Maseczkowe zoo od selfie project

Maseczkowe zoo od selfie project

Dzięki kochanej Snukraina miałam okazję przetestować  całą serię zwierzaczkowych maseczek od Selfie Project.  Jesteście ciekawe jak się sprawdziły? Zapraszam na post :).

Maska wygładzająca #wildtiger

Maska wygładzająca na tkaninie #WildTiger błyskawicznie poprawia kondycję skóry. Delikatna tkanina z naturalnej bawełny doskonale dopasowuje się do kształtu twarzy, zapewniając przedłużony efekt działania. Botaniczne składniki aktywne równomiernie wnikają w skórę. Stop nudzie! Baw się pielęgnacją z wesołą maską #WildTiger! Wygładza, ujędrnia i intensywnie nawilża, redukuje szorstkość i przebarwienia. Bogata w naturalne, botaniczne składniki aktywne: Kwas Migdałowy działa antybakteryjnie i złuszczająco. Reguluje odnowę komórkową, poprawia strukturę i koloryt skóry. Łagodzi stany zapalne, goi wypryski i zmiany trądzikowe. Young Oat - proteiny owsiane działają na skórę nawilżająco i łagodząco, przeciwdziałają podrażnieniom i zaczerwienieniom. Są wyjątkowo biozgodne z młodą skórą.
Jako, że jest to wygładzająca maska, dałam ją mamie, by recenzja była bardziej wiarygodna. Płachta była średniej grubości, dobrze dopasowała się do twarzy i była nasączona solidną dawką esencji. Pozytywnie zaskoczył nas zabawny wzór i mocne kolory płachty. Mimo, że nie trzymałyśmy jej w lodówce, dała efekt ultra chłodu. W lecie byłoby to świetne, w zimie pierwsze wrażenie było piorunujące :D. Może wygładzenia nie było, ale mama przez dłuższy czas cieszyła się miękką i odżywioną skórą.





Maska nawilżająca #luckyseal

Maska nawilżająca na tkaninie #LuckySeal błyskawicznie poprawia kondycję skóry. Delikatna tkanina z naturalnej bawełny doskonale dopasowuje się do kształtu twarzy, zapewniając przedłużony efekt działania. Botaniczne składniki aktywne równomiernie wnikają w skórę. Stop nudzie! Baw się pielęgnacją z wesołą maską #LuckySeal! Intensywnie nawilża skórę, przywraca jej komfort, naturalne rozświetlenie i wyjątkową gładkość. Bogata w naturalne, botaniczne składniki aktywne: Olej Migdałowy – nawilża i ujędrnia skórę oraz wzmacnia jej barierę ochronną. Sprawia, że staje się cudownie miękka w dotyku. Marine Algae – Algi morskie dogłębnie odżywiają skórę i regulują produkcję sebum. Działają przeciwzapalnie, skutecznie hamując wzrost bakterii odpowiedzialnych za powstawanie nowych niedoskonałości.
Zwierzątka wybrane w tych maskach są idealnie pode mnie, uwielbiam foki. Ta na płachcie była trochę zniekształcona, ale i tak przeurocza. Podczas noszenia piekła mnie skóra i się przestraszyłam, że coś mnie uczuliło, ale na szczęście nie. Wszystko było w porządku. Maska zostawiła gładką, miękką skórę, świetnie przygotowaną pod dalsze etapy nawilżania.


Maska oczyszczająca #bravepanda

Maska oczyszczająca na tkaninie #BravePanda błyskawicznie poprawia kondycję skóry. Delikatna tkanina z naturalnej bawełny doskonale dopasowuje się do kształtu twarzy, zapewniając przedłużony efekt działania. Botaniczne składniki aktywne równomiernie wnikają w skórę. Stop nudzie! Baw się pielęgnacją z wesołą maską #BravePanda! Ściąga i odblokowuje pory oraz ogranicza nadprodukcję sebum, zapewniając skórze optymalną równowagę. Bogata w naturalne, botaniczne składniki aktywne: Węgiel BioAktywny– odkrycie w walce z niedoskonałościami! Oczyszcza i działa antybakteryjnie. Pochłania zanieczyszczenia, pozostawia pory czyste i zwężone. Green Bamboo reguluje wydzielanie sebum i matuje skórę.
Szczerze mówiąc nie wierzę w maski oczyszczające w płachcie. Ta w działaniu była identyczna co foka. Skóra też mnie delikatnie piekła i też nie wystąpiło zaczerwienienie. Efekt był równie fajny co u powyższej maski.


Maska łagodząca #coolkoala

Maska łagodząca na tkaninie #CoolKoala błyskawicznie poprawia kondycję skóry. Delikatna tkanina z naturalnej bawełny doskonale dopasowuje się do kształtu twarzy, zapewniając przedłużony efekt działania. Botaniczne składniki aktywne równomiernie wnikają w skórę. Stop nudzie! Baw się pielęgnacją z wesołą maską #CoolKoala! Koi i intensywnie nawilża skórę, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Bogata w naturalne, botaniczne składniki aktywne: Wyciąg z Ogórka odświeża, wygładza i koi skórę. Rozjaśnia cerę, wyrównuje jej koloryt i chroni ją przed przebarwieniami. Pink Pomelo nawilża skórę, redukuje zaczerwienienia i łagodzi stany zapalne.
W przypadku koali było podobnie. Skóra mnie piekła, ale nie była zaczerwieniona w nadmiernym stopniu. Efekt po zdjęciu płachty był najlepszy z wszystkich czterech masek. Skóra była bardzo świeża, promienna. To mój faworyt z całego zestawienia.


Jak widzicie szata graficzna i efekty maski mi się spodobały. Trochę niepokoiło mnie pieczenie skóry, ale na szczęście żadna mnie nie uczuliła. Też Was piekła skóra po tych maskach? Jakie płachty polecacie przetestować?

Nawilżania abc...

Nawilżania abc...

Nawilżanie

Kosmetyki nawilżające są skuteczne, bo zawierają składniki o mniejszych cząsteczkach, które transportują wilgoć w głębsze warstwy, wiążą wodę i utrzymują ją tam. Wilgotna skóra lepiej przyjmuje substancje nawadniające. Fajnym trikiem jest nakładanie kremu po prysznicu, wtedy lepiej wchłoną się inne produkty rytuału pielęgnacyjnego. Między tonikiem a kremem warto zastosować produkt na konkretny problem skóry. Esencje pomagają nawilżyć cerę, rozjaśnić ją i ujędrnić, a także wyrównać koloryt i zredukować widoczność zmarszczek. Ampułki, sera i koncentraty stosuje się miejscowo na przebarwienia i drobne zmarszczki.

Kosmetyki nawilżające to nie tylko kremy!

Bardzo nie lubię używać rano, przed makijażem kremów. Większość potrzebuje choć kilku minut by się wchłonąć, a ja jako fanka spania, nie mam na to czasu. Głównie decyduję się na sera, ale jest jeszcze mnóstwo innych konsystencji, w zależności od typu skóry.

Emulsja - złożone są z kilku płynów, ale nie mieszających się. To lekkie substancje nawilżające, zawierające drobne kropelki olejku zawieszone w wodnej bazie. Są lekkie,zalecane dla cery tłustej i mieszanej.

Lotiony - gęstsze niże emulsje, ale lżejsze niż kremy. Są odpowiednie dla wszystkich rodzajów skóry.

Kremy - zawierają więcej olejków, składników aktywnych, które zmiękczają skórę. Wiele z nich zawiera też substancje odbudowujące, wiążące wodę w skórze. Dlatego lepiej stosować je wieczorem. Będą pasować posiadaczkom skór suchych i dojrzałych.

Żele-kremy - jeden z moich ulubionych rodzajów, są lekkie i szybko się wchłaniają ze względu na skład na bazie wody. Dzięki temu pomagają zredukować liczbę porów. Rodzaj skóry: tłusta, skłonna do wyprysków i trądziku.

Olejki - nakładane bezpośrednio na skórę, bądź zmieszane z innym kosmetykiem nawilżającym sprawdzą się skórze suchej, łuszczącej. Nie są zalecane posiadaczkom tłustej skóry.

Za cel w 2019 roku postanowiłam sobie potestować więcej pielęgnacji, bardziej skupić się na składach. Jakie są Wasze noworoczne postanowienia? Jak dbacie o swoją skórę w zakresie nawilżania?

L'biotica biovax maska intensywnie regenerująca #recenzja

L'biotica biovax maska intensywnie regenerująca #recenzja

L'biotica biovax botanic maska intensywnie regenerująca bancapil, malina moroszka, olej z róży


Marka L'biotica to polska spółka zajmująca się produkcją kosmetyków od 2005 r. Prężnie działa tworząc produkty zgodne z europejskimi normami. Podoba mi się sposób w jaki prowadzą marketing. Nie widzimy miliona paczek pr wysyłanych do influencerek, ale dają szansę na darmowe przetestowanie kosmetyków przez zwykłe instagramowiczki. Wystarczy udostępnić grafikę i wysłać ankietę. W ten sposób zyskałam dzisiejszego bohatera. 

 Maska jest zapakowana w kartonowe opakowanie, gdzie znajdziemy wiele przydatnych informacji. W środku otrzymujemy czepek i plastikowe, okrągłe opakowanie przypominające to po tabletkach. Gdy oderwie się zabezpieczenie później trochę ciężko się domyka.


 Maska przepięknie pachnie maliną, brzoskwinią i mango. Zapach jest bardzo żywy i soczysty, aż by się chciało zjeść łyżeczką. Co najlepsze utrzymuje się na włosach przez kilka dni. Jej konsystencja jest bardzo gęsta i treściwa. Dobrze rozprowadza się po włosach. Dzięki niej włosy są bardzo miękkie, gładkie i łatwiej je rozczesać. Jestem zachwycona!


Maska jest mniejsza i kosztuje tyle co litrowy kallos, ale jest dużo lepszej jakości. Warto w nią zainwestować. Gorąco ją polecam i z chęcią przetestuję kolejne produkty l'biotica. A Wy znacie tę maskę? Jakie produkty biovax polecacie?

Żel złuszczający czy wysuszający?

Żel złuszczający czy wysuszający?

Dane techniczne:

Pojemność: 150 ml
Cena: 12 zł
Kategoria: Demakijaż i oczyszczanie
Typ cery: każdy
Konsystencja: Żel
Kolor: Przejrzysty z zielonym zabarwieniem
Zapach: mokra ziemia / zielona herbata :P

Opis producenta: 
Głęboko oczyszczająca pieniąca się formuła żelu delikatnie złuszcza skórę, eliminuje zanieczyszczenia, pochłania nadmiar sebum. Skutecznie usuwa brud, makijaż i inne zanieczyszczenia pozostawiając skórę czystą i świeżą. Zawiera olejek z australijskiego drzewa herbacianego, który wspomaga leczenie stanów zapalnych, łatwo przenika przez skórę, działa bakteriobójczo i antyseptycznie. Używany regularnie pomaga przeciwdziałać powstawaniu kolejnych wyprysków oraz utrzymać poziom sebum w równowadze, nie powodując przy tym nadmiernego wysuszenia skóry. Dla każdego typu cery.
Moja opinia:
Zacznijmy od opakowania, może nie jest najpiękniejsze, ale trzeba mu oddać praktyczność, żel się bardzo dobrze wydobywa. Produkt ma fatalny zapach, czuję mokrą ziemię, w dodatku to bardzo intensywny zapach, co utrudnia użytkowanie. Dla porównania, zapach żelu z zieloną herbatą bielendy, był delikatny i przyjemny. Jeśli chodzi o konsystencję, jest to gęsty żel. Nie wiem jak trzeba masować twarz, żeby powstała piana. Na pewno myjka ułatwiłaby sprawę. Dodatkowo żel dość ciężko się zmywa. Jakie daje efekty? Otóż skóra wydaje się być bardzo dobrze oczyszczona, bez grama sebum. Byłam bardzo ciekawa w jakim stopniu będzie złuszczał. Podchodziłam do niego trzy razy i za każdym razem kończyło się odchodzącą płatami skórą z okolic nosa i oczu (mimo, że jedyny kontakt jaki ten produkt miał z moimi oczami to resztki podczas zmywania). Specjalnie czytałam opinie na wizażu i nikomu się to nie przydarzyło. Szczerze mówiąc nigdy nie używałam złuszczających produktów i nie wiem czy to było złuszczenie, czy wysuszenie, ale skóra była bardzo napięta i zajęło mi tydzień, żeby ją wyprowadzić do normalnego stanu. Nie podobało mi się to i mimo, że jeszcze trochę go zostało wyrzuciłam go i klasyfikuję go jako bubel.

Jestem bardzo ciekawa czy ktoś z Was testował ten żel i jakie macie przemyślenia. Nie wiem czy to ja go jakoś nie poprawnie stosowałam, czy zaszła jakaś reakcja alergiczna, czy było to prawidłowe zachowanie... Piszcie w komentarzach :).

Curly hair - don't care?

Curly hair - don't care?

Kobiecie nie dogodzisz...

Chyba każda z nas ma tak, że z chęcią choć na chwilę zamieniła się włosami. Kobieta o prostych włosach wolałaby mieć kręcone. Ta o kręconych, życzyłaby sobie prostych. Jednak najgorzej mają te o falowanych włosach. Uwierzcie one żyją własnym życiem. Czasami bardziej kręcone, czasami bardziej proste, ale nigdy idealne. Dlatego wciąż szukamy produktów, które przeciągnęłyby szalę na jedną stronę. Ja szukam ideału, który podkreśliłby skręt. Czy produkt Delii jest tym ideałem? Zapraszam do dalszej części posta.


Dane techniczne:
Pojemność: 200 ml
Cena: 11 zł
Kategoria: odżywka
Konsystencja: żelowa, średnio gęsta
Zapach: męskie perfumy
Opis producenta:
Odżywka o ekspresowym działaniu. Do włosów ekstremalnie zniszczonych. Bez parabenów i syntetycznych barwników. Działa wyjątkowo łagodnie na włosy i delikatną skórę głowy. Aktywna keratyna Keramimic 2.0 wspaniale odbudowuje uszkodzenia struktury włosów, dogłębnie je regeneruje, wzmacniając ich warstwę ochronną.Natychmiastowe efekty. Skuteczna regeneracja. Ograniczenie efektu puszenia się. Termoochrona. Łatwe rozczesywanie. Wygładzenie bez obciążania. Jedwabista miękkość i sprężystość. Zdrowe, lśniące włosy pełne lekkości i naturalności.

Moja opinia:
Odżywka miała wygodne opakowanie, które pozwalało w łatwy sposób dozować odpowiednią ilość odżywki. Bardzo podobał mi się jej zapach, przypominał mi męskie perfumy, w dodatku przez dłuższy czas utrzymywał się na włosach. Konsystencja odżywki była żelowa, ani nie spływała, ani nie była wybitnie gęsta. Łatwo rozprowadzała się po włosach i dobrze się spłukiwała. Nie liczyłam na wielkie nawilżenie, ale pod tym względem całkiem dobrze się sprawdzała, ale na pewno nie odbudowywała struktury włosa, ktoś tu poleciał z opisem. Wygładzała włosy na kilka godzin, później robi się jeden wielki puch, ciężki do rozczesania. Jak wiadomo puszenie nie sprzyja kręceniu i mam wrażenie, że skręt był dużo mniejszy, niż bez używania jakichkolwiek kosmetyków tego typu. 



Zapewnienia producenta nie zostały spełnione w żadnym stopniu. Zapach nie był w stanie wynagrodzić mi wszystkiego. Niska cena również nie była plusem, ponieważ odżywka szybko się skończyła. A Wy znacie ten produkt? A może używałyście innych produktów z serii cameleo? Jakie produkty podkreślające skręt polecacie?

Denko - listopad, grudzień 2018

Denko - listopad, grudzień 2018
Przeraziło mnie jak dawno nie było denka :O. Przygotowania do matury pochłonęły mnie do tego stopnia, że ciężko było mi wygospodarować czas na bloga, ale bez obaw wracam :). Wbrew pozorom nie zużyłam, aż tak dużo, bo i nie testowałam zbyt wielu produktów. Oto one.


  • Loreal, Elseve, magiczna moc glinki, szampon pielęgnacyjny - recenzja tutaj
  • Delia, Cameleo, keratynowa odżywka włosy kręcone - tego produktu pojawi się recenzja, bo ciekawa z nim sprawa ;)


  • Balea, malinowa pianka do depilacji - tutaj też pojawi się recenzja 


  • Garnier, płyn micelarny, cera wrażliwa - mój ulubieniec, znalazłam w biedronce ogromne - 750 ml opakowanie. Starcza mi ono na jakieś 3 miesiące. 
  • Bielenda, olejek różany do mycia twarzy - sam fakt, że widzicie tu dwa opakowania dużo o nim mówi. Bardzo lubię zmywać makeup olejkami, a ten szczególnie mi podpasował. Pięknie, delikatnie pachnie różami, dobrze radzi sobie z demakijażem. Uwaga na oczy, gdy się tam dostanie, jest nie kolorowo.
  • Płatki kosmetyczne bebeauty - stały bywalec denka. Kupuję po trzy i nie mam ochoty na testowanie nowości. Miałam większą wersję, ale podebrała mi je siostra, także nie miałam jak ich za długo testować :).

 Powyżej widzicie wszystkie maski i próbki jakie zużyłam. Trochę pojawi się w postach, jeśli czegoś jesteście ciekawi to piszcie w komentarzach.

Na koniec zostało kilka rzeczy z kolorówki. Ogólnie wielkość mojego denka nie jest porażająca, ale i tak jestem z siebie dumna, bo zwyczajnie nie miałam kiedy denkować. Piszcie jakie są Wasze opinie o pokazanych przeze mnie produktach.


PS: Nie podaję cen (wcześniej podawałam je z wizażu), gdyż wielokrotnie pisaliście, że można je dostać taniej, a nie chcę nikogo wprowadzać w błąd :).

Healthy cream #recenzja

Healthy cream #recenzja
 Po ogromnym sukcesie podkładu healthy mix, marka bourjois zdecydowała się wypuścić krem BB z tej samej serii. Osobiście, uwielbiam podkład, do kremu podeszłam z dużymi nadziejami i zapałem. Jak się sprawdził? Zapraszam na recenzję.

 Pojemność: 30 ml 
Cena: 29,90 zł (cocolita.pl)
Kolorystyka: 01 light, 02 medium, 03 dark
Konsystencja: lejąca
Krycie: średnie

Opinia: Gama kolorystyczna jest bardzo uboga. Każdy kolor znajduje odpowiednik w gamie healthy mix (light to nr 51, medium 52/53, dark 54). Tubka jest miękka i wygodna w podróży. Aplikator mi się nie podoba. Produkt się wylewa z niego, przez co dużo go marnujemy. Bez problemu się rozprowadza po twarzy, najlepiej aplikowało mi się go gąbeczką. Mam wrażenie, że daje dużo mniej rozświetlający efekt niż podkład. Krem w przeciwieństwie do podkładu nie ma drobinek. Wykończenie określiłabym jako satynowe. Utrzymuje się słabiej niż podkład, tak samo ma mniejsze krycie. Rozumiem zachwyty nad nim, bo na prawdę ładnie wygląda na skórze. Szczerze polecam go, ale tylko dla tych którzy nie noszą okularów, przeciwsłonecznych też lepiej nie zakładać. Wiadomo, każdy podkład się ściera w miejscach złączenia z oprawkami, ale większość można doklepać palcem i wygląda to dobrze. W przypadku tego kremu, nie da się go rozetrzeć, ponieważ robią się dziury. Niestety lubi też emigrować po całych oprawkach. Kilka razy zważył mi się na nosie lub policzkach, gdzie skóra stykała się z oprawkami. Okulary noszę codziennie, dlatego plamy jakie pozostawały po oprawkami były nieakceptowalne. Z tego względu dla mnie to bubel.


W tym miesiącu coś nie mam szczęścia do produktów. Kolejny bubel. No niestety tak to czasami bywa. Na szczęście podkład wykończony i używam czegoś innego. A jakie są Wasze wrażenia z tym kremem? Jaki jest Wasz ulubiony podkład bądź krem bb?

Ulubieńcy - grudzień 2018

Ulubieńcy - grudzień 2018
 Mimo, że co raz bliżej koniec świąt, pocieszmy się jeszcze chwilę ich klimatem. Jak najdłużej celebrujmy chwile z bliskimi, a pomiędzy jednym kawałkiem ciasta, a drugim zapraszam Was na moich ulubieńców grudnia.

 Dzięki kochanej Snukraina i jej konkursowi miałam okazję przetestować kilka kosmetyków Balea. Bardzo do gustu przypadła mi pianka do depilacji o malinowym zapachu. Ma bardzo gęstą i treściwą konsystencję, a także bardzo mocny, wcale nie sztuczny zapach. Pianka świetnie sprawdza się przy depilacji i pozostawia skórę miękką i nawilżoną, a nie uszkodzoną, co zdarzało mi się przy niektórych produktach. Świetny produkt!

 L'biotica ma świetny marketing. Często organizują na swoim instagramie rozdania, które wcale nie mają trudnych zadań. Wystarczy udostępnić zdjęcie i rozwiązać ankietę. W taki sposób otrzymałam tę maskę. Nigdy wcześniej nie używałam kosmetyków tej marki. Teraz żałuję, że tak późno je odkryłam. Maska zapakowana jest w śmieszne opakowanie, jak po lekach. Najbardziej, po efektach, podoba mi się zapach. Jest mocno owocowy i bardzo intensywny, świeży. Aż chciałoby się zjeść tą maskę łyżeczką. Jeśli chodzi o efekty, to włosy są miękkie, gładkie i łatwe do rozczesania. Ulubieniec nad ulubieńcami ;).

 Przed świętami szybko biegłam po ten puder do rossmanna, bo mi się skończył. Daje cudowny efekt wygładzenia i satynowego matu. Jednocześnie dobrze trzyma w ryzach podkład. Słodki smak to tylko aspekt dodatni :).

 Tatuaż dla ust! Nazwa, idealnie oddaje moje myśli o tych pomadkach. Tak Kamila BlondeKitsune, ich opinie są kontrowersyjne, ale mi się bardzo dobrze sprawdzają :D. Trzymają się od rana do wieczora bez poprawek przy jedzeniu rosołu, mięs itd.Czekam na rozszerzenie gamy kolorystycznej by wyszło więcej życiowych kolorów.

 Carmex to bardzo znany i lubiany balsam, także jego obecność w tym zestawieniu nie powinna dziwić. O ile nie lubię smaku tego produktu, to muszę mu przyznać, że bardzo skutecznie nawilża. Jak dla mnie to obok blistexa to najlepiej nawilżający, drogeryjny kosmetyk.

 W grudniu chciałam wyróżnić próbki innisfree i lancome. O innisfree rozpiszę się w osobnym poście. Zastanawiałam się czy zamieścić tu lancome, ponieważ sprawdził mi się dobrze, ale uważam że nie jest to jakość adekwatna do aż tak wysokiej ceny. Ostatecznie serum znalazło się w zestawieniu, bo chętnie po niego sięgałam.

Na koniec maseczki. Zdecydowałam się wyróżnić jedną koreańską z wygranej z konkursu asianbeautyworld i jedną od wspomnianej już wcześniej Julii. Obie bardzo mnie zachwyciły i obie są dla mnie ciężko dostępne :D. Także jakbyście miały okazję którąś z nich kupić, nie wahajcie się. Są świetne :).


To już tyle na dziś. Dziękuję za poświęcony mi świąteczny czas. Dajcie znać których ulubieńców kojarzycie :)

Testowanie z wizażem #2 - pomadki mark

Testowanie z wizażem #2 - pomadki mark
 Jeszcze w wakacje dostałam się do testów wizażu produktów avon. Marka ta jakiś rok temu ruszyła z serią mark, która w zamyśle miała zawierać dobrej jakości kosmetyki kolorowe. W swojej paczce testerskiej znalazłam 4 kolory matowych pomadek z owej serii. Jak mi się sprawdziły?

 Cena: 32 zł
Pojemność: 7 ml
Opis producenta:
Wielogodzinna trwałość bez wysuszania
Intensywny kryjący kolor
Precyzja bez rozmazywania

Pierwsza od firmy Avon matowa pomadka w płynie. Rewolucyjna płynna formuła z żelową bazą trzyma się na ustach przez wiele godzin i daje uczucie komfortu. Mocno napigmentowany kolor perfekcyjnie pokrywa usta. Ultraprecyzyjny aplikator w kształcie diamentu podkreśla usta bez rozmazywania poza kontur.

Skład:


 Podręczne i małe opakowanie o matowej końcówce to bardzo fajne rozwiązanie. Równie warte uwagi są ciekawe aplikatory, którymi łatwo się pracuje i ładny, arbuzowy zapach. Podoba mi się też ich konsystencja, jest lekka, musowata, a nawet trochę piankowata.

 

Oto kolory jakie posiadam:
  • Naked crush - ciemny róż z ciepłymi, rudymi tonami. O ile nie wysusza ust, o tyle mocno ją czuć. Na pewno nie jest to komfortowe wykończenie. Pierwszy raz noszenie pomadki nawilżającej było takie uciążliwe. Nie wchodzi w załamania, ale bardzo słabo się utrzymuje.
  • Nude vibes - koralowy róż. W tym przypadku nie sugerujcie się opakowaniem, bo możecie się mocno zaskoczyć. W jej przypadku również jest odczuwalna na ustach, a dodatkowo brzydko wchodzi w każde, nawet najmniejsze załamanie. Lubi się przemieszczać.
  • Rosy flush - nudziak, kolorem podobny do golden rose longstay 03. Ta już trochę mniej wchodzi w załamania, ale i tak wciąż ją czuć i jest bardzo nie trwała.
  • Downtown edge - pomadka barbie i to dosłownie, wygląda tragicznie. Konsystencja wydaje się być inna niż w pozostałych, bo ciężko ją równomiernie rozłożyć. Wchodzi w załamania i rozlewa się poza kontur.
Jak widzicie żadna z pomadek nie spełniła nawet jednej obietnicy producenta. Jestem bardzo zawiedziona, ponieważ konsystencja i zapach dały mi nadzieję na nowy hit. Skończyło się kolejnymi bublami. Jeszcze nie trafiłam na kosmetyk avonu, który by mi się sprawdził. Polecacie coś? No i koniecznie dajcie znać czy miałyście te pomadki i w jakich kolorach. Jestem ciekawa czy się komuś sprawdziły :).

Projekt pan - aktualizacja po 5 miesiącach

Projekt pan - aktualizacja po 5 miesiącach
Czym jest projekt pan wyjaśniałam Wam tutaj, także odsyłam Was do tego posta jeśli nie wiecie o co chodzi ;). W dzisiejszym poście chciałabym się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami, po tak długim czasie.

Rachunek sumienia ;)

Cofnęłam się do pierwszego posta, by przypomnieć sobie postanowienia, jakie sobie postawiłam i chcę się z Wami rozliczyć czy się z nich wywiązałam ;)
  1. Od lipca bardzo ograniczyłam zakupy kosmetyczne. Uzupełniałam wykończone produkty z pielęgnacji, o ile nie miałam jakiś w zapasach. Z nieplanowanych zakupów przygarnęłam trzy pomadki i paletkę do konturowania. Jak na prawie pół roku to całkiem nieźle co? ;)
  2. Regularnie sprawdzam daty ważności kosmetyków i się ich pozbywam. Tych mniej używanych wciąż szkoda mi oddać komuś innemu. Niestety łudzę się, że jeszcze kiedyś się przydadzą.
  3. Dostałam sporo wiadomości czy aby nie znudzi mnie używanie codziennie tych samych kosmetyków. Otóż nie było aż tak źle. Od poniedziałku do piątku malując się o 6 rano nie mam czasu na zabawy z makijażem i z chęcią używam tych samych produktów, bo wiedziałam, że mnie nie zaskoczą i nic nie zepsują. Soboty były dniami bez makijażu, a niedziele traktowałam jako okazję do szaleństwa z testowaniem nowości i wtedy odpuszczałam zużywanie.
  4.  Z wyznaczonej przeze mnie czwórki wykończyłam puder, a reszta przechodzi do używania na kolejne miesiące. W różu i palecie dotknęłam dna, ale staram się je wykorzystać do końca, by zwolnić miejsce w toaletce. Dodatkowo wyznaczyłam sobie 5 innych produktów by zużyć je do wiosny.
Recenzji tego produktu spodziewajcie się w najbliższych tygodniach, wtedy przekonacie się dlaczego znalazł się w tym zestawieniu ;).
Połowa zużyta :)
Jedna czwarta zużyta. Mam ten produkt już dość długo, dlatego postaram się go zużyć przed przeterminowaniem.

Ten produkt bardzo lubię. Stwierdziłam, że skoro i tak go codziennie używam, to czemu by go nie spanować ;).

Ten bronzer jest dużo za jasny, z chęcią się go pozbędę. 

Jak na róż dla mnie to spore denko, a w chwili obecnej jest jeszcze większe. Przyznam Wam, że teraz mi przykro że się kończy bo go bardzo, bardzo polubiłam :D.
Z stopnia zużycia paletki jestem autentycznie dumna. Średni brąz wykończyłam do zera, w ciemnym brązie i beżu dotknełam dna. Jak na kilka miesięcy uważam to za sukces. Muszę przyznać że w trakcie jej używania przestała mi się podobać. Widzę jaką transformację przeszło revolution, oczywiście w dobrą stronę.
I tak to wszystko wygląda :D. Mam ogromną frajdę z denkowania i odkrywania nowych właściwości kosmetyków, które mniej doceniałam. W codziennym makijażu uzupełniam je moimi ulubieńcami. W dalszym ciągu chcę podkreślić, że to nie jest wyzwanie dla wszystkich. Dajcie znać jakie Wy macie podejście do tego projektu ;).
Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger