Projekt pan - aktualizacja po 2 miesiącach

Projekt pan - aktualizacja po 2 miesiącach
Co prawda post o projekcie był całkiem niedawno, ponieważ miałam sporo postów do nadrobienia, ale ja uczestniczę w nim od końca lipca. Wytypowałam produkty, o których już dawno myślałam, że chciałabym je zużyć, a jakiś czas później zrobiłam solidne porządki w toaletce i znalazłam kilka starych produktów, kilka zużytych i kilka których pozostało na zaledwie dwa użycia. Zacznijmy od tego czego się pozbywam.


Rewolucja objęła też kosmetyczkę mojej mamy. Rzadko tam zaglądam, więc znalazłam aż 3 zużyte produkty. Pierwszy to rozwietlacz Mac - soft & gentle. Ulubieniec mojej mamy, ja miałam go okazję używać kilka razy i byłam zachwycona jak piękną daje taflę. Kolejne dwa produkty to pomadka Maybelline (nie przepadam za tymi z serii color sensational, bo słabo się utrzymują, ale moja mama lubi nawilżające) oraz kredka do oczu Oriflame. Ja rzadko korzystam z kredek, nawet jej nie testowałam.

Czas na moje porządki i zużycia. Udało mi się skończyć mój letni podkład - Healthy Mix 53, puder Kobo, jakoś mało było o nim na blogu. Jest okej, daje satynowe wykończenie. Miałam lepsze i miałam gorsze ;). Tusz Wibo okazał się całkiem fajny, ładnie zagęszczał rzęsy. Eyeliner w słoiczku Rimmel zastygł na kamień, więc to czas się z nim pożegnać. Jest stary, więc nie próbowałam go ratować kroplami do oczu.


Porządki nie ominęły też paznokciowej części moich kosmetycznych zbiorów. Top no wipe Semilac'a jest bardzo fajny, mój ulubiony, a testowałam już wiele. Lakier Reni - Nails był tani i beznadziejny. Kilka razy wylał się, przez niestaranne opakowanie. Konsystencja jest dziwna, kiepsko się utrzymuje. Teraz się zassał i nawet się nie da go otworzyć. Z kolei lakier Carla gel like 4d bardzo fajnie mi się sprawdził. Wyrzucam go ze starości ;).

Myślę, że jesteście ciekawi jak idzie mój detoks od kupowania kosmetyków. Od lipca czyli przez dwa miesiące kupiłam tylko jedną pomadkę, oraz przybyło do mnie kilka darmowych produktów.

Marka L'biotica zorganizowała na Instagramie akcję, gdzie rozdała produkty dla 1000 osób, które opublikowały zdjęcie z hashtagiem #czekamnabiovax i wypełniły ankietę z danymi do wysyłki. Myślę, że to świetna inicjatywa ze strony marki. Zamiast oglądać milion paczek pr na instagramach naszych beauty guru, same mogłyśmy otworzyć pięknie zapakowaną i pachnącą paczuszkę. Można było wybrać peeling do skóry głowy, bądź maskę, ja wybrałam o drugie. Dodatkowo chcę pochwalić markę, za odpisywanie na WSZYSTKIE komentarze na ich fanpage'u i komentowanie zdjęć w których jest oznaczona. Niby nic, ale podkreśla to jak L'biotica szanuje swoich klientów. Oby więcej takich firm kosmetycznych.

W sierpniu uśmiechnęło się do mnie szczęście i udało mi się wygrać konkurs u Asian Beauty World.  W paczce otrzymałam zestaw miniatur marki Innisfree + maseczkę. Z przyjemnością przetestuję w pełni Koreańską pielęgnację.

Jedynym poczynionym przeze mnie zakupem była pomadka Maybelline matte ink w odcieniu Lover. Kupiłam ją jeszcze w sierpniu, specjalnie z myślą o weselu, chciałam sprawdzić ją w najcięższych bojach ;). Myślę, że pojawi się o niej osobna recenzja, a w jakiej formie to jeszcze zobaczymy ;).


Czy projekt ma dla mnie sens? Tak! Puder jest już na wykończeniu, codziennie robię makijaż oka, więc i paletki ubywa, przekonałam się do stosowania różu, a i o kredce do brwi nie zapominam. Aktualizację jak wyglądają obecnie produkty znajdziecie na moim instagramie. Staram się tam więcej udzielać :).

Ciekawią Was posty z aktualizacją tego projektu? Jakie zakupy poczyniłyście w ostatnich miesiącach? Co myślicie o akcji L'biotica, wzięłyście udział?

Co to znaczy dokładnie zmyć makijaż? Dlaczego trzeba używać tyle produktów do demakijażu?

Co to znaczy dokładnie zmyć makijaż? Dlaczego trzeba używać tyle produktów do demakijażu?

Oczyszczanie

Przestępstwo: poszła spać w makijażu ;)

Każdej z nas czasami przydarza się dzień, kiedy wracając późno ostatnie o czym marzymy to demakijaż, który zabierze nam kolejne bezcenne minuty snu. Przyznajcie się, ilu z Was zdarzyło się iść spać w makijażu? Wszędzie słyszymy, że najgorsze co można zrobić to nie zmyć makijażu przed snem. No dobrze, ale dlaczego? Otóż makijaż, sebum, a także zanieczyszczenia osadzają się w porach, przez co powstają wągry - martwy naskórek w połączeniu z sebum utlenione z powietrzem - a po dostaniu się tam bakterii, pryszcze.  Nie mycie twarzy (woda z mydłem się nie liczy! ;)) może przyspieszać starzenie. Wolne rodniki zawarte w brudzie uszkadzają i zabijają komórki skóry. Rozpada się elastyna i kolagen odpowiadające za elastyczność skóry. Jeśli nie zmyjemy tych rodników świadomie pogłębiamy zmarszczki.

W takim razie jak myć?

Według Koreanek, porządne oczyszczanie składa się z dwóch etapów - najpierw produkt na bazie olejków, a potem na bazie wody. Przed tymi etapami należy zmyć makijaż płynem micelarnym bądź dwufazowym. Większość kobiet uważa że to koniec demakijażu, ale brutalna prawda jest taka, że nawet najdroższy, najlepszy płyn nie jest w stanie dokładnie usunąć makeup'u. Jeszcze kilka lat temu szerokim łukiem omijałam olejki myjące. W końcu mam mieszaną skórę, skłonną do przetłuszczania się w strefie T. Wydawało mi się że skoro produkuje zbyt dużo sebum, to jaki jest sens ją dodatkowo natłuszczać. Prawda jest taka, że olej się lubi z olejem, dlatego lepiej może przeniknąć w głębsze warstwy skóry i lepiej usunąć wszelkie zanieczyszczenia. Jeśli chodzi o kosmetyk na bazie wody, może to być pianka, albo żel.

Ulubione płyny micelarne z Garniera, ten z Nivea jest bardzo podobny w działaniu. Clinique w fazie testów :)
Produktem na bazie olejków, jaki obecnie używam, jest balsam z Clinique - take the day off. Pozostałe są na bazie wody. Ich recenzję znajdziecie na moim blogu, bądź niedługo się pojawi.



Na dowód moich słów obejrzyjcie filmik Makeupbypita, która sprawdza działanie chusteczek do demakijażu i masła. Myślę, że to wystarczająco udowodni Wam, że jedno umycie skóry nie daje nic.


Zastrzegam, że nie jestem wykwalifikowaną kosmetyczką, jedynie dzielę się zdobytą z różnych źródeł wiedzą, by stworzyć większą świadomość wśród kobiet jak ważne jest dbanie o siebie i to nie tylko wtedy gdy pojawią się pierwsze zmarszczki.



 Jak Wam się podobają bardziej teoretyczne wpisy z nieco większą dawką wiedzy? Chcecie więcej? Piszcie jakie produkty używacie do demakijażu i ile Wam zajmuje wieczorny, a także poranny rytuał pielęgnacyjny. 

Przegląd kosmetyczki - korektory

Przegląd kosmetyczki - korektory
Dawno nie było posta z serii "przegląd kosmetyczki". Omawiałam już moje podkłady, pudry, bronzery, róże, pomadki i tusze do rzęs. Oczywiście jedne kosmetyki uciekają, inne przybywają, to wszystko ewoluuje, zmienia się, ale traktujcie te posty, jako zbiorowe recenzje. Dzisiaj czas na korektory - jeden z moich ulubionych kosmetyków do twarzy. Przez to, że mam cienie pod oczami, widać różnicę gdy go użyję, a jednocześnie więcej od nich wymagam, niż osoba, która się z tym nie zmaga.

Catrice Liquid Camouflage high coverage concealer

Cena: 15, 90 zł
Pojemność: 5 ml
Dostępne odcienie: 005, 007, 010, 015,020
Skład: Aqua, Isododecane, Cyclopentasiloxane, Polymethyl Methacrylate, Butylene Glycol, Polyglyceryl-4 Isostearate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Hexyl Laurate, VP/Eicosene Copolymer, Potassium Cetyl Phosphate, Sodium Chloride, PEG/PPG- 19/19 DImethicone, Disteardimonium Hectorite, Cera Alba, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Tocopheryl Acetate, Triethoxycaprylylsilane, propylene Carbonate, Ethylhexylglycerin, Lecithin, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Phenoxyethanol, Parfum, CI 77891, CI 77499, CI 77891 (titanium dioxide).

Moja opinia: Korektor ma ładne, proste opakowanie, wykonane z porządnego plastiku. Trochę je nie przemyślano z kształtem, bo nie da się wydobyć końcówki, gdyż nie dostaje tam szpatułka. Aplikator przypomina ten od pomadki, bądź błyszczyka. Jego konsystencja jest kremowa, dobrze się rozprowadza pod oczami. Według mnie, efekt jaki daje nie jest fajny. Skóra wygląda na suchą, zmęczoną. Próbowałam go z różnymi pudrami i efekt za każdym razem był ten sam. Utrzymuje się w miarę dobrze, choć nie jest to najtrwalszy korektor jaki posiadam. Największy jego plus to utrzymywanie cieni. 


Lovely Liquid Camouflage 

Cena: 13,49 zł
Pojemność: 8 ml
Dostępne odcienie: 01, 02, 03
Skład: Aqua, Cyclopenstasiloxane, Talc, Isododecane, Propylene Glycol, Magnesiom Stearate, Cetyl PEG/PPG- 10/1 Dimethicone, Hexyl Laurate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Synthetic Fluorphlogopite, Zinc PCA, Magnesium Sulfate, Lauryl PEG/PPG- 18/18 Methicone, Phenoxyethanol, Parfum, Alumina, Ethylhexylglycerin, Isostearyl Alcohol, Triethoxycaprylylsilane, CI 77891, CI 77492, CI 77163, CI 77491, CI 77499.

Moja opinia: Wszyscy wiemy, żel Lovely lubi się inspirować innymi markami. O ile podrabianie opakowań i podkradanie nazw mi przeszkadza, o tyle inspiracja formułami i cechami produktów absolutnie nie. Nie ukrywajmy liquid camouflage ma nam przypominać shape tape. Opakowanie jest na szczęście inne. Dość niskie i grube, z dużym aplikatorem. Konsystencja korektora jest kremowa, fajnie rozprowadza się pod oczami, za pomocą gąbki. Całkiem nieźle radzi sobie z cieniami, a przy tym sprawia, że skóra wygląda świeżo i zdrowo, nawet po porządnym przypudrowaniu. Dodając, że jego trwałość, jest lepsza niż trwałość np. podkładu All Matt Plus od Catrice chyba nie muszę stwierdzać, że to cudowny korektor ;). Jest wiele opinii, że ciemnieje, ale on to robi tylko na ręce. Pod oczami uzyskujemy kolor taki, jak tuż po nałożeniu. 


Kobo face contour mix

Cena: 20 zł
Pojemność: 20 ml
Skład: Caprylic Capric Triglyceride, Octyldodecanol, Petrolatum, Cetyl Palmitate, Kaolin, Copernicia Cerifera(Carnauba)Wax, Candelilla Cera, Syntethic Besswax, Methylmethacrylate Crosspolymer, Parfum, Benzyl Salicylate, Citronellol, Coumarin, Geraniol, Hexyl Cinnamal, a-Isomethyl Ionone Tocopheryl Acetate, Ethylparabem, [+/- CI 77891, CI 77491, CI77492, CI 77499, CI 12085, CI 19140:1, CI 15985:1]  

Moja opinia:  Kupiłam to kółko, głównie z myślą o używaniu bronzerów do codziennego makijażu w połączeniu z lekkim kremem bb. Raz sięgnęłam po korektory i przepadłam. Żółty używam na powieki pod cienie. Ten bardziej beżowy ma lepszy kolor, bardziej pasujący do mojej karnacji. Przez zbitą, masełkowatą konsystencję mają bardziej skoncentrowane, mocniejsze krycie, choć minimalne mniejsze niż lovely. Początkowa warstwa była twardsza, później dużo lepiej się je nabiera i mają bardzo przyjemną, ciekawą teksturę. Dobrze się blendują z podkładami, świetnie grają z pudrami. Obecnie w ciemniejszym korektorze dobiłam do dna. Co znaczy, że często po niego sięgam.

To już wszystkie korektory jakie chciałam Wam dziś pokazać. Podsumowując moim pierwsze miejsce przyznaję lovely, drugie kobo. Catrice mi się nie podoba. Jestem ciekawa jak sprawuje się mocno kryjący korektor mur, jak Wam się spisuje? Znacie te, które ja posiadam?

Markowo - NYX. Czy marka uwielbiana przez youtuberki zrobiła na mnie wrażenie?

Markowo - NYX. Czy marka uwielbiana przez youtuberki zrobiła na mnie wrażenie?
NYX to ostatnio bardzo popularna marka, która prężnie działa pod względem marketingu. Do tej pory testowałam pomadkę z serii Lingerie (bardzo ją lubię), teraz mam do przetestowania zestaw beyond basic (99 zł). Zawiera on 3 produkty - paletkę cieni, eyeliner i pomadkę. Całość zapakowana jest w plastikowe opakowanie, a następnie karton.


Przyjemność blendowania czy walka o pigment?


Plastikowe opakowanie paletki jest bardzo grube i trwałe, nie ma problemu z otwieraniem. W środku znajdziemy 6 cieni - 3 błyszczące i 3 matowe. Nie znajdziemy w niej beżowego brązu, ale za to mamy jasny brąz w załamanie, pomarańcz dla ożywienia makijażu, kilka błyszczących cieni i ciemniejszy brąz do przyciemnienia kącika. Pod względem kolorystyki to bardzo przemyślana paletka. Jakość cieni niestety pozostawia wiele do życzenia. Ich konsystencja jest bardzo sucha, kredowa, a dodatkowo dość mocno się pylą. Bardzo źle się nabierają na pędzel, przez co kiepsko je widać na oku. Dużo lepiej prezentują się nałożone palcem, a najlepiej nakładać je na mokro. Dużo z nimi zachodu, więc nie jest to moja ulubiona paletka.




Matte liquid liner


Eyeliner jest wykończony cieniutkim pędzelkiem, zdecydowanie bardziej wolę tę formę niż gąbeczkę. Można nim narysować kreski o różnej grubości i intensywności. Jego kolor jest bardzo mocno czarny i zastyga na mat. Nie przerywa się, ani nie zapycha. Dobrze się nim maluje po cieniach. Co prawda rzadko noszę kreski na powiekach, ale co raz chętniej je maluję dzięki temu produktowi.









Matte liquid lipstick

Moja jak dotąd jedyna pomadka z nyx'a - lip lingerie jest na wykończeniu, bardzo ją lubię, więc wobec tej też miałam wysokie oczekiwania. Kolor dusty wine to bardzo ciemny, bordowo-brązowy kolor. Aplikator jest standardowy. Konsystencja przypomina mi mus, dobrze rozprowadza się po ustach i zastyga na suchy mat. Zachowuje się bardzo podobnie co wspomniana przeze mnie pomadka z serii lingerie. Jest trwała, dobrze znosi zarówno napoje, jak i suche jedzenie, tłustsze rzeczy ją rozpuszczają. Nie wysusza ust. Bardzo lubię tego typu pomadki.




Podsumowując bardzo dobrze sprawdził mi się zarówno eyeliner, jak i pomadka. Cienie są złej jakości. Są drogie, a trzeba się bardzo napracować by wyciągnąć z nich jakikolwiek kolor. Jestem ciekawa czy wszystkie cienie nyx mają tak słabą pigmentację. Macie ich cienie? Jak sprawdzają się Wam produkty NYX? Co polecacie od nich przetestować?

Zaczytana #2 Sekrety Urody Koreanek

Zaczytana #2 Sekrety Urody Koreanek

O autorce...

Sekrety Urody Koreanek to dzieło Charlotte Cho - koreańsko - amerykańskiej pisarki, przedsiębiorcy, ekspertki od pielęgnacji skóry. Jest profesjonalną kosmetyczką, założycielką Soko glam - sklepu z koreańską pielęgnacją. Jej porady cytowane są w wielu znakomitych magazynach i blogach.

Dane techniczne.

Dział opatrzony jest w wstęp, 11 rozdziałów, zakończenie i podziękowania. Całość zawarła w 224 stronach. Okładka jest miękka i cienka, niestety łatwo się brudzi i zagina. Lepiej sprawdziłby się grubszy papier albo twarda oprawa. Wizualnie bardzo mi się podoba jest prosta, nieprzekombinowana, a jednocześnie słodka i estetyczna. Każdy rozdział opatrzony jest rysunkami wykonanymi przez Gemmie Correll. Są zabawne i idealnie wpasowane w tematykę danego rozdziału. Byłam nastawiona na iście teoretyczną zawartość. Już na pierwszej stronie zostałam zaskoczona. Charlotte opisuje swoje życie, sposób w jaki znalazła się w Seulu. Pisząc o sposobach jak dbać o skórę i rytuale pielęgnacyjnym Koreańczyków, nie tylko zawiera teorię, ale i swoje osobiste przeżycia, oraz błędy jakie popełniała.

 Jak dla mnie najciekawszymi elementami książki były rozdziały o oczyszczaniu, złuszczaniu oraz nawilżaniu. Autorka bardzo skutecznie przekonała mnie, by zastanowić się nad tym czego używam i czy to aby na pewno jest dobre dla mojej skóry.







Moje wrażenia po przeczytaniu

Spodobało mi się to, że wielokrotnie podkreślała, że ważne jest to by zainspirować się samym rytuałem - kategoriami kosmetyków i ich kolejnością. Nie koniecznie musimy używać koreańskich kosmetyków. Ważne by były dopasowane do naszego typu skóry i odpowiadały jej potrzebom. Dwuetapowe oczyszczanie stosuję już jakiś czas, ale nie robiłam tego rano (używałam albo samego płynu micelarnego, albo płynu na bazie wody). Charlotte cierpliwie tłumaczy dlaczego warto i rano myć twarz produktem na bazie olejku, a później wody. W książce znalazło się miejsce dla peelingów, kremów i innych produktów nawilżających (nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jest ich aż tak dużo). Powoli przekonuję się też do stosowania filtrów, choć zastanawiam się czy będzie się sprawdzać pod makijażem. Po typowo uczących rozdziałach czas na przewodnik po Seulu i przydatne informacje, typu jak coś zamówić w restauracji, czy jak korzystać z metra. Na koniec autorka zamieściła fragment o jej ulubionych kosmetykach, wszystkie te kosmetyki znajdziemy w jej sklepie, a niektóre nawet na naszym rynku. Charlotte poleca krem bb z Misshy, bardzo popularny na polskim yt.






Czasami każdy potrzebuje impulsu do zmiany - to był mój, by zastanowić się czy na pewno dobrze dbam o swoją skórę. Przeczytanie tej książki zaszczepiło we mnie miłość do pielęgnacji. Jestem zachwycona "Sekretami urody Koreanek". Zaimponowała mi zarówno wizualnością, treścią, no każdy aspektem. Polecam ją nie tylko miłośniczkom szeroko pojętego wizażu, ale przede wszystkim kobietom, na pewno ta książka zmieni Wasze podejście do pielęgnacji twarzy i ciała.

Zastanawiam się czy chciałybyście poczytać typowo teoretyczne wpisy o rytuale pielęgnacji w oparciu na tej książce, a także mojej skromnej wiedzy. Mogłabym też zawrzeć moje produkty z każdego etapu. Czytałyście tę książkę? Jak wrażenia?

Ziaja Med kuracja antybakteryjna - pasta myjąca #recenzja

Ziaja Med kuracja antybakteryjna - pasta myjąca #recenzja


W stosunku do próbek jestem sceptyczna. W końcu ciężko po jednym użyciu stwierdzić czy produkt jest dobry czy nie. W przypadku podkładów próbki są zbawieniem, a w pielęgnacji zachętą, zniechęceniem, a w 90% przypadków obojętnością. Jak było z próbkami Ziaja Med? Przekonacie się czytając dalej.


Tutaj to tylko część próbek produktu jakie mam, więc bardzo dobrze mogłam go przetestować. W każdym opakowaniu jest taka ilość produktu, że spokojnie wystarczy na pokrycie całej twarzy. Zapach jest delikatny, nie drażniący. Jeśli chodzi o konsystencję jest to niezbyt gęsta pasta zawierająca drobinki, przypominające piasek. Jeśli kojarzycie pastę z liści manuka to tu drobinki są dużo drobniejsze i nieco ostrzejsze. Mam wrażliwą skórę i czuję, że to trochę mocniejszy peeling, na mniej wrażliwych skórach pewnie nie zrobi wrażenia. Skóra po tym produkcie jest gładka, napięta, troszeczkę przesusza i potrzebuje po nim kremu, ale to dla tego, że jest przeznaczony dla skóry tłustej zmagającej się z trądzikiem. Efekt ten utrzymuje się kilka dni, co nie jest spotykane we wszystkich produktach. Używam go raz w tygodniu, tak jak inne kosmetyki tego typu.


Pełnowymiarowy produkt ma pojemność 200 ml i kosztuje 9.50 zł. Świetny stosunek ceny do jakości.

To jedne z niewielu próbek, które zachwyciły mnie do tego stopnia by kupić pełnowymiarowy produkt. Znacie ten peeling? Co polecacie z serii Ziaja Med?

Project pan? - cel: rozwój!

Project pan? - cel: rozwój!

Co to jest produkt pan?

Jest to project zachęcający do przystopowania z kupowaniem nowości, ale używania i zużywania tego co już mamy z kolorówki. Jest to bardzo ogólna definicja zamysłu tego wyzwania. Myślę, że lepiej wyjaśni Wam to Ania z addicted to cosmetics od której dowiedziałam się o tej inicjatywie i która zainspirowała mnie do przyłączenia się. 

Dlaczego zamierzam wprowadzić project pan na swoim blogu?

Czym dla mnie jest project pan? To mobilizacja do docenienia starych kosmetyków i wyciągnięcia z nich pełnego potencjału, zamiast używać w palecie ciągle tych samych cieni z palety, spróbować poeksperymentować z innymi kolorami. Wtedy na prawdę używamy posiadane przez nas kosmetyki i w efekcie je zużywamy. Zmęczył mnie trend, gdzie blog jest fajny jak jest w nim wiele hauli, recenzji nie do końca przetestowanych kosmetyków, byle tylko jako pierwszym dodać artykuł o kolejnej świeżynce na rynku. Trochę się zagubiłam w blogosferze, chciałam podejmować tematy na topie, recenzować nowości, ale wymagało to ode mnie wiele wydatków, a moja skóra zaczęła szaleć pod wpływem dziesiątek nowych produktów testowanych w ciągu tygodnia. Napisałam zbyt wiele postów, z których nie zawsze byłam zadowolona, ale nie chciałam zostawiać bloga bez posta. Czas na zmiany i to wielkie zmiany na moim blogu!

Moja cała kolekcja kosmetyków - 73 sztuki

Zmiany, zmiany, zmiany i wcale nie od jutra...

W tych zmianach bardzo pomogła mi ankieta z maja. Postanowiłam pisać dokładniejsze recenzje produktów, byście lepiej mogły poznać go, nie tylko pod względem działania, ale też pod względem technicznym. W ankiecie zarzucano mi parę rzeczy jeśli chodzi o zdjęcia. Kocham je robić, ale jestem w tym amatorem i ciągle się uczę. Owszem czasem bywają za ciemne, bo nie zawsze jest idealna pogoda, a ringa jeszcze nie posiadam. Inny aspekt to tło, mój blog jest biały, bo dla mnie to kwintesencja estetyki, staranności, no i dzięki temu kolorowi skupiacie się na produkcie a nie powoduje to chaosu. Dzięki ankieterkom dodałam etykiety, rozwijam menu główne. Szablonu nie zmienię. Wiem, że jest popularny, ale też jest bardzo praktyczny, a mój osobisty nagłówek sprawia że strona jest wyjątkowa. Mam głowę pełną pomysłów i nie zawaham się jej użyć, więc przygotujcie się! Ale teraz czas powrócić do tematu projektu!


Po co tak na prawdę kupujemy nowe kosmetyki?

Zrobiłam mały research. Pod wpływem chwili chciałam podzielić się z innymi tą wspaniałą ideą. Zrobiłam wątek na pewnym forum, zachęciłam inne dziewczyny do wspólnego chwalenia się jak dobrze nam idzie używanie kosmetyków i odkrywanie ich nowych właściwości. Dostałam kilka komentarzy podzielonych na dwa obozy. Jeden uważa, że używa mało kolorówki i w ich przypadku to wyzwanie nie ma sensu i ten rozumiem. Drugi już niestety nie. W średnio miły sposób, skomentowano, że kosmetyki się nie zużywa a używa i fajnie jest mieć ich dużo. Nie wnikam, każdy żyje jak chce. Wtedy zadałam sobie pytanie, po co mi nowe kosmetyki, dlaczego mimo że mam kilka palet ciągle kupuję nowe? Podałam przykład palet, bo bardzo je lubię, to moja największa słabość, jeśli chodzi o kosmetyki. Mam ich jedenaście i dobrze wiem, że przynajmniej 6 nie użyłam przez ostatnie pół roku. Brutalna prawda. Kupuję je żeby szukać nowych konsystencji, form, wykończeń. No ale co z tymi biedakami które już mam. Przyznajcie się same przed sobą, ile macie takich kosmetyków, które kiedyś uwielbiałyście, ale jakoś teraz macie inne, ciekawsze. Może warto byłoby ją odkurzyć i przypomnieć sobie co w nich tak lubiłyśmy?

Moje postanowienia:

  • Na kwartał wybieram jakiś zestaw kosmetyków - podkład i puder które są na wykończeniu, bronzer, który kiedyś lubiłam, a teraz leży zapomniany w szufladzie, róż, jeden z czterech, których nie używam itd. Pomadek wybieram kilka bo to nuda ciągle nosić jedną mając ich kilkadziesiąt (chcę zredukować tę liczbę, połowę z chęcią bym oddała, bo nie do końca je lubię) . Wybieram rzeczy które chcę wykończyć, bądź chcę ich częściej używać. 
  • Moim celem nie będzie tylko wykończenie do zera produktu, ale w niektórych przypadkach wystarczy mi dotknięcie dna.
  • Raz na jakiś czas będę pisać jak mi idzie zużywanie, czy na serio spełniam postawione przed sobą założenia, czy nadal uważam, że projekt ma sens i czy nie dopadła mnie monotonia ciągłego używania tych samych produktów. 
  • Postaram się totalnie ograniczyć moje zakupy. Kupuję tylko te najpotrzebniejsze gdy mi się skończą - szampon, pianka do włosów, coś do oczyszczania. Żadnej kolorówki! Kolejny haul może pojawić się dopiero po black friday, czyli za 3 miesiące.



Na początek do projektu wybrałam: paletkę pink fizz, róż z Moia, kredkę do brwi mystik warsaw i bananowy puder z Lovely. Projekt pan rozpoczęłam pod koniec lipca. Trochę mi zajęło opublikowanie tego posta, ze względu na zaległe recenzje i posty. Oczywiście ten projekt nie jest dla każdego. Niektórzy lubią gromadzić kosmetyki, lubią mieć w czym wybrać. Ja dążę do minimalistycznej toaletki z samymi perełkami. Jakie są Wasze opinie na temat tego wyzwania? Tylko piszcie szczerze!

Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger