Przegląd kosmetyczki - róże

Przegląd kosmetyczki - róże
Róże używam rzadko, zdecydowanie wolę bronzery, ale kilka ich posiadam i dzisiaj chciałabym Wam o nich opowiedzieć.

Róż w kolorze Lotus z Moia (15.99 zł) ma kolor przygaszonego różu z bardzo delikatnymi drobinkami. Jest bardzo mocno napigmentowany, więc trzeba go nakładać lekką ręką. Mam wrażenie, że w ciągu dnia ściera się/schodzi, ponieważ gdy rano nałożę go troszkę więcej niż trzeba, później już go aż tak bardzo nie widać.


Kolejne dwa egzemplarze pochodzą z Lovely z serii Natural Beauty Blusher (9 zł). Ten z prawej jest nowy. Nie wiem czy to ta sama seria, tylko inne opakowania, czy to jakaś inna seria, nie mogę znaleźć go na stronie rossmanna. W każdym razie, oba mają drobinki, na twarzy nie są one aż tak widoczne co na swatche'ach. Utrzymują się bez zarzutu. Mają mocną pigmentację i w ich przypadku również musimy uważać. Przez to, że są mineralne troszeczkę się pylą.

Poniżej macie swatche wszystkich produktów od lewej: Lovely 01, Moia Tulip, Lovely 02.


Lubicie używać tego typu produkty?Osobiście nie jestem ich wielką fanką i rzadko po nie sięgam. Jakie róże polecacie?

Ten sam krem o trzech różnych konsystencjach? #Clinique

Ten sam krem o trzech różnych konsystencjach? #Clinique

Trzy próbki kremu Clinique pokazywałam Wam już dawno, razem z innymi nagrodami jakie wygrałam w jednym z konkursów. Leżały dość długo, aż o nich zapomniałam i przyznam Wam szczerze, że byłaby to wielka szkoda, gdybym ich nie wykorzystała przed końcem ważności.

Jako, że mam mieszaną skórę, a ostatnio ją trochę zaniedbałam w kwestii nawilżania, zaczęłam testy od Clinique dramatically different cream for drier skins (99 zł za 50 ml). Kolor, jak w pozostałych próbkach jest delikatnie żółty. Konsystencja zaś, gęsta, zbita. Rozprowadza się po twarzy bardzo dobrze, łatwo, bez smug. Rano skóra jest gładka. U mnie została delikatna warstwa kremu, bo jak na moją mieszaną skórę, była to za duża dawka nawilżenia. Usunęłam lepką warstwę za pomocą płynu micelarnego, a skóra w dalszym ciągu była miękka.


Kolejna próbka to lotion + for dry/combination skins, oczywiście z tej samej serii, co poprzednia. W tym przypadku konsystencja jest rzadka ale, nie na tyle by spływała. Rozprowadza się równie dobrze co poprzedni krem. Dawka nawilżenia jest idealna dla mojej skóry. Po obudzeniu czułam pod palcami, miękką, gładką i dobrze nawilżoną skórę. Nie było na niej żadnego filmu, ani nie było wrażenia, że już dawno się wchłonął ten lotion.


Ostatnia już próbka to Oil - free fel dor oilier skins. Konsystencja jest bardzo rzadka, spływająca z ręki. W tym przypadku nawilżanie było odrobinę za małe, czułam że krem wchłonął się już jakiś czas temu. Mimo to skóra była miękka i wyglądała bardzo ładnie.

Testując te próbki przez trzy dni z rzędu zauważyłam, że stopień nawilżenia jak i konsystencja są w tych kremach idealnie dopasowane do rodzaju i potrzeb skóry. Najlepiej sprawdził mi się lotion, bo mieszaną skórę i preferuję lżejsze konsystencje o dobrym nawilżeniu. Ceny pełnowymiarowych produktów oscylują w okolicach 100 zł. Trochę sporo, ale myślę, że warto zainwestować. Dajcie znać czy testowałyście te produkty i jakie kosmetyki tej marki polecacie?

Przegląd kosmetyczki - podkłady

Przegląd kosmetyczki - podkłady
Dzisiaj obiecany przegląd moich podkładów. Rimmel Lasting Finish Breathable (49.90 zł) mam dopiero od kilku dni i na razie mogę powiedzieć, że jest nawilżający i jako jedyny z całego zestawienia ma różowe tony, które da się ładnie zneutralizować bananowym pudrem. Na pewno pojawi się jego recenzja w najbliższym czasie. Kolejny podkład to Eveline Liquid Control HD (35 zł) recenzowałam go tutaj. Krem CC z Bourjois (45 zł) ma ładne żółte tony, jest lekki, nawilżający, całkiem dobrze się utrzymuje na skórze, świetny na lato. Nie jest to typowy krem cc, nie posiadających krycia, wręcz przeciwnie całkiem nieźle kryje :).

Maybelline fit me (33 zł) recenzowałam tutaj a Catrice All Matt Plus (27 zł) tutaj. Na koniec został mój ukochany Healthy Mix (63 zł) rozświetlający, dobrze się utrzymujący na skórze, o ładnym kolorze. Jest to mój letni podkład, dlatego mam taki ciemny kolor (53). Uwielbiam to jak wygląda na twarzy.


Mam nadzieję, że swatche przydadzą Wam się w wyborze podkładów. Wiem jak ciężko wybrać kolor przez internet i dlatego zamieszczam ten post z porównianiem kolorów. Piszcie które znacie i jak Wam się sprawdziły :).

TOP 10 - marzec 2018

TOP 10 - marzec 2018

Czy Wam też czas leci tak szybko? Dopiero zaczynałam pisać bloga a tu już za miesiąc będzie rok regularnego blogowania! Przy okazji chciałabym się pochwalić że wczoraj wybiło mi 100 obserwatorów. Dziękuję Wam bardzo!

No dobrze a teraz polecę Wam kilka kosmetyków, które w marcu sprawdziły mi się najlepiej. Może zacznijmy od włosów. W tej kategorii mam jeden produkt - piankę Nivea styling mousse flexible curls & care (13 zł). O dziwo sprawdziła mi się dużo lepiej od wcześniejszego ulubieńca wśród pianek - Wella. Jest puszysta, lekka, podkreśla skręt, a przy tym nie skleja włosów! Ideał ;).


 W marcu powróciłam do peelingów od Perfecty a konkretnie do tego z serii Hydro magnetic (15.99 zł). Jest drobnoziarnisty, mimo ścierania naskórka, nie podrażnia skóry. Dzięki niemu skóra jest miękka i świeża. Efekt ten utrzymuje się dłużej. Jak na razie peelingi perfecty mnie nie zawodzą.


 Kolejny produkt też nie jest nowym ulubieńcem. Stosowałam go długo przed założeniem bloga i teraz z ogromną przyjemnością do niego powróciłam. A jest to mus do ciała z Farmony z serii tutti frutti o zapachu brzoskwinia - mango (13 zł). W konsystencji przypomina galaretkę, szybko się rozprowadza, bez smug, pachnie owocowo, nie chemicznie. Nawilżenie jest okej, przy regularnym stosowaniu nie ma mowy o suchej skórze.


Od niedawna posiadam wannę i wreszcie mogę testować produkty do kąpieli. Kula body club aromatherapy o zapachu gardenii (ok. 5 zł) jest musująca, nie robi piany, ale mocno barwi wodę na żółto-pomarańczowo i roznosi przepiękny zapach gardenii po całej łazience. Na skórze pozostawia warstwę nawilżenia dzięki olejkom zawartym w kuli. Bez obaw nie jest to tłusty film. Po wytarciu ręcznikiem delikatna warstwa znika.

Podkład eveline liquid control hd (35 zł) recenzowałam tutaj. Przez ten czas o wiele bardziej go polubiłam, nauczyłam się z nim pracować. Zostawia satynowe wykończenie, ładnie przyjmuje inne produkty, dobrze się utrzymuje. Widzę że będzie mało wydajny, m.in. ze względu na wodnistą konsystencję. Mimo to z przyjemnością go stosuję teraz gdy pogoda sprzyja i jest cieplutko oraz nie mam ochpty na ciężkie podkłady.

Przyszła wiosna to i stawiam na mocniejsze usta. Moim ulubieńcem stała się pomadka Aqua Trend Collection ultra-nawilżająca (17.99 zł) w odcieniu 822. Ma przepiękny krwistoczerwony kolor, wybiela zęby dzięki zimnemu odcieniowi. Nawilża, nie wylewa się poza kontur ust, może nie jest wybitnie trwała, ale bez problemu można ją dołożyć. Polecam! 


Ostatni "kosmetyczni" ulubieńcy to pędzle. Ten z lewej to Hakuro h70 (25.50 zł) płaski języczek dobrze nakłada się nim błyszczące cienie na całą powiekę, ja o wiele bardziej lubię go używać do końcowego wyblendowywania górnej granicy za pomocą beżowego cienia. Drugi pędzel to hulu p32 - idealny pędzel do blendowania. Świetnie rozciera cienie, ma fajny kształt, jest świetnie dopasowany do mojej powieki. Dodatkowo ma mięciutkie włosie, jest porządnie wykonany i nie wylatuje z niego włosie. To mój pierwszy pędzel hulu ale na pewno nie ostatni!


Marzec był dla mnie miesiącem nadrabianiem zaległości w serialach i bardzo pomogła mi aplikacja tvtime. Zaznaczamy w niej obejrzane przez nas seriale oraz te które planujemy obejrzeć. Odznaczamy obejrzane odcinki i widzimy daty premier nowych odcinków seriali które oglądamy. Ta apka znacząco ułatwi życie serialomaniakom. (zdjęcie pochodzi z facebooka).

Nie wiem jak Wy ale ja kojarzę Dynastię z dzieciństwa kiedy oglądała ją moja mama. Teraz wyszła nowa, amerykańska wersja tego serialu. O czym opowiada? Posłużę się opisem z wikipedii:

Serial opowiada o Fallon Carrington, która jest pewna że otrzyma od ojca imperium. Nieoczekiwanie Blake Carrington wzywa swoje dzieci Fallon i Stevena, aby przedstawić im swoją nową żonę, Cristal. Od tego momentu córka Carringtona stara się udowodnić, że jej macocha jest oszustką.

Osobiście bardziej bym powiedziała że to serial o rodzinie Carrington, nie o samej Fallon. Jest to bogata rodzina z mnóśtwem tajemnic. Mój ulubiony rodzaj seriali! (Zdjęcie pochodzi z filmwebu.)



Miałyście okazję używać moich ulubieńców? Jak wrażenia? Koniecznie napiszcie czy znacie tą serialową apkę i serial. Coraz częściej myślę o nowej serii na blogu typowo serialowej. Co Wy na to? Buziaki!

Denko - marzec 2018

Denko - marzec 2018
Kolejny miesiąc za nami i kolejne denko na moim blogu. Po porządkach w kosmetykach uzbierało się całkiem spore denko.


Na początek zacznijmy od stałych bywalców w każdym moim denku, myślę, że ten fakt świadczy o tym jak bardzo lubię te produkty ;).


Suchy szampon Batiste (14 zł) to klasyk w mojej kosmetyczce, zmieniają się tylko wersje zapachowe. Jest bardzo fajny, dobrze odświeża włosy. Przy dłuższym użytkowaniu może spowodować łupież, więc raczej polecam używać w naprawdę kryzysowych sytuacjach. Syoss anti - grease dry shampoo (13 zł) na początku dał złudne nadzieje na bycie dobrym produktem. Niestety w trakcie użytkowania okazał się bublem. Nie robi nic, a nawet podkreśla nieświeże włosy. Wyrzucam go mimo że jeszcze trochę go zostało.


Różową wersję płynu micelarnego z Garniera (20 zł) uwielbiam i nigdy mnie nie zawiodła. Byłam ciekawa czym różnią się inne wersje i jak dla mnie niczym. Tak samo dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia oczu. Same plusy!


Pianka do włosów a raczej mus z Wella (15 zł) możecie kojarzyć z posta Stylizacja włosów? Z tymi produktami to banał!. Zachwalałam ten produkt i jedyny minus jaki w nim znalazłam to fakt że skleja włosy. Podtrzymuję tę opinię i już nie długo pokażę Wam produkt który przebił o głowę ten mus z Wella, daje ten sam efekt i nie skleja włosów.


Chusteczki do demakijażu bebeauty (3,50 zł) zużyłam tylko i wyłącznie w celu zmywania swatchy. Świetnie radziły sobie z wszystkimi produktami. Nigdy nie użyłam ich do twarzy, wydaje mi się że nie dostatecznie zmyłyby makijaż i nadal czułabym się "brudna". ;) Do swatchy są wystarczające!

Krem z Loreala Nutri - gold (35 zł) ma gęstą, masłowatą konsystencję o żółtym kolorze. Pod palcami zmienia się w olejek. Jest bardzo odżywczy, mocno nawilżający. Raczej na noc niż na dzień, bo długo się wchłania.

Olejek do ust Eveline (11.55 zł) znalazł się w ulubieńcach i nie raz ratował mi usta tej zimy. Sprawiał że były miękkie, nawilżone. W połączeniu z peelingiem idealnie dbał o moje usta. Muszę Was ostrzec by nie kłaść do na płasko, bo niestety się wylewa z opakowania.

Eyelinery używam rzadko, a jeśli już to głównie z Wibo albo właśnie tego który mi się kończył - Rimmel glam eyes (25 zł). Ma fajną konsystencję, daje idealnie czarny kolor, nie odbija się na powiekach. Dobrze się z nim pracuje.

Te podkłady trochę leżały by doczekać się na premierę na blogu. Revlon colorstay (69 zł) zna chyba każdy. Mocno kryjący, trwały, ale też dający delikatny efekt maski, trzeba go aplikować lekką ręką. Przyznam, że nie jestem fanką aż tak mocnego krycia, zdecydowanie bardziej wolę Bourjois healthy mix (50 zł). Zupełnie zapomniałam że miałam starą wersję, ale nie zapomniałam że sprawdziła mi się równie dobrze co nowa i że to jeden z moich ulubionych podkładów.

Z recenzją tych tuszów nie będę się powtarzać. O wszystkich mogłyście czytać tutaj. Jeśli interesuje Was moja opinia o którymś z tych tuszów, odsyłam Was do tamtego posta.

A teraz Wy piszcie co znacie, co Wam się sprawdziło a co nie. Z przyjemnością poczytam Wasze komentarze!

Zbiorowa recenzja - tusze do rzęs cz.2 Rimmel, Maybelline, Mysecret, Lovely....

Zbiorowa recenzja - tusze do rzęs cz.2 Rimmel, Maybelline, Mysecret, Lovely....
Wracam po świątecznej przerwie z  nową energią i głową pełną pomysłów na posty. Mam nadzieję że też odpoczęliście przez te święta. Ostatnio uzbierało mi się sporo tuszów do rzęs które chciałabym dzisiaj zrecenzować. Na wstępie pragnę zaznaczyć, że ja nie mam problemu z osypywaniem czy odbijaniem w tuszach i żaden mi tego nie robi, więc nie będę się powtarzać na ten temat w trakcie posta.
Na pierwszy ogień idzie Rimmel Scandaleyes retro glam (26.90 zł). Jak widać na załączonym obrazku ma imponującą szczotę w kształcie klepsydry. Włoski są gęste, ale i miękkie. Aplikowanie tego tuszu jest przyjemne i łatwe, mimo wielkiej szczoteczki. Co do efektów, pięknie wydłuża, a przy tym zagęszcza. Bardzo fajny tusz!

W przypadku Lovely curling pump up mascara (9 zł) nie byłam przekonana do kształtu szczoteczki. Wolę takie prostsze, ale jak wiadomo najważniejsze jest działanie, a radzi sobie całkiem dobrze. Rozdziela, wydłuża, trochę zagęszcza.

Big volume cat eyes mascara od Eveline (36.99 zł) znalazł się w markowo - Eveline. Jak mogłyście tam czytać, nie jestem jego wielką fanką. Podoba mi się jego silikonowa szczoteczka - jej wielkość, kształt i okrągła kulka ją kończąca, dzięki niej jestem w stanie dotrzeć do najmniejszych rzęs. Efekt nie jest już tak spektakularny. Według mnie dobrze rozdziela i tyle, średnio wydłuża i zagęszcza. Nie osypuje się ani nie odbija, ale mam wrażenie że ma się go aplikuje na rzęsy. Podczas demakijażu jest go mało na waciku. Znam lepsze tusze.

Astor seduction codes (29.90 zł) to jedyny produkt tej marki jaki stosowałam. Szczoteczka byłaby fajna gdyby nie brak włosów na końcówce, przez co miałam wrażenie że wybiję sobie ją oko. Efekt jest ładny, ale trzeba się namęczyć, by efekt był pożądany. Raczej nie polecam ;).

Mysecret 3d effect volume mascara (12 zł) ma standardową, wydłużającą szczoteczkę i dobrze wywiązuje się z tego zadania, tak samo jak z rozdzielania. Gorzej z zagęszczeniem, ten tusz daje wrażenie bardzo marnych i rzadkich rzęs, przez to że tylko wydłuża.

Maybelline volume express mega plush mascara (30 zł) to bardzo kontrowersyjny produkt. U mnie sprawdził się mniej więcej tak samo jak Astor, z tym, że ma lepszą szczoteczkę. Musiałam się napracować by ładnie wyglądał na rzęsach, a jednak rano wolę zrobić to jak najszybciej i skupić się na innych aspektach makijażu.

I to już na tyle. Myślę że to solidna dawka danych przed promocją w Rossmannie. Znacie te tusze do rzęs? Jak Wam się sprawdziły? Napiszcie w komentarzach na jakie kosmetyki polujecie na promocji i co polecacie. Mam ochotę na duże zakupy :D
Copyright © 2016 GlamGirl , Blogger