowiłam ją przeciąć. Okazało się że mimo iż nie mogłam jej domyć to w środku była czysta. Gąbka to całkiem higieniczna forma aplikacji podkładu.


Planuję w najbliższym czasie kupić gąbeczkę Blend it. Orientujecie się czy kolor wpływa na jakość gąbki? Dajcie znać czy miałyście którąś z gąbek którą Wam pokazałam i jak Wam się spisała.
Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger