Golden Rose Matte Crayon Lipstick - Recenzja

Golden Rose Matte Crayon Lipstick - Recenzja

Hej! Jako że jutro wybieram się na wesele i nie będę miała czasu na publikację postu, to przychodzę z nim do Was dzisiaj. Jak widzicie po tytule i pierwszym zdjęciu, chciałabym Wam opowiedzieć o kredkach z Golden Rose. Ta firma jak dla mnie przoduje w produktach do ust, spośród tanich firm jest bez wątpliwości najlepsza.


Cena za sztukę: 11.90 zł
Liczba odcieni: 28
Opis producenta (źródło: strona goldenrose.pl): Matowa pomadka do ust Matte Crayon tworzy na ustach aksamitne wykończenie.Wysoka zawartość pigmentów oraz długotrwała formuła sprawia, że pomadka długo utrzymuje się na ustach. Idealnie się rozprowadza, a dzięki zawartości składników nawilżających oraz wit. E dodatkowo odżywia i nawilża usta. Bogata paleta kolorów zawiera odcienie od klasycznej czerwieni po różne odcienie nude. 

Wykończenie pomadek jest satynowe, nawilżające. Łatwo obrysowuje się nimi kontur ust i rozprowadza się je na ustach dzięki satynowej konsystencji. Nie wysuszają ust. Utrzymują się dobrze, dopóki czegoś nie zjecie lub się nie napijecie. Odbija się na wszystkim. Po zjedzeniu czegokolwiek zostają Wam tylko kontury. Nie przeszkadza mi malowanie ust po każdym posiłku więc raczej chętnie po nie sięgam.


Jest to fajna alternatywa dla matowych pomadek. Posiadaczki przesuszonych ust na pewno będą nimi zachwycone. Jest to mój ulubiony produkt spośród nie zastygających produktów.


Poniżej możecie zobaczyć swatche kolorów jakie posiadam. Od lewej 08, 10, 12, 21. Numer 8 to mój ulubieniec. Ciemny brudny róż pasuje do moich ciemnych włosów. Kolor nr 10 jest bardzo popularny, to typowy dzienny nudziak. Nr 12 to typowy żywy róż, ale nie jest neonowy ani plastikowy. Nr 21 to rudawy brąz, bardzo ciekawy i niepowtarzalny odcień.


Podoba mi się w tej serii szeroka gama kolorystyczna. Dzięki niewielkiemu kosztowi za sztukę mogę kupować kolory które nie jestem pewna czy będą mi pasować. Najlepiej temperuje się je strugaczką czy jak wolicie temperówką z Golden Rose. Lubicie tą serię?  Które kolory polecacie?  Do następnego posta! ;)

Kampania Le petit Marseillais

Kampania Le petit Marseillais
Szczęściu trzeba pomagać!

#truskawkowylpm #twojachwilalpm #ambasadorkaLPM

Przepis na kajmaki - pyszne wafle przekładane czekoladową masą

Przepis na kajmaki - pyszne wafle przekładane czekoladową masą
Hej! Dawno u mnie nie było żadnego przepisu. Czas to nadrobić. Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić przepisem na wafle przekładane czekoladową masą - kajmaki. Są bardzo łatwe do przyrządzenia. :)

Oto składniki jakich będziecie potrzebować do przygotowania kajmaków:
  • 1 kostka masła lub margaryny
  • 1 opakowanie cukru wanilinowego
  • 1 szklanka cukru
  • 3-4 łyżki kakao
  • 1/2 szklanki zimnej wody
  • 1 szklanka mleka w proszku
  • 2 paczki wafli

Najpierw należy roztopić masło, dodać cukier i cukier wanilinowy, wodę i kakao. Następnie zagotować i odstawić do ostudzenia. Powinna powstać taka masa:

Po wystudzeniu należy dodać mleko w proszku i wymieszać. Powinna powstać taka masa:

Wystarczy przełożyć wafle tą masą. Przygniećcie wafle np. deską do krojenia żeby się nie powyginały. Pozostawcie je na kilka godzin aby zmiękły a następnie pokrójcie na małe trójkąty. 

Gwarantuję że jeśli lubicie słodycze to na pewno te ciasteczka Wam zasmakują. Z mojego przepisu powstanie ok. 30 sztuk. Przygotowywałyście je kiedyś? A może dopiero chcecie je wypróbować? Dajcie znać czy wyszły Wam i czy smakują :) Do następnego :*

#Maseczkowo - Recenzja - Holika Holika Baby pet

#Maseczkowo - Recenzja - Holika Holika Baby pet
Hej! Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją maseczki Holika Holika Baby pet (15 zł). Zacznę od tego jak przygotowuję moją skórę do nałożenia maseczki. Najpierw zmywam makijaż moim ulubionym płynem micelarnym z Garniera, następnie oczyszczam skórę pianką z UnderTwenty, którą kilka dni temu użyłam po raz ostatni i pojawi się w następnym denku. Na końcu tonizuję skórę. Tak przygotowuję twarz do każdej maseczki niezależnie od postaci. 

Opakowanie tej maseczki bardzo mi się podoba. Jest proste, a jednocześnie zabawne ze względu na pieski. Nie byłam przekonana co do jej zakupu ze względu na cenę - 15 zł za jednorazową maseczkę to dla mnie trochę za dużo, a jednak skusiłam się. Czy było warto? Czytajcie dalej :)

 Producent maseczki zapewnia że po użyciu tej maski nasza skóra będzie zmiękczona, nawilżona, dodatkowo wygładzi drobne zmarszczki. Zauważcie że motyw zmarszczek jest na opakowaniu - większy pies ma na twarzy zmarszczki a mały nie. Można to interpretować jako młodszy i starszy a mi się kojarzy z efektem przed i po.


Zmarszczki powtarzają się także na płachcie którą możecie zobaczyć niżej. Po trzymaniu jej na twarzy przez 20 minut zmarszczki z płachty zniknęły. Co do efektu jaki dała to zauważyłam wygładzenie i nawilżenie. Jako że nie posiadam zmarszczek, nie mogę Wam powiedzieć czy redukuje drobne zmarszczki. Sama aplikacja i czas noszenia był komfortowy, nie odklejała się i bardzo się przy niej zrelaksowałam. Czy kupię ją ponownie? Raczej nie. Owszem efekt był fajny ale znam tańsze maseczki dające podobny efekt które poznacie w innych postach z serii #maseczkowo.

Stosowałyście tą maseczkę? Kupicie ją ponownie? Czy chciałybyście poczytać wpisy na bardziej teoretyczne tematy jeśli chodzi o wizaż? Dajcie znać :) Do przeczytania :*

Pojedyncze cienie MUR - recenzja

Pojedyncze cienie MUR - recenzja
 Hejka naklejka! Ostatnio bardzo wkręciłam się w malowanie powiek. Mam na oku kilka palet, ale na razie przypominam sobie jakie fajne cienie mam w swoich zasobach kosmetycznych.  Z MUR mam 2 palety - różową czekoladkę i Beyond Flawless. Do tego, jakiś czas temu zakupiłam kilka pojedynczych cieni. Głównie takich które najczęściej używam.



  • Posiadam kolory:
  • Touch me - matowy beż, bez drobinek o satynowym wykończeniu. Używam go bardzo często, praktycznie do każdego makijażu. Nie wszystkie palety zawierają beżowe cienie, więc myślę że taki pojedynczy cień powinna mieć każda pasjonatka palet; 
  • BASE! - połyskliwy beż ze złotymi drobinkami, idealny do rozświetlania wewnętrznego kącika, bardzo uniwersalny i przydatny w codziennym makijażu;
  • DELICIOUS - brąz idealny w załamanie, matowy, bardzo ładnie modeluje oko;
  • I NEED YOU - połyskliwy brąz, posiada złote drobinki, używam go głównie gdy wykonuję makijaż w błyszczących odcieniach do przyciemniania kącika ;
  •  SMOKIN 2 - intensywny fiolet przełamany szarością, kolor niebanalny, fajnie mieć taki wyjątkowy odcień w zbiorach;
  • BLACK HEART - czerń, nie do końca matowa, choć nie ma drobinek. Używam go tylko do przyciemniania linii rzęs;    


Cena każdego to ok.5 zł. Wszystkie posiadają bardzo fajną konsystencję, taką satynową, miękką, przyjemną pod palcami. Żaden z nich się nie osypuje. Cienie błyszczące dobrze kleją się do powieki. Moje powieki nie są tłuste i baza w postaci korektora zapewnia mi trwałość na cały dzień. Poniżej możecie zobaczyć swatche poszczególnych kolorów. Szkoda że w ofercie występują tylko zimne kolory. Super by było gdyby pojawiły się jakieś czerwienie, pomarańcze czy róże, z chęcią bym się w nie zaopatrzyła.

Posiadacie pojedyncze cienie MUR? Jakie inne pojedyncze cienie polecacie? Glamshop, Inglot, Kobo? I czy to prawda że cienie Glam barwią powiekę? Do przeczytania :*

Przegląd kosmetyczki - duużo tuszów do rzęs :)

Przegląd kosmetyczki - duużo tuszów do rzęs :)
Hej! W mojej kosmetyczce oprócz pomadek najwięcej mam tuszy, co widać na zdjęciach ;). Mam już małe doświadczenie z drogeryjnymi tuszami, którym postanowiłam się z Wami podzielić ;). Przygotujcie się na częste powtarzanie wyrazów: tusz i rzęsy oraz sporą dawkę zdjęć :). Nie będę pokazywała Wam efektów każdego z tuszy na oku, bo każda z nas ma inne rzęsy - dłuższe, krótsze, gęstsze, rzadsze. Dlatego zdecydowałam pokazać Wam z bliska szczoteczki, co może ułatwić Wam wybór :).




Maybelline the colossal volum' express mascara (25 zł) to kultowy tusz. Raczej każda z nas słyszała o nim. Jeszcze kilka lat temu używałam tylko tego tuszu. Później zaczęłam testować i trochę o nim zapomniałam. Jakiś czas temu chciałam do niego wrócić ale przez pomyłkę kupiłam brązowy kolor i raczej rzadko go używam. Choć przypomniałam sobie jaki piękny efekt daje na rzęsach. Pięknie wydłuża rzęsy - w moich przypadku aż po brwi ;), do tego dobrze zagęszcza, przy tym nie sklejając rzęs. Polujcie na niego na promocji w Rossmanie.




Z tuszem Wet n wild max fanatic eye mascara (22.99 zł) wiązałam duże nadzieje. Mokra konsystencja, którą tak lubię dawała nadzieję na kolejnego ulubieńca. Dziwna szczoteczka i przede wszystkim promocja dodatkowo zachęciły mnie do zakupu. Po pierwszym użyciu byłam zachwycona. Później już nie było tak kolorowo. Coraz trudniej pracowało mi się ze szczoteczką, nie docierała do najmniejszych włosków. Efekt po był przeciętny, nie zachwycał, trochę sklejał rzęsy, o drugiej warstwie nie było mowy. Przestałam go używać. Nie polecam!


Loreal volume million lashes so couture (54 zł) jest sławny i bardzo drogi. Ja kupiłam go na jakiejś stronie internetowej za ok 25 zł. To był mój pierwszy tusz o tak mokrej konsystencji. Zalety? Wspomniana przeze mnie konsystencja, szczoteczka ani za mała ani za duża, efekt pogrubienia i rozdzielenia rzęs. Minusy to zdecydowanie cena i niestety bardzo szybko zasycha w opakowaniu. Po jakiś 6 tygodniach nie dokładnie malował rzęsy. Za taką cenę spodziewałam się że będę mogła go używać minimum 3 miesiące. Bardzo podoba mi się jego zapach - kojarzy mi się z czekoladą.


Catrice Glam&Doll (17 zł) posiada suchą konsystencje i jest to typowo wydłużający tusz do rzęs. Ładnie rozdziela i wydłuża, ale wolę konsystencję taką jak w Loreal'u. Polecam go na co dzień, w makijażach make up no make up. Jest średni jak dla mnie.


Tusz My secret Create Your Lashes (14 zł) pięknie rozdziela i wydłuża rzęsy. Fajny efekt na codzień. Nie wysycha zbyt szybko, jest wydajny.

Jeśli czytacie mojego bloga, to wiecie, że tusz z Golden Rose defintive volume & length mascara (21.90 zł) jest moim wielkim ulubieńcem. To jest lepsza wersja Loreal Volume million lashes. Ma dużą szczoteczkę, którą wygodnie maluje się nawet te krótkie rzęsy w wewnętrznym kąciku. Bardzo lubię jego mokrą konsystencję i w przeciwieństwie do Loreala nie wysycha tak szybko. Dla mnie to ideał :)

Bell Glam & Sexy Mascara Volume Black (10 zł) daje zwykły dzienny efekt. Wydłuża, ale nie pogrubia, dobry tusz ale znam dużo lepsze, to taki przeciętniak.


















W żadnym z tuszy nie miałam problemu, że się odbijał na górnej powiece (na szczęście, bo wystarczy że zdarza mi się ubrudzić tuszem powiekę przy kichaniu, każda dziewczyna zna ten ból ;)). Post jest dość długi, ale mam nadzieję, że spodobał Wam się mój przegląd drogeryjnych tuszy. Piszcie czy miałyście któryś z tuszy i jak Wam się sprawdził. Piszcie też swoje typy do testów. Do przeczytania :*

5 kosmetyków za którymi tęskniłabym gdyby zostały wycofane z Zaczarowanaa

5 kosmetyków za którymi tęskniłabym gdyby zostały wycofane z Zaczarowanaa
Hej. Dzisiaj mam dla Was wyjątkowy post. Nie dość że będą to moje ulubione kosmetyki, to dodatkowo powstał ze współpracy z Zaczarowanaa z bloga: http://me-and-my-passions.blogspot.com/. Musicie do niej zajrzeć, ponieważ jej posty są zawsze świetne przygotowane - zawierają piękne zdjęcia, szczere recenzje kosmetyków i inspiracje kulturalne. Koniecznie do niej zajrzyjcie! No i przeczytajcie o jej ulubionych kosmetykach:  http://me-and-my-passions.blogspot.com/2017/09/5-kosmetykow-za-ktorymi-teskniabym.html. Teraz przejdźmy do moich perełek kosmetycznych. Wybrałam samą kolorówkę, bo w pielęgnacji nie jestem wierna tym samym produktom.

 Pierwszym produktem o jakim pomyślałam, że tęskniłabym za nim gdyby został wycofany była  pomadka Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick. Niedawno je recenzowałam, myślę, że domyśliłyście się, że znajdą się w tym zestawieniu.  Moje ulubione obecnie kolory to 03, 11 i 24 - jeden róż i dwa brązy. Używam ich codziennie, bo z nimi mam pewność że utrzymają się cały dzień i zmyję je dopiero wieczorem, niezależnie od tego co będę jadła czy piła. Oczywiście w ramach rozsądku - gdy zjem bardzo tłusty obiad to muszę je poprawiać od środka ust. Nie wysuszają dzięki konsystencji troszkę lepiącej, nie jest to 100% mat.


Kolejny produkt to sławny rozświetlacz Lovely w odcieniu Gold. Jest to mój jedyny rozświetlacz, mam go od maja. Wcześniej nie byłam przekonana do świetlistych szczytów kości policzkowych. Teraz się przekonałam i podoba mi się efekt ciepłego rozświetlacza na opalonej skórze. Konsystencja jest bardzo fajna, nie za bardzo sucha. Dobrze się nim pracuje, nie miałam z nim problemu nawet gdy pierwszy raz go nakładałam.

 Kolejny produkt to bronzer Kobo Sahara Sand. Długo go nie używałam, bo testowałam inne produkty, ale wróciłam do używania go przy okazji testowania produktów do postu o bronzerach, który niedługo się pojawi. Jak dobrze że sobie o nim przypomniałam. Obecnie odrzuciłam czekoladkę z Lovely, z którą coraz trudniej mi się pracowało i potrafiła robić plamy. Bronzera z Kobo używam codziennie i jest to przeciwieństwo czekoladki. Ma jasny, chłodny odcień, bardzo łatwo się z nim pracuje, nie robi plam i łatwo się rozciera. Teraz jestem opalona więc daje delikatny efekt, ale w zimie przy bladej cerze będzie idealny. Wreszcie nie mam obaw czy nie mam plamy na policzku.



Kolejny produkt do tusz do rzęs Golden rose definitive & length mascara. Wiecie, że go kocham. Ma dużą szczoteczkę, a mimo to dociera nawet do najkrótszych rzęs. Konsystencja na początku była bardzo mokra coś jak Loreal. Teraz jest już trochę gęstsza. Mam go od jakiś 4 miesięcy (wiem, że tusze powinno się używać przez 3 miesiące, ale tylko ja go stosuję, nie maluję nikogo i na pewno go wyrzucę gdy zaschnie bądź cokolwiek będzie z nim nie tak). Pewnie jeszcze jakiś tydzień i będę musiała kupić nowy egzemplarz, ale bez wątpienia zrobię to! Żaden inny tak nie wydłuża i jednocześnie pogrubia co ten.  To ideał <3


Podkład Bourjois Healthy Mix w odcieniu 53 mam od ok. miesiąca. Zaczęłam go intensywnie testować przez ostatnie półtora/dwóch tygodni i przepadłam. Wcześniej stosowałam podkład Catrice All Matte Plus o matowym wykończeniu. Nie byłam przekonana czy rozświetlający podkład w połączeniu z moją mieszaną cerą to dobry pomysł. A że na cocolita.pl była promocja na niego i chciałam spróbować czegoś nowego, zdecydowałam się na jego zakup. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu jego wykończenie jest dla mnie idealne i trochę szkoda mi pudrować policzków bo wtedy oczywiście tracą ten blask.


Wiele posiadaczek mieszanych cer skarży się na ścierający się w ciągu dnia podkład, ja również. W moim przypadku jest tak, że wieczorem nie mam podkładu na nosie (muszę spróbować triku z bazą pod cienie) przy obu podkładach i Catrice i Bourjois. Co do policzków przy Catrice wydawało mi się że mam podkład, bo były matowe ale przy ścieraniu okazywało się że waciki były minimalnie brudne. Bourjois o wiele lepiej mi się utrzymuje na twarz, mimo, że pudruję go tak samo. Nie wiem jak to jest z tymi schodzącymi podkładami.... Ale Healthy Mix na pewno zostanie ze mną na dłużej. 

Ufff... ale się upisałam. Macie problemy ze schodzącym podkładem? Jak sobie z nim radzicie? Może polecicie jakąś bazę pod makijaż? No i nie zapomnijcie odwiedzić Zaczarowanaa, gwarantuję, że przepadniecie i zostaniecie na dłużej :) Do przeczytania :*

TOP 10 lata

TOP 10 lata
Hej! Lato zleciało mi jak szalone i już plucha za oknem, więc najwyższy czas na ulubieńców lata. Większość produktów pojawiła się już na blogu. Oto oni:

 Mistrzynią w pielęgnacji włosów nie jestem ale ten szampon bardzo mnie zauroczył. To oczywiście Aussie Miracle Moist Shampoo (20 zł). Pisałam dla Was jego recenzję. Teraz już kończę opakowanie i na pewno pojawi się w następnym denku.


Kolejnym ulubieńcem jest pianka do ciała z Nivea (14 zł). Nad nią zachwycałam się w osobnym poście. Więc odsyłam Was do niego jeśli jeszcze nie czytałyście.

Co do pielęgnacji twarzy w wakacje świetnie sprawdziła mi się pianka do twarzy z UnderTwenty (17 zł). Nie jest to produkt najlepiej oczyszczający na świecie, ale jest super odświeżający. Przez to sprawdził się w upały. Dodatkowym plusem jest mocny zapach arbuza. Na zimę przerzucę się na jakiś bardziej oczyszczający produkt ale będzie fajny do stosowania rano na obudzenie :).

Po oczyszczeniu twarzy zawsze stosuję tonik. Obecnie jest to Evree Pure Neroli (15 zł). W te wakacje znalazłam dla niego inne zastosowanie... Świetnie sprawdził mi się na plaży. Szybciej łapało mnie słońce, ale też dawało ochłodę nie tylko twarzy ale i całego ciała.


Ziaja to jedna z moich ulubionych firm pielęgnacyjnych. W ostatnie dwa miesiące upodobałam sobie dwa ich produkty: krem nawilżający bioaloes (5 zł) i odświeżającą mgiełkę do twarzy i ciała (8 zł). Krem ma super konsystencję taką dość lejącą (pojawił się w denku). Uważam że sprawdzi się posiadaczkom skóry mieszanej takiej jak moja. Mgiełka była przyjemna do odświeżania twarzy przy wykonywaniu ćwiczeń bądź jazdy na rowerze. W upały jak dla mnie za słabo odświeżała.

Przez to że ostatnio używam rozświetlającego Healthy Mix'a i zakochałam się w takim naturalnym blasku skóry i porzuciłam mat zaczęłam używać Wibo Fixing Powder (10 zł). Konsystencję ma taką mąkowatą. Nie jest drobno zmielony, ale super wygląda pod oczami, tak satynowo. Bardzo polubiłam się z tym pudrem i wróciłam do niego po dłuższym czasie używania czekoladki Lovely.

Nie mogłabym nie wspomnieć o błyszczykach z Bell (10 zł) o których pisałam Wam w poprzednim poście. Na lato fajnie było przy lekkim makijażu stosować pomadki wyglądające świeżo na ustach i nie wysuszające ich. Wiem, że nie jesteście ich fankami po ostatnich makijażach i zdradzę Wam że ja też nie. Poczekają do następnego lata. Wracam do matów ;).


Ostatnie dwie rzeczy to coś z jedzonka. Lipiec był dość chłodny i miałam fazę żeby do kawy przygotowywać gofry, najlepsze z cukrem pudrem lub bitą śmietaną.


Za to w sierpniu upały nieźle mi doskwierały i przygotowywałam sobie pyszną wodę na ochłodzenie. Przyrządzałam ją w plastikowym kubku ze słomką. Do wody dodawałam miętę, cytrynę i borówki, no i oczywiście kostki lodu. Myślę że wygląda to pięknie.


A jacy byli Wasi ulubieńcy lata? Piszcie pod spodem. Do następnego :*
Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger