Przegląd tuszów do rzęs vol.3 - Essence, Bell, Sensique, Lovely

Przegląd tuszów do rzęs vol.3 - Essence, Bell, Sensique, Lovely

Niezbędnik w damskiej kosmetyczce

Chyba każda z nas swoją makijażową przygodę zaczynała od tuszu do rzęs. Przynajmniej tak jest z większością kobiet z mojego otoczenia. Nie ma wątpliwości, że podkreślenie rzęs to jedna z tych rzeczy, które najbardziej robią robotę. Rzadko kto ma tak ciemne, gęste i długie rzęsy by móc zrezygnować z używania tuszu (nie mówię o sztucznych). Także wciąż szukamy ideału i testujemy coraz to nowe produkty. W ostatnim czasie przetestowałam kilka kosmetyków i chciałam się z Wami podzielić opiniami.

Essence, get big! lashes volume boost

Najbardziej charakterystyczną cechą tego tuszu jest ogromna szczota. Składa się ona z wielu równo ułożonych i miękkich włosków, dość mocno oblepionych tuszem. Mimo to nie skleja rzęs, może ich nie rozdziela spektakularnie, ale w końcu jej głównym zadaniem jest zagęszczenie i to robi bardzo dobrze. Do idealnego efektu potrzebowałam dołożyć drugą warstwę wydłużającego tuszu. Same musicie sobie odpowiedzieć na pytanie czy chce Wam się bawić z dwoma tuszami. Mi nie, dlatego  nie trafił do ulubieńców.

Bell, Mega lashes mascara

W przypadku tej mascary szczoteczka jest zupełnie inna niż w poprzedniej, ale równie specyficzna. Włoski są nieco twardsze, ale wciąż przyjemne w użytku. Ułożone są spiralnie, przez co szczoteczka bardzo dobrze wyczesuje rzęsy. Tutaj kończą się plusy. Producent deklaruje, że mascara jest wydłużająca, ale absolutnie tego nie robi. W sumie to nie robi nic ;). Efekt jest tak naturalny, że wątpię by ktokolwiek takiego oczekiwał. Na pewno nie kupię ponownie.

Lovely, lash extension mascara

I znowu chciałoby się napisać, że szczoteczka jest dziwaczna. Szczerze nie wiem co mnie ciągnie do takich dziwadeł. Ta ma włoski ułożone z trzech stron, a pomiędzy jest pusta przestrzeń. Nie wierzyłam zbytnio, że mi spasuje taka forma aplikacji (w drogeriach rzadko są testery tuszów dlatego jestem zmuszona kupować w ciemno). O ile średnio się z nią pracowało, o tyle efekt tuż po malowaniu był bardzo spoko. Niestety już po kilku godzinach niesamowicie się osypywał i rozmazywał, niezależnie od dnia. Dla mnie totalny bubel, ale wiem, że i ona ma swoich zwolenników.

Sensique, show off your lashes

Rzadko testuję rzeczy z natury i mało czytam ich recenzji, także jak już zdarza mi się coś tam kupować, biorę w ciemno. To już chyba tradycja, że szczoteczka jest dla mnie niespodzianką. U sensique okazała się prosta z krótkimi włoskami, wygodna w użytkowaniu, nie skleja rzęs i dość ładnie je wydłuża. Czy jest to must have? Nie powiedziałabym, ale na pewno jest to okej produkt na co dzień. Może ulubieńcem nie będzie, ale bublem też nie.

Eveline, volumix fiberlast mascara

Pokładałam bardzo duże nadzieje w tym tuszu. Głównie przez szczoteczkę, o moim ulubionym kształcie - klepsydry. Mascara ładnie rozdziela, wydłuża i zagęszcza. Prawie ideał. Jedyny minusik, to że za słabo utrwala rzęsy. Po jakimś czasie 'opadają' i nie wyglądają już tak idealnie. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi. 


Jak widzicie wciąż nie mogę znaleźć ideału. Może wspomożecie i coś polecicie? Jacy są wasi ulubieńcy w tej dziedzinie? Jestem bardzo ciekawa czy macie podobne odczucia do dzisiejszych bohaterów posta co ja, czy odmienne ;).

Contour kit z genialnym pędzlem?

Contour kit z genialnym pędzlem?

Ideał dla początkujących?

Miałam zacząć tego posta od słów, że oprócz cieni, konturowanie to moja ulubiona część makiijażu, ale bez dobrej podstawy - podkładu, korektora, pudru - nic by nie wyglądało dobrze. Wiem, że dużo początkujących długo nie może się przekonać do używania bronzera obawiając się plam, złego koloru itd. Naprzeciw ich oczekiwaniom wychodzi Freedom i ich Pro Strobe Palette, która pozwala na przetestowanie cieplejszym i chłodniejszych tonów. Do tego dostajemy pudry, rozświetlacz i pędzel, przy czym można ją kupić już za 20 zł. Musicie przyznać że to dość opłacalny deal, ale czy niska cena przekłada się na wysoką jakość? Zapraszam na recenzję :).


 

Dane techniczne:

Cena: ok.20 zł w zależności od sklepu internetowego
Pojemność: 15g
Zawartość: 3 bronzery, 2 pudry, rozświetlacz
Skład: Mica, Talk, Magnesium Stearate, Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Palmitate, Silica, Polybutene, Dimethicone, Methylparaben, Propylparaben, (+/-): CI 77891, CI 77491, CI 77492, CI 77499.

Moja opinia:

  • jasny bronzer: obecnie stosuję go najczęściej spośród wszystkich bronzerów ze względu na jasny, chłodny odcień. Nie jest najmocniej napigmentowanym bronzerem jaki znam, także nie można sobie narobić nim krzywd, dobrze się rozciera. Ze względu na jego umiarkowaną pigmentację świetnie współgra z mokrym konturowaniem Kobo. Sam efekt po kółku jest delikatny, a z tym bronzerem w punkt ;).
  • ciemny bronzer: Używałam go najmniej ze wszystkich ze względu na kolor, ale zauważyłam, że jest najmocniej napigmentowany, ale równie przyjemny w rozcieraniu. Potestuję go więcej w wakacje.
  • średni bronzer: Jak prawie zużyłam najjaśniejszy odcień przerzuciłam się na ten. I muszę przyznać, że różni się cieplejszym kolorem i nie co mocniejszą pigmentacją. Równie dobrze się rozciera.
  • beżowy puder: w miarę ładnie wygląda pod oczami, nie co wygładza tę okolicę. Efekt na twarzy mi się nie podoba. Puder mocno osiada na niej, przez co  jest bardzo mocno widoczny. Nie scala się z podkładem. Nie działa nawet omiatanie dużym pędzlem. Szybko się wyświeca, po żadnym pudrze aż tak się nie świeciłam. Jestem na nie.
  • żółty puder: ładnie wygląda pod oczami i równie mocno zalega na skórze zamiast się wtapiać co beżowy puder. Też nie jest to mój ulubieniec.
  • rozświetlacz: Przegrał na starcie srebrnym kolorem. Dodatkowo ma słaby pigment, ale dużo drobinek, przez co robią się plamy gdy się zbije pigment. Ciężko to określić, ale łatwo powiedzieć, że to bardzo słaby produkt.


Pędzel to była ostatnia rzecz na jaką patrzyłam podczas zakupów. Pomyślałam że za tak niską cenę, 6 produktów do konturowania i pędzel, niemożliwe żeby wszystko było idealne i na pewno producent obniżył jakość pędzla względem kosmetyku. A tu ogromne zaskoczenie! Pędzel jest z syntetycznego, krótkiego włosia. Idealnie sprawdza się do konturowania nie tylko policzków, a przede wszystkim nosa i żuchwy. Jestem nim zachwycona i przyznam że na dłuższą już chwilę wyparł mojego dotychczasowego ulubieńca - hakuro h21 ;).

Oto swatche w sztucznym świetle, bez jakiejkolwiek obróbki.

Najmocniejszym punktem zestawu, jak dla mnie, jest pędzel. Warto posiadać taki kształt w swojej kolekcji. Pudry i rozświetlacze są dla mnie dużym rozczarowaniem. Bronzery zaś w porządku, ale nie do tego stopnia by wyparły mojego ulubieńca wszechczasów - kobo. Ta paleta nie zrobiła na mnie dużego wrażenia i gdyby nie pędzel, byłabym zawiedziona. A jak Wasze wrażenia z tą paletą? Co polecacie przetestować w kwestii konturowania?

Przegląd miesiąca - luty 2019

Przegląd miesiąca - luty 2019
Wracam z nową siłą, energią i pomyslami

Denko 

O dziwo z denkowaniem idzie mi coraz lepiej, rozkręcam się wraz z kolejnymi miesiącami 2019 roku. Udało mi się zużyć m.in peeling, maskę, korektor MUR i puder Lovely. Do kosza poszła też stara gąbka donegal. Mam już nową ;). 

Haul

Bardzo rzadko jestem w hebe, a jak już to zawsze znajdę kilka ciekawych perełek. Jedną maseczkę zużyłam od razu po powrocie do domu. Bąbelki sa super! Nie mogę się też doczekać testowania pudru do kąpieli Nacomi <3. Jeśli stosowałyście którąkolwiek z moich nowości poproszę o zajawkę czego się spodziewać i na co uważać ;). 


Muszę się też pochwalić zakupem wymarzonej torebki. Zdjęcie nie oddaje w pełni genialnego, rudego koloru. Torebka jest wykonana z zamszu. Zarówno z przodu jak i z tyłu posiada kieszenie. Mimo, że jest mała, jest dość pojemna ;). Jak Wam się podoba? Też lubicie szalone dodatki?


Przegląd kulturowy 

W dziedzinie muzyki znalazłam mnóstwo ulubieńców - co najmniej 5 piosenek porwało moje serce. Oto one:






Meghan Trainor uwielbiam od kilku lat. Wciąż powracam do Me too, albo No. Głos królowej Meghan z latynoskimi rytmami to istny sztos.
Na ogół nie lubię delikatnych, romantycznych piosenek, a takie w większości tworzy Ellie. Jednak jej głos jest tak cudowny , że mogę jej słuchać godzinami. Jest jedyną artystką wykonującą piosenki w tym stylu, którą jestem w stanie słuchać.
Reszta muzycznych ulubieńców to przedstawiciele rapu, którego jestem wielką fanką. Na pewno nie raz słyszeliście w radiu Język Ciała. Wiedzieliście że Żaklina z top model tworzy muzykę? Niechcący natknęłam się na nią na youtubie i przepadłam ;). Uwielbiam też nowość Bedosa x Taco Hemingwaya ❤.

źródło: lubimyczytać.pl
W tym intensywnym czasie udało mi się przeczytać tylko jedną książkę - 36 pytań, które zmieniły wszystko między nami. Opowiada historię Hildy, która wzięła udział w eksperymencie psychologicznym. Polegał on na tym, że na podstawie krótkiej ankiety dopasowywano jej partnera. W trakcie rozmowy mieli wymienić się odpowiedziami na 36 pytań ułożonych przez prowadzącego. Do czego doprowadzi ich ta dłuuga rozmowa zakończona rybią aferą? Nie powiem, bo zepsuję czytanie ;). Książka jest lekka i mało wymagająca. Hildy czasem mnie irytowała, ale ostatecznie przeżyłam z nią całą historię i cieszę się, że poświęciłam na nią czas.


Znalezione obrazy dla zapytania pitch perfect 2

Między jednym podręcznikiem a drugim, udało mi się popatrzeć na film - pitch perfect 2. Fajny, muzyczny film na nudne popołudnie, albo po prostu dla rozerwania się. Na pewno skuszę się na obejrzenie także 3 części.

A jak Wam minął luty? Proszę o polecenia co warto obejrzeć, przeczytać i posłuchać. Chętnie zasięgnę rady. No i nie zapomnijcie napisać czy oglądałyście/czytałyście/słuchałyście rzeczy z mojego podsumowania ;). 

Przerwa na blogu

Hej Kochane, przepraszam, że zostawiłam Was z ciszą na tydzień. Nie wyrabiam się z przygotowaniami do matury i pisaniem postów. Postanowiłam sobie zrobić krótką przerwę, zamiast na siłę kleić posty. Planuję powrócić z regularnym blogowaniem 6 marca, także stay tunned! Buziaki, GG.

Próbkomania - Vianek, Celia, Lirene, Dermiss

Próbkomania - Vianek, Celia, Lirene, Dermiss
Dzisiaj zapraszam Was, na zbiorową recenzję kilku kremów. Wątpię żebym miała okazję przetestować je wszystkie, a próbki mi to umożliwiły. Oczywiście nie da się mieć stuprocentowej pewności w naszej opinii, ale można się przekonać czy chcemy go dalej testować.

Celia, Olejki Polskie, krem nawilżająco kojący do skóry wrażliwej

Pełnowymiarowy produkt ma pojemność 50 ml i kosztuje 10,99 zł. Bardzo podoba mi się szata graficzna zarówno próbki jak i  kremu. Jest bardzo urocza i dziewczęca. Zapach jest bardzo ciekawy, kojarzy mi się z polnymi kwiatami, głównie rumiankiem. Po rozsmarowaniu po twarzy zapach jest jeszcze bardziej intensywny i trochę wyczuwam w nim świeżo ściętą trawę. Bardzo mi się podoba! Co do koloru jest biały, a konsystencja stała, choć nieco spływająca po ręce. Fajnie, gładko się rozprowadza. Przy wchłanianiu czuć efekt delikatnie chłodzący. Jak już siedzi troszkę na twarzy, to rozwiązuje się zagadka z tytułowymi olejami polskimi. Wyglądałam jakbym się wysmarowała zwykłym, kuchennym olejem. Skóra niemiłosiernie się błyszczała, ale o dziwo krem wchłonął się do matowej skóry, bez jakiegokolwiek filmu. Efekt nawilżenia jaki daje jest dość dobry. Przyznam, że jestem go ciekawa i z chęcią bym go jeszcze potestowała ;).


Vianek przeciwzmarszczkowy krem do twarzy do cery suchej

Pełnowymiarowy produkt ma pojemność 50 ml i kosztuje 31,99 zł. Muszę tu wspomnieć o zapachu, bo jest okropny. Krem ma żółtawy kolor i dość treściwą konsystencję, tj. dość tępo rozprowadza się po twarzy i zostawia smugi. Dość dobrze nawilża. Po około godzinie częściowo się wchłonął i mam wrażenie, że więcej już by nie dał rady. Pozostała tłusta warstwa zrolowała się. Nie podoba mi się ten krem.


Lirene, bio nawilżenie, ultra nawilżający krem z witaminą C, cera sucha i wrażliwa

Pełnowymiarowy produkt ma pojemność 50 ml i kosztuje 20 zł. Produkt ten ma rzadką i gładką konsystencję. Zaliczyłabym go do letnich, bądź porannych kremów, ponieważ jest bardzo lekki, a jego stopień nawilżenia zaliczyłabym do średnich. Ani mnie do siebie nie zachęcił, ani zniechęcił.


Dermiss, 06 clever renewal, detoksykujący krem naprawczy

Pełnowymiarowy produkt ma pojemność 50 ml i kosztuje 32 zł. Konsystencja jest tępa, ciężko się ją rozprowadzało. Krem bardzo mocno nawilża, widać że jest przeznaczony do suchej skóry. Dla mnie to było za dużo. Rano obudziłam się z tłustą warstwą na twarzy. Ciekawa jestem jak się sprawdza skórze dla której jest przeznaczony.


Dermiss, 04 neuro lifting, aktywny krem liftingujący

Pełnowymiarowy produkt ma pojemność 50 ml i kosztuje 32 zł. Ma gęstą konsystencję i biały kolor. Przy minimalnej ilości dobrze się rozprowadza, przy większej smuży. Poziom nawilżenia był idealny (skóra mieszana), ponieważ rano obudziłam się z promienną, miękką skórą, bez tłustej warstwy w przeciwieństwie do numeru 06.Na zimę może to być hit. Jestem ciekawa i rozważam zakup dużego opakowania.


Jak widzicie dwie próbki zaintrygowała mnie do tego stopnia by mieć ochotę na zakup pełnowymiarowych opakowań. Jestem ciekawa opinii osób, które miały dłuższy kontakt z tymi kremami. Dajcie znać, czy miałyście podobne, czy też inne wrażenia ;).

Podsumowanie miesiąca - ulubieńcy, denko, kultura - styczeń 2019

Podsumowanie miesiąca - ulubieńcy, denko, kultura - styczeń 2019
Przyznam Wam szczerze, że znudziła mi się formuła co miesięcznych denek i ulubieńców. W denkach czytałyście wciąż o tych samych produktach. O tych które pojawiały się regularnie, albo o tych które recenzowałam w trakcie miesiąca. Trochę lipa ;). Co do ulubieńców, na początku narzuciłam sobie, żeby pokazywać dziesięć produktów, programów, książek itd., które zachwyciły mnie danego miesiąca. Życie zweryfikowało moje plany i okazało się, że czasami było to za mało, a czasami za dużo. Brakowało mi miejsca na polecenia fajnych książek, czy filmów, a nie chciałam tworzyć z tego nowej serii,a przynajmniej dotąd, aż nie znajdę więcej czasu na pochłanianie większej ilości książek i filmów. Wszystko to wpłynęło na powstanie nowej formuły, wypierającej denko i top 10 - podsumowanie miesiąca. W luźny sposób postaram się pokazać Wam kosmetyczne odkrycia,  zużycia, będę też polecać książki, filmy, piosenki, może pojawią się też haul'e... Mam nadzieję, że ten pomysł przypadnie Wam do gustu tak jak mi :). A teraz po tym długim wstępie, podsumujmy już styczeń.

Denko - styczeń 2019 

W tym miesiącu moje denko jest bardzo skromne. Trochę zaniedbałam pielęgnacje, ale kilka rzeczy udało się zużyć. Recenzje wszystkich kosmetyków znajdziecie na blogu ;). 

Ulubieńcy - styczeń 2019

Największym odkryciem stycznia są dla mnie perfumy Versace versense. Mocne, kobiece i trwałe - uwielbiam! Jestem w trakcie testowania paletki freedom, do której dołączony był pędzel. Bronzery wciąż testuję, ale pędzel już wiem że bardzo mi się podoba. Świetnie sprawdza się do mocniejszego konturowania, nie trzeba odcinać linii przy pomocy pudru. Ten skośno ścięty, drugi od lewej pochodzi z lidla. Bajecznie aplikuje się nim róż, ponieważ nie nabiera zbyt dużo produktu. Pozostałe dwa pędzle są z najtańszego, chińskiego zestawu z ezebry. Może nie są genialne jakościowo, za długo nie pociągną, ale można dzięki nim poznać jakie kształty się lubi. Nigdy nie pomyślałabym, że spodoba mi się pędzel o ołówkowym kształcie, jak ten pierwszy od lewej. Czasami, gdy nie chce mi się myć gąbeczki (ja myję ją rano, przed użyciem), jadę właśnie z tym pędzlem. Trochę mi się odbarwiło włosie od podkładu, ale kształt się nie zmienił. Ostatni kształt to kuleczka - wielofunkcyjna kuleczka. Świetnie się sprawdza z pudrowaniem okolicy pod oczami, ale i bronzera. Daje taki miękki efekt, idealny na co dzień. 

Przegląd kulturalny

Ocean's 8 
Debbie Ocean wraz z ekipą organizuje skok stulecia na biżuterię podczas dorocznej gali w nowojorskim muzeum sztuki.
Film opowiada o 8 kobietach planujących kradzież biżuterii na gali met. Wiedziałam, że spodoba mi się ten film, ale nie wiedziałam, że spodoba mi się aż tak bardzo. Interesuję się modą, dlatego znam Met i ich sławne wystawy.  Marzy mi się wizyta w tym muzeum. Nic dziwnego, że musiałam obejrzeć ten film ;). Na 8 głównych bohaterek znałam 4 - Sandrę Bullock, Cate Blanchett, Rihannę i Anne Hathaway. Kiedyś bardzo lubiłam filmy z Bullock, ciekawiła mnie RiRi jako aktorka, ale najbardziej zaskoczyła mnie Hathaway. Do tej pory widziałam ją w filmach, gdzie grała miłą dziewczynę z sąsiedztwa, a w tym dziele, wreszcie wyszła z tego schematu i pokazała pazur. W filmie można zobaczyć wielu celebrytów (obsada aktorska zawiera 273 osoby) takich jak Kardashianki, Anna Wintour, Adriana Lima, James Corden i tak można wymieniać i wymieniać. Fabuła jest bardzo ciekawa, znajdziemy też zaskakujący element, także nie zanudzicie się. Must see dla miłośniczek mody!

Cinder i Ella
Niespełna rok temu osiemnastoletnia Ella uległa tragicznemu wypadkowi, w którym zginęła jej mama, a ona sama odniosła bardzo poważne obrażenia. Powrót do zdrowia jest trudny, dlatego dziewczyna trafia pod opiekę dawno niewidzianego ojca i jego nowej rodziny… na drugim końcu kraju! [za którą szczerze nie przepada!] Teraz Ella musi musi przekonać innych, że potrafi żyć samodzielnie…. i po dłuższej przerwie ponownie nawiązuje kontakt z kimś, kto jako jedyny jest gotów jej pomóc… I bardzo wiele dla niej znaczy… Anonimowy przyjaciel poznany na blogu. Cinder.
Ciężko mi było przebrnąć przez początek. Szkoda było mi Elli, tego co ją spotkało. Mocno przeżywałam razem z nią każdą ciężką chwilę - żałobę po śmierci mamy, ciężką rehabilitację i kompleksy ze względu na zmieniony wygląd po wypadku. Cieszyłam się, że miała przy sobie kogoś takiego jak Cinder. Ich rozmowy były przezabawne :).  Nie chcę wchodzić całkiem w fabułę, bo uważam, że każda kobieta powinna ją przeczytać. Zarówno córka jak i mama. Kelly Oram porusza różne ważne tematy - chorobę, żałobę, trudne relacje z ojcem, strach przed miłością, kompleksy. Przeczytajcie proszę i to obie części, bo na prawdę warto!

The arrangement 
Aktorka telewizyjna otrzymuje propozycję wartego dziesięć milinów dolarów kontraktu małżeńskiego ze znanym hollywoodzkim gwiazdorem.
Lubię seriale i filmy umiejscowione w Hollywood, opowiadające o sławie, itd. Dlatego zdecydowałam się na rozpoczęcie nowego dla mnie serialu - the arrangement. Po przeczytaniu opisu czułam się bardzo zaciekawiona jaka będzie decyzja aktorki, w jaki sposób gwiazdor jej to zaproponuje. Dowiedziałam się obu rzeczy w ciągu jednego, no może dwóch odcinków. Przebrnęłam przez 3 odcinki i dalej nie dam rady.  Aktorzy są dla mnie sztywni, a sam serial mało ciekawy. Nie polecam.

I to już koniec podsumowania minionego miesiąca. Mam nadzieję, że spodoba Wam się nowa formuła. Piszcie co u Was się działo w tym miesiącu, też macie taki spadek energii? Jestem bardzo ciekawa co oglądaliście i czytaliście w tamtym miesiącu? Co polecacie?

Test koreańskiej pielęgnacji - moja nowa miłość - Innisfree

Test koreańskiej pielęgnacji - moja nowa miłość - Innisfree

Nowy rok, nowa miłość...

Przyznaję długo, zajęło mi przetestowanie nagrody z konkursu kochanej Asianbeautyworld, a to dlatego, że stopniowo wprowadzałam poszczególne produkty, by w razie uczulenia wiedzieć skąd się wzięło. Ale już wszystko dokładnie przetestowałam i chcę Was zaprosić na recenzję.

Główną nagrodą konkursu był zestaw miniatur innisfree z serii Jeju Lava Seawater. Tak opisuje tę serię producent:
Seria Jeju Lava Seawater powstała na bazie wody morskiej zawierającej w sobie wyjątkowe składniki powstałe 400 000 lat temu podczas formowania się wyspy Jeju. Dzisiaj po wielu latach prac badawczych stała się cenionym składnikiem produktów pielęgnacyjnych. Dzięki niej możliwe było opracowanie systemu zapewniającego dogłębne nawilżenie cery i chroniącego przed przedwczesnym starzeniem się skóry.
 W skład mojego zestawu weszły: krem, lotion, serum i tonik. Cała seria przepięknie pachnie pomarańczami i innymi cytrusowymi aromatami. Dodatkowo otrzymałam piankę do mycia twarzy, płyn dwufazowy i maseczkę.

Tonik

Jeju Lava Seawater Skin to nawilżający tonik rewitalizujący ochronną barierę skóry. Szybko się wchłania, nawilża i łagodnie poprawia teksturę skóry. Nałóż odpowiednią ilość produktu na płatek kosmetyczny lub dłonie i delikatnie wklep dla lepszego wchłonięcia.Pojemność: 200 ml 
Skład: SEA WATER, BUTYLENE GLYCOL, GLYCERETH-26, BETAINE, CITRUS UNSHIU PEEL EXTRACT, ORCHID EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT, CAMELLIA JAPONICA LEAF EXTRACT, OPUNTIA COCCINELLIFERA FRUIT EXTRACT, ADENOSINE, PEG-60 HYDROGENATED CASTOR OIL, PHENOXYETHANOL, FRAGRANCE
 Tonik ma wodnistą, nietłustą konsystencję. Nanoszę go na twarz wacikiem bądź palcami. Po jego zastosowaniu czuję odświeżenie, bez uczucia ściągnięcia. Bardzo podoba mi się ten efekt. Nie mogłam znaleźć jaki jest atomizer w pełnowymiarowym produkcie, mam nadzieję, że spray, ponieważ jest to dużo wygodniejsze dla mnie.

Lotion

Lotion o działaniu nawilżającym oparty na wodzie morskiej zapewnia niesamowite ujędrnienie oraz wygładzenie skóry. Pojemność: 160 ml
Skład: SEA WATER, GLYCERIN, BUTYLENE GLYCOL, HYDROGENATED POLY(C6-14 OLEFIN), PROPANEDIOL, DIMETHICONE, CETYL ETHYLHEXANOATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, SEA WATER, GLYCERIN, BUTYLENE GLYCOL, HYDROGENATED POLY(C6-14 OLEFIN), PROPANEDIOL, DIMETHICONE, CETYL ETHYLHEXANOATE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, SUCROSE STEARATE, CITRUS UNSHIU PEEL EXTRACT, ORCHID EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT, CAMELLIA JAPONICA LEAF EXTRACT, OPUNTIA COCCINELLIFERA FRUIT EXTRACT, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA) BUTTER, GLYCERYL STEARATE, GLYCERYL STEARATE CITRATE, GLYCERYL CAPRYLATE, DIMETHICONOL, CYCLOPENTASILOXANE, CETEARYL ALCOHOL, STEARIC ACID, ADENOSINE, ETHYLHEXYLGLYCERIN, CARBOMER, TROMETHAMINE, PALMITIC ACID, HYDROGENATED VEGETABLE OIL, DISODIUM EDTA, PHENOXYETHANOL, FRAGRANCE
Ma dość lejącą konsystencję i biały kolor. Gładko się rozprowadza i szybciutko wchłania. Jako bazę wolę tonik, albo cokolwiek w płynie, ale o dziwo produkt ten bardzo dobrze zgrał się z makijażem i nie czułam przeciążenia skóry, czy szybszego przetłuszczenia. 

Esencja

Niestety nie znalazłam polskiego opisu producenta, ani składu.
Esencja to nic innego jak płyn, którym nasączone są maseczki. W tym przypadku zamknięto ten płyn w plastikowej buteleczce. Stosuję ją po toniku, a przed kremem, jako pierwszy etap nawilżania, wspomagając cięższy krem. Dzięki tej małej buteleczce uzależniłam się od esencji i nie wyobrażam sobie jej nie stosować ;). Już szukam lepiej dostępnego zamiennika :).

Krem

Krem po nałożeniu miesza się z kapsułkami ceramidowymi, aby maksymalnie nawilżyć skórę wewnątrz i na zewnątrz, podczas gdy transparentna żelowa formuła zapewnia odświeżające nawilżenie, tworząc jednocześnie barierę ochronną przed jego utratą.Sposób użycia: Nałóż odpowiednią ilość kremu na twarz i szyje, a następnie delikatnie wklep dla lepszego wchłonięcia. Pojemność: 50 ml
Skład: SEA WATER, PROPANEDIOL, BUTYLENE GLYCOL, SQUALANE, PEG/PPG-17/6 COPOLYMER, CYCLOPENTASILOXANE, DIMETHICONE, GLYCERYL POLYMETHACRYLATE, CITRUS UNSHIU PEEL EXTRACT, ORCHID EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT, OPUNTIA COCCINELLIFERA FRUIT EXTRACT, CAMELLIA JAPONICA LEAF EXTRACT, MANNITOL, BIOSACCHARIDE GUM-1, HYDROXYPROPYL BISPALMITAMIDE MEA, CETEARYL ALCOHOL, SUCROSE, CYCLOHEXASILOXANE, STEARIC ACID, ADENOSINE, MICROCRYSTALLINE CELLULOSE, CHOLESTERYL NONANOATE, ZEA MAYS (CORN) STARCH, WATER, POLYGLYCERYL-3 METHYLGLUCOSE DISTEARATE, GLYCERYL STEARATE, AMMONIUM ACRYLOYLDIMETHYLTAURATE/VP COPOLYMER, POLYSILICONE-11, PEG-100, HYDROGENATED LECITHIN, HYDROXYETHYL ACRYLATE/SODIUM ACRYLOYLDIMETHYL TAURATE COPOLYMER, POLYSORBATE 20, DISODIUM EDTA, PHENOXYETHANOL, FRAGRANCE
Określenie konsystencji jako żelową formułę jest w punkt. Krem nie jest ani gęsty, ani rzadki. Szybko i sprawnie rozprowadza się po buzi, nie zostawiając smug. Zaskakujące są drobinki, które po roztarciu przez jakiś czas pozostają na twarzy, dopiero później, w trakcie wchłaniania się rozpuszczają. Produkt ten szybko się wchłania, a jednocześnie porządnie nawilża. Cudowna formuła!

Pianka do mycia twarzy

Ta oczyszczająca pianka i jej delikatna konsystencja usuwają pozostałości makijażu i zanieczyszczenia z powierzchni skóry oraz porów pozostawiając efekt świeżej i zdrowej cery.Formuła oparta na ekstrakcie z jabłka i oleju z jego ziaren wygładza łuszczące się martwe komórki skóry sprawiając, że twarz wygłąda zdrowo, zyskuję na świetlistości i gładkości.Sposób użycia: Nanieś odpowiednią ilość produktu na dłonie i rozmasuj a następnie wmasuj w skórę twarzy. Spłucz ciepłą wodą. Pojemność: 150ml
Skład: WATER, GLYCERIN, MYRISTIC ACID, STEARIC ACID, POTASSIUM HYDROXIDE, PEG-32, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, PYRUS MALUS (APPLE ) SEED OIL, PYRUS MALUS (APPLE) FRUIT EXTRACT, CITRUS UNSHIU PEEL EXTRACT, ORCHID EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT, CAMELLIA JAPONICA LEAF EXTRACT, OPUNTIA COCCINELLIFERA FRUIT EXTRACT, BUTYLENE GLYCOL, SODIUM METHYL COCOYL TAURATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, POLYQUATERNIUM-7, PEG-90M, DISODIUM EDTA, SODIUM BENZOATE, FRAGRANCE
Jabłkowa pianka ma dziwną konsystencje, nigdy wcześniej takiej nie widziałam. Nie jest to taka typowa pianka, a raczej żel o metalicznym kolorze, który dopiero po roztarciu zmienia się w piankę. Już w trakcie mycia czuć, że skóra staje się tak czysta, że aż skrzypi. Warto wspomnieć też o świeżym, jabłkowym zapachu, jest świetny. Ten produkt również bardzo przypadł mi do gustu.


Płyn dwufazowy

Niestety nie znalazłam opisu producenta, ani składu po polsku.
Niedawno wykończyłam płyn dwufazowy Clinique, także mam dobre porównanie. Ten z innisfree jest dużo mniej lepiący się, ale równie dobrze zmywa makijaż. Spokojnie poradzi sobie z produktami do brwi, eyelinerem, tuszem do rzęs czy tatuażem do ust Maybelline. Trochę piekły mnie po nim oczy, ale dużo mniej niż po Clinque. Nie mam wodoodpornych kosmetyków, więc nie wiem jak sobie z nimi radzi. Kolejny świetny produkt :).

Maseczka

Maseczka w płachcie o działaniu nawilżającym i oczyszczającym. Dzięki wysokiej zawartości witaminy C, rozświetla i rozjaśnia zmęczoną, szarą cerę. Dodatkowo zapewnia nawilżenie i wygładzenie skóry.
W ostatnich ulubieńcach 2018 roku mogliście zobaczyć ją jako jeden z produktów który zawładnął moim sercem. Rzadko wyróżniam maski, ale ta jest genialna. Płachta jest średniej grubości, dobrze przylega do twarzy i jest mocno nasączona esencją. Bardzo mocno chłodzi twarz. Znowu muszę napisać że skóra po masce była miękka, gładka i świeża, ale to był efekt jaki nigdy wcześniej nie dała mi żadna maska. Uwielbiam!

Jestem w szoku, bo dosłownie każdy produkt mi się spodobał. Jeszcze nigdy nie miałam tak, żeby calutka seria przypadła mi do gustu w 100%. Pozwólcie, że teraz pobuszuję w internecie w poszukiwaniu ich dostępności w Polsce :). Koniecznie dajcie znać czy znacie markę Innisfree i jakie macie doświadczenia z koreańską pielęgnacją ;).

Żel aloesowy lepszy od holika holika?

Żel aloesowy lepszy od holika holika?
Nie jeden, nie dwa posty w blogosferze zostały poświęcone magicznym właściwościom aloesu. Do tej pory jako przykład najlepszego produktu z aloesem podaje się żel od marki Holika Holika. Czy Garnier dorównał koreańskiej marce?

Garnier skin naturals, botanical balm aloe 3 in 1, day cream, night cream, mask

Pojemność: 150 ml
Cena: 29.99 zł
Odśwież, nawodnij skórę, stosując Garnier Botanical 3 w 1 żel nawilżający z aloesem. Intensywnie nawilżająca galaretka z organicznym aloesem i kwasem hialuronowym natychmiastowo nawilża spragnioną skórę i blokuje wilgoć nawet na 48 godzin. 
Galaretkę można stosować jako krem na dzień, krem na noc i maskę do twarzy!
Składniki: Aqua / Water,Glycerin, Propanediol, Alcohol Denat, Pentylene Glycol, Polyglyceryl-10 Laurate, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder*, Vitis Vinifera Fruit Water / Grape Fruit Water, Sodium Hyaluronate, Sodium Hydroxide,Caprylyl Glycol, Citric Acid, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Salicylic Acid, Parfum / Fragrance

Czy tylko mi wygląd opakowania i konsystencji przypomina dawne pomady czy brylantyny do włosów? Już nie pamiętam jakiej marki... Nie ważne :). Produkt bardzo intensywnie, chemicznie pachnie. Jego konsystencja jest gęsta i żelowa, przypomina jednego, wielkiego żelka. Najczęściej stosuję go jako krem - maskę na noc. Grubsza warstwa spokojnie wchłania się do rana i pozostawia gładką i bardzo dobrze nawilżoną skórę. Nie jestem fanką nakładania aloesu rano. Mam do niego ciężką rękę i za każdym razem podkład mi się na nim roluje. Rzadko kiedy sprawdzam skład. W tym przypadku to zrobiłam, chcąc sprawdzić czy rzeczywiście jest to w 92% naturalny kosmetyk. Na trzecim miejscu znajdujemy alkohol denaturowany, który po wodzie i propanediolu (nie znalazłam jego właściwości) ma dużą zawartość w kremie. Co prawda pomaga on przenikać składnikom aktywnym w głębsze warstwy skóry, ale na wizażu znajdziemy też ostrzeżenie: "Składnik silnie drażniący, stosować ograniczone ilości, niskie stężenia, nie stosować w przypadku skóry atopowej, alergicznej, a także wrażliwej, płytko unaczynionej, suchej, nie stosować u dzieci.". Trzecie miejsce w składzie raczej nie jest ograniczoną ilością. Za to sok aloesowy (pierwsze miejsce w żelu aloesowym holika holika), który ma same dobre zastosowania i jest mało prawdopodobne że nas uczuli, jest na 6 miejscu. Dodatkowo zawarto w nim perfumy, które mają bardzo silne działanie alergenne... Nie jestem specjalistką w dziedzinie składów. Asianbeautyworld poprawiaj jeśli coś źle napisałam. Wydaje mi się, że nie jest to naturalny skład.



Działanie jest jak najbardziej okej, może nie aż tak fajne jak Holiki, ale całkiem nieźle wyprowadził moją skórę z wysuszenia po żelu Beauty formulas. Jednak jeśli chodzi o skład istnieje duże ryzyko uczulenia. Powiem Wam, że wciągnęłam się w składy i się nimi przeraziłam. A bardziej przeraziło mnie fałszywe reklamowanie naturalności kosmetyków. Ciężki temat. Dajcie znać co myślicie. Koniecznie mnie poprawcie jeśli źle zanalizowałam jakiś składnik.

Jajeczna pianka Isany - hit czy kit?

Jajeczna pianka Isany - hit czy kit?
Obserwując kilkadziesiąt blogów, w praktycznie każdym znajdowałam post z zachwytami nad isaną. Moja ciekawość tą marką rosła i rosła, aż zobaczyłam premierę jajecznej pianki. Nie mogłam przejść obok niej obojętnie i musiałam ją mieć. Czy zachwyciłam się, czy zawiodłam, przekonacie się czytając post ;).

Dane techniczne:

Isana, young, egg white, reinigungsschaum, pianka oczyszczająca
Pojemność: 100 ml
Cena: 12.99 zł
 Zafunduj swojej skórze specjalne oczyszczenie za pomocą cudownie miękkiej pianki. Technologia miceli przyciąga także cząsteczki brudu i makijaż jak magnes na skórze, zapobiega odwodnieniu. Dla wszystkich rodzajów skóry. Zgodność skórna potwierdzona dermatologicznie
 Skład:

Moja opinia:

Produkt ma fajne opakowanie, z bardzo ładną grafiką. Pompka działa bez zarzutu. Ja wyciskam dwie lub trzy pompki by hojnie pokryć twarz. Przy całym zabiegu pielęgnacyjnym towarzyszy mi piękny, świeży zapach, na pewno nie jajeczny. Żeby ją jak najlepiej przetestować używałam jej solo, bez olejku wspomagającego dokładne oczyszczanie. Okazało się, że na wieczór to trochę za słaby produkt i nie czułam by moja skóra była czysta, raczej odświeżona. Rano świetnie się sprawdza, ale wieczorem stosuję go jako drugi etap pielęgnacji. Nie jest to dla mnie minus, ale norma. Każdy produkt na bazie wody samodzielnie nie jest w stanie oczyścić mi skóry w zadowalający sposób. Kwestia przyzwyczajenia do wieloetapowej pielęgnacji. 



Rankiem jest świetną dawką na przebudzenie, wieczorem pomaga olejowi oczyścić skórę. To dobry produkt, o ile będzie częścią, a nie bazą pielęgnacji. A jaka jest Wasza opinia? No i koniecznie piszcie jakie produkty Isany polecacie :).

Maseczkowe zoo od selfie project

Maseczkowe zoo od selfie project

Dzięki kochanej Snukraina miałam okazję przetestować  całą serię zwierzaczkowych maseczek od Selfie Project.  Jesteście ciekawe jak się sprawdziły? Zapraszam na post :).

Maska wygładzająca #wildtiger

Maska wygładzająca na tkaninie #WildTiger błyskawicznie poprawia kondycję skóry. Delikatna tkanina z naturalnej bawełny doskonale dopasowuje się do kształtu twarzy, zapewniając przedłużony efekt działania. Botaniczne składniki aktywne równomiernie wnikają w skórę. Stop nudzie! Baw się pielęgnacją z wesołą maską #WildTiger! Wygładza, ujędrnia i intensywnie nawilża, redukuje szorstkość i przebarwienia. Bogata w naturalne, botaniczne składniki aktywne: Kwas Migdałowy działa antybakteryjnie i złuszczająco. Reguluje odnowę komórkową, poprawia strukturę i koloryt skóry. Łagodzi stany zapalne, goi wypryski i zmiany trądzikowe. Young Oat - proteiny owsiane działają na skórę nawilżająco i łagodząco, przeciwdziałają podrażnieniom i zaczerwienieniom. Są wyjątkowo biozgodne z młodą skórą.
Jako, że jest to wygładzająca maska, dałam ją mamie, by recenzja była bardziej wiarygodna. Płachta była średniej grubości, dobrze dopasowała się do twarzy i była nasączona solidną dawką esencji. Pozytywnie zaskoczył nas zabawny wzór i mocne kolory płachty. Mimo, że nie trzymałyśmy jej w lodówce, dała efekt ultra chłodu. W lecie byłoby to świetne, w zimie pierwsze wrażenie było piorunujące :D. Może wygładzenia nie było, ale mama przez dłuższy czas cieszyła się miękką i odżywioną skórą.





Maska nawilżająca #luckyseal

Maska nawilżająca na tkaninie #LuckySeal błyskawicznie poprawia kondycję skóry. Delikatna tkanina z naturalnej bawełny doskonale dopasowuje się do kształtu twarzy, zapewniając przedłużony efekt działania. Botaniczne składniki aktywne równomiernie wnikają w skórę. Stop nudzie! Baw się pielęgnacją z wesołą maską #LuckySeal! Intensywnie nawilża skórę, przywraca jej komfort, naturalne rozświetlenie i wyjątkową gładkość. Bogata w naturalne, botaniczne składniki aktywne: Olej Migdałowy – nawilża i ujędrnia skórę oraz wzmacnia jej barierę ochronną. Sprawia, że staje się cudownie miękka w dotyku. Marine Algae – Algi morskie dogłębnie odżywiają skórę i regulują produkcję sebum. Działają przeciwzapalnie, skutecznie hamując wzrost bakterii odpowiedzialnych za powstawanie nowych niedoskonałości.
Zwierzątka wybrane w tych maskach są idealnie pode mnie, uwielbiam foki. Ta na płachcie była trochę zniekształcona, ale i tak przeurocza. Podczas noszenia piekła mnie skóra i się przestraszyłam, że coś mnie uczuliło, ale na szczęście nie. Wszystko było w porządku. Maska zostawiła gładką, miękką skórę, świetnie przygotowaną pod dalsze etapy nawilżania.


Maska oczyszczająca #bravepanda

Maska oczyszczająca na tkaninie #BravePanda błyskawicznie poprawia kondycję skóry. Delikatna tkanina z naturalnej bawełny doskonale dopasowuje się do kształtu twarzy, zapewniając przedłużony efekt działania. Botaniczne składniki aktywne równomiernie wnikają w skórę. Stop nudzie! Baw się pielęgnacją z wesołą maską #BravePanda! Ściąga i odblokowuje pory oraz ogranicza nadprodukcję sebum, zapewniając skórze optymalną równowagę. Bogata w naturalne, botaniczne składniki aktywne: Węgiel BioAktywny– odkrycie w walce z niedoskonałościami! Oczyszcza i działa antybakteryjnie. Pochłania zanieczyszczenia, pozostawia pory czyste i zwężone. Green Bamboo reguluje wydzielanie sebum i matuje skórę.
Szczerze mówiąc nie wierzę w maski oczyszczające w płachcie. Ta w działaniu była identyczna co foka. Skóra też mnie delikatnie piekła i też nie wystąpiło zaczerwienienie. Efekt był równie fajny co u powyższej maski.


Maska łagodząca #coolkoala

Maska łagodząca na tkaninie #CoolKoala błyskawicznie poprawia kondycję skóry. Delikatna tkanina z naturalnej bawełny doskonale dopasowuje się do kształtu twarzy, zapewniając przedłużony efekt działania. Botaniczne składniki aktywne równomiernie wnikają w skórę. Stop nudzie! Baw się pielęgnacją z wesołą maską #CoolKoala! Koi i intensywnie nawilża skórę, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Bogata w naturalne, botaniczne składniki aktywne: Wyciąg z Ogórka odświeża, wygładza i koi skórę. Rozjaśnia cerę, wyrównuje jej koloryt i chroni ją przed przebarwieniami. Pink Pomelo nawilża skórę, redukuje zaczerwienienia i łagodzi stany zapalne.
W przypadku koali było podobnie. Skóra mnie piekła, ale nie była zaczerwieniona w nadmiernym stopniu. Efekt po zdjęciu płachty był najlepszy z wszystkich czterech masek. Skóra była bardzo świeża, promienna. To mój faworyt z całego zestawienia.


Jak widzicie szata graficzna i efekty maski mi się spodobały. Trochę niepokoiło mnie pieczenie skóry, ale na szczęście żadna mnie nie uczuliła. Też Was piekła skóra po tych maskach? Jakie płachty polecacie przetestować?
Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger